Wszyscy znamy słowa Marcina Lutra : Gdybym miał jutro umrzeć to jeszcze dziś zasadziłbym drzewo jabłoni.

W osobie nieco lepiej zorientowanej w symbolach pojawiających się w wizjach mistycznych drzewo jabłoni powinno wzbudzić głębszą refleksję , poczynając od drzewa życia, biblijnego raju aż po bibliotekę zapełnioną czerwonymi rotami , skompresowanymi informacjami jakie w czasie wizji często rozpakowują się przed naszymi oczami. Drzewo jabłoni jest Kroniką Akaszy, urojeniowo(egregorialnie) stworzoną kroniką istnienia ,wyobrażeń o nim ,bytów karmicznie związanych we wspólną sferę istnienia zwaną kołem samsary czy czym tam jeszcze.
Luter zapewne refleksji tego rodzaju nie miał , chodziło mu raczej o stan poza umysłem , poza planowaniem ,poddanie się wyrokom boskim i zachowanie porządku istnienia. Taki chrześcijańskie wu wei.

Zapytajmy snu co umierający człowiek powinien zrobić na dzień przed swoją śmiercią ?

Jestem prowadzony przez mało wyraźnego przewodnika (Śmierć?), idzie z prawej strony , wyprzedza mnie o kilka kroków. Wchodzimy pod spore wzniesienie na którym stoi znacznych rozmiarów gmach/zamek. Mam zawiesić na jago murach trzy flagi. Są jednakowe , jasne, i zdaje się mają dwie warstwy jak prostokąt prawdy o ludziach , istotach dwulicowych nawet w kwestiach duchowych z poprzedniej nocy. Te flagi symbolizują …… miłość.
Jednym słowem banał .
Wynika z tego, że przed śmiercią powinniśmy najzwyczajniej w świecie wejść w stan świadomości pozbawionej elementów ego i pozwolić rozwinąć się temu rodzajowi świadomości.

W jednym z dawnych snów nazwałem śmierć swoim przyjacielem, w tym śnie Śmierć była osobą choć nie pokazała jak wygląda , pozwoliła mi jedynie obejrzeć jej wózek czekający na kolejnego podróżnika, sama śmierć była zajęta swoimi czynnościami w budynku przed którym stał jej „rydwan”.

Jak powinniśmy postępować w momencie umierania ?

Na końcu wsi widzę świecące rośliny , również przy drodze na ten koniec prowadzącej przez wieś ,po prawej stronie drogi , na przeciw posesji moich dziadków znajdującej się po lewej stronie(poziom 11/12 urojeniowy) tu są również posadzone świecące rośliny, te posadziłem sam , to są wskażniki naprowadzające, umożliwiające orientację w przestrzeni !

Na trajektorię wyznaczoną przez obydwa rodzaje świateł pozycyjnych wchodzę pod kątem prostym z lewej na prawą stronę czyli z urojeniowości ku realności. Od strony dziadków .

Sytuację tę doprecyzowuje kolejny sen.

Obserwuję jak ktoś (ja?) podciąga zapalona lampę do góry. Lina jest zahaczona w najwyższym punkcie ekranu śnienia a ja obserwuję nieco przesunięty na prawo jak ktoś na dole z prawej strony ciągnie linę . Do uchwytu lampy jest również przyczepiona druga lina , z lewej strony. Ta dochodzi do niej pod kątem prostym i ma za zadanie nie dopuścić do zbyt wielkich wahnięć lampy na boki.

Należałoby teraz rozwinąć szerszą refleksję związaną z obydwiema nocami.
Profesor Kubler Ross uszeregowała fazy umierania zapewne we właściwy sposób. Nie podkreśliła jednak dostatecznie, że w fazie : „Dlaczego to mnie spotyka ?” umierający czuje do pozostających przy życiu nienawiść. Mało kto ze względów autocenzuralnych wymuszonej społecznie poprawności , konsensusu społecznego, jest w stanie się do tego przyznać , czasem owa nienawiść do zdrowych wyraża się jedynie zaabsorbowaniem swoimi problemami i lekceważeniem cierpienia psychicznego towarzyszących nam w umieraniu osób a czasem wręcz otwartą agresją wobec otoczenia. Wiem o tym bo sam umierałem a przynajmniej byłem o tym głęboko przekonany. Czym wcześniej odchodzimy w wyniku choroby czy niechcianego zrządzenia losu tym agresja silniej nas dotyka. Ludzie starzy najczęściej są pogodzeni ze swoim odejściem a są pośród nich nawet tacy którzy na ten moment czekają. Są również osoby które wybierają śmierć dobrowolnie. Faza akceptacji, pogodzenia się z własną śmiercią jest kolejną, następującą po buncie fazą umierania i właśnie od tego momentu rozpocznę swoje rozważania metafizyczne.
Aby porządnie a może nawet właściwie umrzeć 🙂 powinniśmy akceptację dla własnej śmierci rozwinąć twórczo. Nie żartuję. Na samej akceptacji nie powinniśmy zakończyć naszego tańca ze śmiercią. Powinniśmy przetransformować akceptację we wdzięczność. Nie ma znaczenia czy jesteśmy wierzący czy nie , czy też wierzymy w Boga okazjonalnie. Chodzi o izolowaną wdzięczność. Pewnie nie każdy potrafi wykrzesać z siebie wdzięczność w czystej postaci dlatego najlepiej przypomnieć sobie osobę której jesteśmy albo byliśmy naprawdę za coś wdzięczni. Kiedy uchwycimy już wibrację wdzięczności należy ją uwolnić z urojonych (!) cech relacji osobowych i rozniecać jej płomyk w swojej świadomości. To jest właśnie owo światło , lampa o której przed chwilą relacjonowałem opowiadając sen. Wdzięczność po chwili samoistnie zacznie rozwijać się w odczucie nieurojonej miłości , początkowo będzie nam ono uciekało w stronę urojeniowości czyli miłości ku sobie lub osobom lub wyobrażeniom Boga .Właśnie do stabilizacji tego stanu służyła owa lina doczepiona z boku we śnie o podnoszonej lampie. Izolowana od urojeń miłość nie jest uczuciem jest stanem Świadomości która w miarę zalewania naszego indywidualnego bytu , urojonego ja , urojeniowo oddzielnego od Źródła Świadomości , rozpuści naszą iluzję bycia formą ludzką czy jaką bądź formą bycia samoświadomą istotą . Wiele wskazuje na to że Źródło nie jest samoświadome w takim sensie jak my to sobie wyobrażamy , dlatego w snach Bóg często jawi się nam jako idiota pozbawiony rozumu. W zasadzie choć pod kilkoma warunkami możemy powiedzieć, że Bóg jest miłością chociaż miłość nie jest Bogiem , jest tym poziomem Świadomości który na naszej drodze do Jej Źródła zapowiada „Coś znacznie głębszego”.

Tu warto powrócić do roli jaką spełnia urojeniowość w trakcie umierania naszego ja związanego z ciałem fizycznym. Urojeniowość potraktowana szeroko jako urojenie bycia oddzielnym od całości można podzielić na dwie kategorie; jako urojenia dobra,właściwego postępowania i nagrody za nie jakie przejęliśmy od społeczeństwa w jakim nas wychowano czyli wyobrażenia nieba i nagrody po śmierci jak oraz na urojenia negatywne odrzucane przez społeczeństwo i sformatowane w pakiecie pod wspólnym określeniem Piekło. Obydwie klasy urojeń tworzą formę która podtrzymuje ja w stanie w którym czuje się ono zmuszone do istnienia . Gdy uda nam się rozpuścić obydwie formy urojeń ja zniknie ponieważ straci formę która powiela ja po śmierci ciała. Osobom którym wydaje się że są pozbawione owej formy konstytuującej ich z Nicości poziomu 8 radziłbym sprawdzić to we śnie.

Podniesienie stanu swojej świadomości do poziomu miłości wybaczającej sobie i innym i zalewającej / rozpuszczającej nasze ja tworzące jakiekolwiek koncepcje przejawiania się jako indywidualne istnienie powoduje ucieczkę z koła małej karmy i przejście do dryfu świadomości oddzielności na poziom naszej duszy (Atmana /7 ).Nie jest to koniec powrotu do Źródła Świadomości ale przeniesienie centrum samoświadomości na poziom wielkiej karmy w której zyskujemy nieskończenie wielki wybór jak spędzimy czas zanim nie uwolnimy się od iluzji oddzielności Atmana/7 od Brahmana/8 🙂

Teraz pytanie na które odpowiedź wydaje się dość oczywista.

Dlaczego w większości kultur śmierć przedstawiana jest jako osoba , co więcej w snach istnieje podobna tendencja, sugestia że jest osobą chociaż ja śmierci w śnie bezpośrednio nie widziałem.

Sny tej nocy są czarno białe !
Zbiegam ze schodów, schody są różnych rodzajów ( chyba trzy rodzaje), zbiegam coraz szybciej , ktoś towarzyszy mi nieco z tyłu i z boku , z prawej strony . Biegnę coraz szybciej aż w pewnym momencie szybkość z jaką z nich zbiegam pozwala mi przestać poruszać nogami ponieważ przechodzę w ślizg i już tylko czuję pod podeszwami krawędzie mijanych kolejnych stopni. Wiem że osobę która mi towarzyszy z prawej zdumiewa to co właśnie robię.

Kolejny sen.

Kogoś ,trudno mi na razie sprecyzować mężczyznę czy kobietę oskarża się publicznie o to ,że w spektaklach w których uczestniczy zachowuje się obscenicznie.
Będę miał okazję to sprawdzić bo właśnie stoję w sporym tłumie w niewielkim teatrzyku , raczej kabarecie .Na scenie rozpoczyna się przedstawienie. Na środku sceny tyłem do widowni stoi naga proporcjonalnie zbudowana kobieta , nie za szczupła nie za gruba. Muzyka jaka towarzyszy przedstawieniu to głównie perkusja która wybija szybki jednostajny rytm (Podobny jaki czułem pod stopami na schodach we wcześniejszym śnie). Od strony widowni wychodzi ten/ta skandalista .W momencie kiedy to robi na dwóch skrajnych końcach sceny pojawiają się równo z nim dwie postaci , ciemne o niesprecyzowanej powierzchowności , jakby nieostre , poza polem widzenia. Skandalista jest jednak dobrze widoczny. Podchodzi do nagiej kobiety stojącej na scenie i okrążając ją z lewej strony odwraca się do nie i jednocześnie do widowni. Jego ruchy są może nie tyle obleśne co pożądliwe jednak największy niesmak wzbudza sam jego wygląd. Sen jest czarno biały więc trudno określić czy smugi na jego również nagim ciele są brudem czy nierównomiernym owłosieniem jednak tym co we mnie wzbudza prawdziwa niechęć jest dysproporcja budowy jego ciał.
Głowę ma sporą o twarzy pozbawionej jakiegokolwiek wyrazu, tułów beczkowaty a ręce nieproporcjonalnie cienkie. Stoję (na szczęście)na końcu sali i przed sobą mam(jeszcze) sporo ludzi więc aby rozstrzygnąć czy to kobieta czy mężczyzna staję na palcach. Obraz jego genitaliów mam zamazany jak twarze czy rejestracje na reportażach telewizyjnych ale chwilami mgiełka nie nadąża za ruchami Śmierci więc mogę stwierdzić bez żadnych wątpliwości że to mężczyzna.

Budzę się ze sporym niesmakiem. Śmierć jawi się nam jako osoba bo to jest forma spektaklu na dodatek aby się na niego dostać musimy uzyskać pewne przyśpieszenie , przejść w ślizg z transcendencji do immanencji.
Długo nie mogę zasnąć po tym widowisku. W końcu kiedy czuję , że zaczynam odpływać w sen zadaję pytanie.
Dlaczego ślizgałem się w dół , czy Śmierć działa tylko w niższych dostrojeniach ?

Mam przed sobą płytę o średnim stopniu kompresji nagranych na niej danych jest mniejsza od czarnej winylowej (która jest gdzieś w pamięci snu po lewej)ale większa od płyty CD która ma od tej którą trzymam w dłoni większy stopień kompresji( i we śnie jest wyobrażeniem małej płyty po prawej).

Jednym słowem Śmierć ma swoje pole działania nawet pomiędzy granicami 5/6 i 8/9

Warto na koniec sięgnąć do opisu mojej podróży opisanej w trzeciej księdze „Krajobrazów mojej duszy”, zatytułowanego :

Księga umarłych dla ateistów

Wieczorem, przed zaśnięciem zadaję pytanie swojemu ‘ibburowi, z wielkim szacunkiem, adekwatnym do stojącego przed nami zadania:
– Czy jest możliwe stworzenie mojej własnej Księgi umarłych ?
Proszę, aby odpowiedziała mi już na samym początku nocy. Jeżeli to możliwe, proszę o przedstawienie mi jeszcze dzisiaj pierwszego etapu, a potem noc po nocy, kolejno, następnych.
Zasypiam.
Coś tam Szirin do mnie gada, ale puszczam jej słowa mimo uszu i wtedy w jednej chwili dociera do mnie świadomość procesu, jaki zachodzi przed moimi oczami.
Stoję na ulicy Początkowej (do stolicy jedzie się w lewo) twarzą do skrzyżowania z Aleją Warszawską, przed sobą widzę DRABINĘ. Ma szczeble, ale brakuje łączących je boków. Szczeble są utworzone z haseł zapisanych gęstym drukiem. Szczeble są czarne. To nie jest ich jedyny stan, mogą być też koloru białego. Właśnie zbielał drugi szczebel od dołu. Kurczę, muszę zacząć zapisywać przekaz z drugiego szczebla. Pierwszego mi nie żal, nietrudno się domyślić, że na pierwszym etapie trzeba żyć, a potem umrzeć.
Przekaz, oprócz tego obrazu, jest ze świadomości do świadomości. Nie ma poza drabiną żadnego obrazu symbolicznego. To takie odczucie, jakbym właśnie przeżywał konkretny etap wyświetlany przez szczebel!!!
Obudziłem się. Zapisałem i kładę się na boku, myśląc, że na dzisiaj już koniec, co najwyżej będzie rozwijany szerzej drugi szczebel.
Zasnąłem.
Tymczasem Szirin, jak można było jednak przewidzieć, potraktowała zlecenie poważnie i po drugim szczeblu nastąpiły kolejne. Trach, trach, trach – i tak od 4.00 do 7.00 rano. Sen, pobudka, sen, pobudka, aż praca została ukończona!!!
Moja Księga Umarłych:
1. Wiadomo co!
2. Obojętnie, czy świadomie, czy nieświadomie, gdy mija się ten poziom (2), upływa pewien czas, zanim człowiek ustabilizuje swoją świadomość i zacznie zbierać przeżycia do swojego worka (!). Poczucie bezładu jest tak paraliżujące, że głos albo obecność kogoś na zewnątrz ciała staje się wielce pomocna.
3. Na tym etapie przyjmujesz kodę (!). Symbolikę, w jakiej rozegra się dalszy ciąg. Świadomość procesu pomocy z zewnątrz ciała (to znaczy; zwoje, czytania, modły) mogłaby się wydawać pomocna, ale to nieprawda!!! Wybieram wersję dla europejskiego ateisty (tym razem nie dałem się nabrać na wybór jednego z dwóch. Podobnie jak poprzednio, i tym razem mogłem wybrać pierwszą z lewej – ateistyczną, albo drugą z prawej, religijną).
4. Na tym etapie wierzącemu wali się tylko świątynia, niewierzącemu wali się cały znany dotychczas świat!!!
5. Cały proces na tym etapie porusza się, ale bardzo powoli, ponieważ zaczynam szukać dobrych stron jego przebiegu. Znajduję powoli drobne przyjemności, wynikające z bycia w tym stanie!!! Na tym etapie można utknąć, doznając subtelności (!) urojeń. „Człowiek” popada w złudzenie trwałości tego poziomu i próbuje się na nim zadomowić!!!
6. Do tej pory stosowałem kryteria mózg/głowa, teraz zostaję tego pozbawiony. Dołącza się obraz dwóch osób; ta po lewej ekranu ma głowę, ta po prawej – nie!!! Już mieszkałem w tej przestrzeni podczas poprzednich wizyt. Jeżeli chcesz, zostajesz, jeżeli nie, możesz z niej wyjść.
7. Po raz pierwszy od początku podróży odnoszę wrażenie, że ktoś poza mną sprawuje nad tym procesem kontrolę!!! Mogę biernie obserwować formy tworzące się przede mną po lewej stronie, kolorowe romby i inne figury geometryczne. Możemy próbować je współtworzyć albo iść dalej. Formy wyświetlane są za jakąś ciemną skrzynią, stojącą bliżej obserwatora, również po lewej stronie ekranu.
8. Jeżeli zezwalamy (!) na podróż, wsiadamy do „łodzi”, „rury”, czegoś, w czym można się ześliznąć!!! To pojazd, którym dałoby się wydostać ze świata czasu i przestrzeni. Na tym etapie nie jestem pozbawiony możliwości odczuwania tej śliskości i potrafię delektować się tą świadomością.
9. Stoisz teraz przed oknem, gdzie należy wnieść opłatę. Możesz płacić przed okienkiem albo przejść przez drzwi (po prawej stronie okienka) i robić to osobiście, stojąc przed przyjmującym opłatę twarzą w twarz. W pierwszym przypadku trwa to krócej, w drugim dłużej!!! Personalizowanie jest przyjemne, ale spowalnia proces.
10. Stajemy przed formą związaną z naszym wyobrażeniem największej dla nas świętości!!! Obraz: mój obraz składa się z cebulastej, cerkiewnej, kopuły i ze szpicu, na którym zatknięta jest okrągła, tatarska gęba!!! Jestem zaskoczony, więc otrzymuję dodatkowy komentarz. Obraz: obracające się przednie, lewe koło otoczone nadkolem samochodu (logo firmy z gwiazdą). To błotnik naszej wirującej świadomości!!!
11. Na tym poziomie napotykam kogoś, kto nie porozumiewa się na poziomie naszego rozumienia słowa. Ale możemy wymienić się informacjami i intuicjami. Obraz: po lewej stronie, na posłaniu, z głową zwróconą w głąb ekranu, nogami ku mnie (obserwatorowi), leży byle jak ubrany (buro, szaro)… ktoś. Ja, podróżnik, stoję po prawej stronie ekranu, patrząc w twarz leżącego „kogoś”. Głos:
– Nie musi być świetlisty, może wyglądać byle jak.
12. Na tym etapie odnosimy wrażenie, że doczekaliśmy momentu, kiedy wyruszymy w dalszą drogę. Obraz: po lewej stronie ekranu stoi załadowany pakunkami (na dachu) autobus. Tutaj też możemy opóźnić podróż, próbując wejść w relacje personalne z przewodnikiem/kierowcą.
13. Na tym etapie po raz pierwszy od wyruszenia w podróż zostałem posadzony przed pełną miską. Obraz: siedzę w głębi, twarzą do widza, przede mną miska, po prawej stronie ekranu widza „ktoś”, kto podaje mi tę miskę napełnioną czymś, co przypomina kaszę poprzetykaną czymś o kolorze szpinaku.
14. Na tym etapie doświadczamy sympatii kasjerki. Obraz: poczekalnia w kinie Kosmos.
15. Na tym etapie, po przekroczeniu Oceanu, wszyscy mają dobry charakter. Aż trudno się do tego przyzwyczaić. Obraz: ktoś, kto oberwał kawałek framugi drzwi, po lewej stronie wyjeżdża na prawo, w głąb, do Ameryki.
16. Teraz wszyscy chcą naprawić szkody, jakie kiedykolwiek wyrządzili, ale to już nie ma większego znaczenia, bo nikt tych przewinień nie pamięta ani nie ma sposobu, w jaki można by im zadośćuczynić. Obraz: układanie kamieni brukowych pod ścianą stojącą po prawej stronie. Trzy osoby wciskają tu jakieś kamienie, bo już cała droga jest wybrukowana, tymczasem one chciałyby dołożyć swoje siły do wysiłku wcześniej tu przybyłych, tylko pod ścianą został wąski pasek niezabrukowanej ziemi.
17. Na tym etapie jesteśmy postawieni w niezręcznej sytuacji, chcemy innym przebaczyć, ale nas to bardzo krępuje, staramy się jednocześnie za wszelką cenę ułatwić kajanie się osobom, które czują się winne wobec nas, te stoją w przebłagalnej pozie, po prawej stronie ekranu śnienia. Nasze miejsce jest na środku, na krześle.
18. Na tym etapie chodzi o doprowadzenie się do „bezrefleksyjnej głupkowatości”!!! Dosłownie do stania się bezrefleksyjnym prostaczkiem. Obraz: to nawet trudno przekazać, na środku ekranu stoi osoba będąca w „roztrzepaniu”!!!
19. Na tym etapie, w zależności od stopnia opróżnienia się, na stopniu poprzednim, dostajemy odpowiednią zbroję. Po lewej stronie ekranu. Czym mniej udało nam się pozbyć poprzednich wyobrażeń i emocji, tym cięższą zbroję dostaniemy. Jeżeli jesteśmy opróżnieni z poczucia winy z jakiegokolwiek powodu, możemy nie dostać żadnej zbroi!!!
20. Na tym etapie nawet największy dziwoląg otrzyma szacunek naszego Ogrodnika!!! Obraz: jakiś czworonożny dziwoląg o różnych odcieniach i różnych nogach zostaje okryty przyjemną w dotyku narzutką.
21. Na tym etapie, kiedy przebaczenie i poczucie winy będą równie bolesne do zniesienia, do tego stopnia, że nie będziemy chcieli ich więcej doświadczać, wtedy osiągniemy równowagę, która nas uwolni. Kiedy jak „pławik” (to określenie ze snu) będziemy powolni ruchom ośrodka, jakiemu się poddajemy, osiągniemy stan doskonałości. Obraz: pławik to chłopiec, który szkicuje każdą moją pozę na zawołanie, bez zmuszania go do szkicowania z mojej strony i bez poczucia zniechęcenia z jego strony.
22. Leżę po lewej stronie (tak jak poprzednio „ktoś byle jaki”, tyle że głową jestem zwrócony w stronę widza patrzącego na ekran śnienia, „pławik” zaś wychyla się zza stołu stojącego na środku ekranu w ten sposób, że patrzymy sobie twarzą w twarz).
Budzę się. Skończyliśmy za piętnaście siódma. Wiem, że to nie do uwierzenia, wręcz nieprawdopodobne, ale żadnego słowa nie zmyśliłem!!! Około ośmiu minut na zaśnięcie, jedną podróż, obudzenie się i zapisanie. Sam nie wiem, jak to było możliwe?!

Jak na kozetce u niebiańskiego psychoanalityka którym jestem sam dla siebie.