Jacques Lacan (1901-1981) był twórcą francuskiej teorii psychoanalitycznej, wiele zawdzięczającej Freudowi, strukturalizmowi lingwistycznemu, antropologii strukturalnej oraz wielu ideom – mniej i bardziej znanych podówczas myślicieli – na zachodzie i wschodzie, nie wyłączając z tego szeregu dawnych mistyków z ich podziałem na ekumenę człowieka, duszy i ducha (Lacanowskie: Wyobrażone, Symboliczne, Realne). Z tych to zapożyczeń Lacan, wiedziony własną ideą przewodnią, utkał swoją konstrukcję psychoanalityczną. O oryginalnych autorach niektórych z jego idei będę wspominał w treści artykułu.

Ze zrozumiałych względów myśl Lacana nie jest zatem jednorodna. Możemy zaobserwować, w czasie jej rozwoju, wiele zawirowań, zwrotów i cięć. Wyjątkowo trafna jest metafora określająca jego dorobek, jakiej użyli Deleuze i Guattari (filozof i radykalny psychoanalityk, twórcy „schizoanalizy”). Porównali jego dorobek do kłącza, którego odgałęzienia w obszarze tego samego kontinuum obumierają lub dają początek nowym pędom.

Warto zapoznać się z ich pracą krytyczną, pt. Anty-Edyp, dotyczącą psychoanalizy freudowskiej, propagującą porzucenie dualizmu analizant-analityk na rzecz otwartej konfrontacji, dynamiki wielości podmiotów w złożonych stosunkach społecznych, co dało w efekcie początek terapiom grupowym.

Zapewne moja wstępna teza będzie zbyt śmiała, ale postarajmy się na chwilę przymknąć jedno oko i w nią uwierzyć.

Każdy twórca systemu, mającego za zadanie objaśnić sposób działania ludzkiej psychiki, tworzy tak naprawdę system w oparciu o siebie, swój własny sposób widzenia świata. Nie ulegajmy iluzji, że opiera się na „obiektywnym” empirycznym poznaniu. Gdyby tak było i empiryzm uznalibyśmy za jedyną, właściwą “teorię, według której poznanie rozpoczyna się dopiero od doświadczenia – nie byłoby filozofii ani filozofów nie będących empirykami.” [Deleuze]

Nie może również ujść naszej uwadze, że zwolennicy każdej nowej teorii upodobniają się do jej twórcy, rezygnując niepostrzeżenie dla samych siebie z własnego oglądu i interpretacji rzeczywistości.

Każdy z wielkich twórców nowych konceptów jest człowiekiem, a zewnętrzne podobieństwo pomiędzy ludźmi, pozwalające odróżnić człowieka od krowy, narzuca chyba jednak zbyt pochopne przypuszczenie, że wszyscy ludzie są skonstruowani podobnie również „wewnętrznie”.

I, o zgrozo, Lacan właśnie tę – zdawałoby się – oczywistą prawdę poddał swoim dziełem zaskakującej (dla „białego człowieka”) krytyce, dowodząc, że ludzkie podmioty, ja, są podobne do siebie tylko pod jednym względem, mianowicie takim, że są/jest podmiotami/podmiotem nieświadomości, które/który nie myśli, kiedy jest i nie ma go, kiedy myśli!

Już na samym początku chciałbym uprzedzić czytelnika mojego artykułu, że w Lacanizmie interesują mnie – bardziej niż techniki psychoanalityczne – wnioski natury ontologicznej, do jakich dotarł Lacan w rezultacie swoich dociekań, oraz odniesienie jego idei psychoanalitycznych do Śnienia progresywnego i poziomów Świadomości opisanych przeze mnie w Kartach Świadomości” – w szczególności, a w “Krajobrazach…” w ogólności szczegółowej. W moim przekonaniu, wynikającym z długoletniej praktyki, obszar Świadomości (nieświadomości psychoanalizy), jaki obsługuje Śnienie progresywne, znacznie przekracza możliwości, jakie proponuje psychoanaliza. Oczywiście ma swoje wady. Nie spełniłoby oczekiwań, jakie Lacan stawiał przed psychoanalizą, projektując swoje oczekiwania na osobę Freuda. Z upodobaniem cytował starego mistrza:

Pacjent jest po to, aby przynosił psychoanalitykowi pieniądze” – to drugi z ulubionych cytatów Lacana, o jaki wzbogacił swój repertuar bon motów, zaraz po odbyciu wyżebranej wizyty u C.G. Junga. Freud do Junga, na pokładzie statku wpływającego do Portu New York, New Jersey: “Nawet nie podejrzewają, jaką dżumę im przywieźliśmy”. Lacanowi – dzięki takiej postawie w czasie pomagania cierpiącym pacjentom, bez odmawiania sobie niczego – udało się zgromadzić spory majątek, który mieścił się pod koniec jego życia na pięciu kontach bankowych; ulokowany był również w kilku wartościowych nieruchomościach i wielkiej kolekcji dzieł sztuki, nie licząc prywatnych zobowiązań pacjentów i pacjentek, ponieważ Lacan opłaty przyjmował w dowolnej, oferowanej przez pacjentów formie! Oczywiście z powodów wysokiej etyki zawodowej, jaką się cechował, pewnych form zapłaty nie przyjmował u siebie w gabinecie.

Jestem przekonany, że po tej wyjątkowo nieudolnie zakamuflowanej deklaracji mojego stosunku do psychoanalizy i tak już nieliczne grono czytelników tego artykułu zmniejszyło się jeszcze znaczniej.

Dla tych, którzy pozostali, dla ułatwienia dalszej lektury na samym końcu dodałem słowniczek pojęć Lacanowskich przygotowany przez Krakowskie Koło Psychoanalizy Nowej Szkoły Lacanowskiej.

Jak już wspomniałem, dość powszechnie wiadomo, że Lacana cechowała pewna płynność (kłączystość) przekonań, nie tylko co do treści jego dzieła, ale również w odniesieniu do własnego życia. Już w kilka miesięcy po obronie pracy doktorskiej, entuzjastycznie przyjętej przez francuskich intelektualistów, w tym surrealistów – zaprzeczył jej głównym tezom. Trudno jest nie popaść w podobną „płynność”, zgłębiając dzieło mistrza.

Moja teza posiłkowa brzmi: stosując system Lacana, musimy spojrzeć na innych jego oczami, stać się Lacanem. Nie będzie to łatwe, ponieważ nie dość, że ukrywał źródła swoich inspiracji i jednocześnie histerycznie obawiał się plagiatorów (sprzeczność pozorna, typowa dla Lacana), to był również osobą, dla której  przyjęty powszechnie za oczywisty sposób myślenia, pewne normy społeczne i powszechnie uznane za normalne relacje z bliskimi – nie były oczywiste; ujawniało się to nawet w zdawałoby się normalnych dla nie-Lacanistów sytuacjach. (Zazwyczaj, kiedy się żenimy, czyniąc to z własnego wyboru, to w czasie własnego miesiąca miodowego nie korespondujemy z kochanką, potwierdzając wobec niej swoją stałość.)

Powtórzę zatem jeszcze raz – brak utartych reguł w postępowaniu był jego cechą konstytutywną. Świadczyły o tym fakty prozaiczne, na przykład: wyjedzenie resztek z talerzy gości przyjęcia, na które Lacan się spóźnił, jak i fakty o wymiarze nieco donioślejszym, światopoglądowym. Choćby taki: ukończywszy swoje „Mowy rzymskie”, rozesłał je do instytucji psychiatrycznych, francuskiej partii komunistycznej i Kościoła katolickiego, przez cały czas pozostając zdeklarowanym ateistą.

Jego dzieło powinniśmy zatem oglądać przez pryzmat specyficznego postrzegania przez niego otaczającej go rzeczywistości. Przez pryzmat „ja” jako “paranoicznego podmiotu kultury”.    

Teorie psychoanalityczne nie zawsze opierają się na realnych (empirycznych) podstawach, przeważnie są projekcją osobistych przekonań ich twórców, jak choćby Freudowski kompleks Edypa, i mają często tak silne podstawy teoretyczne, jak przedstawiona przez niego w “Totem und Tabu” uczta totemiczna, dodająca dramatyzmu dynamice owego kompleksu. Freud oparł się tu na pracach Frazera, który snuł swoje hipotezy na podstawie dedukcji, nigdy nie prowadząc badań terenowych. Nigdy z bliska, podobnie jak Freud, nie oglądał społeczności „pierwotnych”. Dopiero terenowe badania Malinowskiego wykazały, że społeczeństwa pierwotne nie znały roli ojca w procesie płodzenia. Kompleks Edypa/Elektry zatem należałoby przesunąć w sferę „zdobyczy” kulturowych, a nie cech konstytutywnych ludzi. Ojcobójstwo rytualne zatem nie miało wyraźnych podstaw w rzeczywistości przedkulturowej, podobnie jak sam kompleks.

Lacan “próbował wprowadzić dżumę, chaos i nieład w samo centrum owego dobrze uporządkowanego freudyzmu”; przesunął dziedzinę swoich dociekań przyczyn zaburzeń z biologicznego darwinizmu Freuda w stronę struktur językowych, do uniwersum symbolicznego, z „jakiegoś” powodu próbując u Freuda odnaleźć antycypację owych struktur.

Dzieła i wewnętrznych dróg myśli Lacana nie da się w pełni zrozumieć bez historii jego uwikłania w relacje rodzinne. Dominująca matka, której osobiste wspomnienie (rzutujące swój obraz na inne matki),  jakie w sobie nosił, była przedstawiana przez niego jak gdyby służyła głównie likwidacji czy poniżeniu funkcji ojca. Ziejące czeluści kobiecych narządów płciowych, z których wyłania się przeraźliwy czerep meduzy, to najlepsze określenie jakie znalazł (!) na przerażenie, jakie budziła w nim postać matki i całą fascynację, jaką odczuwał dla animalnej metafory mistyki oralności. Lacan stwierdził: “Wielki krokodyl, w którego paszczy się znajdujecie – to matka. Nie wiadomo, co może sprawić, że nagle zamknie swą paszczę. To pragnienie matki”. Królową Wiktorię porównał do niesamowitej, swedenborgiańskiej vagina dentata; cechę tę przypisywał również wielu innym „pochłaniającym” królowym: Semiramidzie, Elżbiecie Angielskiej… W podobnym duchu wypowiadał się o kobietach stojących na czele IPA, zrzeszającej freudowsko prawowiernych analityków, mówiąc o nich: „te samice”.

Skupmy się teraz nieco bardziej na samym dziele potomka potentatów w dziedzinie produkcji octu winnego.

Psychoanalizę Lacana można by nazwać psychoanalizą strukturalną. Tu samo wskazanie i nazwanie symptomu ma wartość, o ile doprowadzi do ujawnienia odpowiedniego mechanizmu strukturalnego – od tego zależy diagnoza i przebieg analizy. Jego psychoanaliza nie ma na celu usunięcia symptomu, ale zmianę stosunku podmiotu do symptomu. Analiza może, ale nie musi doprowadzić do jego usunięcia.

Rozważając istotę odkrycia Lacana, warto zacząć od ego, od podmiotu. Psychoanaliza, wywodząca się dzisiaj głównie z amerykańskiej szkoły recepcji psychoanalizy freudowskiej, za cel terapii przyjęła wzmacnianie ego (współczesny coaching). Lacan pojmował ego jako mechanizmy obronne, które powinny zostać osłabione, a nie wzmocnione!

Zamiast rozbudowywać tabelę symptomów i odpowiadających im chorób, Lacan wyróżnił trzy podstawowe struktury: perwersję, nerwicę i psychozę. Według Lacana istnieją ścisłe granice pomiędzy tymi strukturami: nie można być jednocześnie częściowo, np. psychotykiem w 30% i perwersem w 70%.

Strukturę perwersyjną określa zaprzeczenie, neurotyczną wyparcie, a psychotyczną zaś wykluczenie.

Wykluczenie psychotyczne nie oznacza negacji wydarzenia (zapomnienia, wyparcia czy odrzucenia), polega na tym, że nie zostaje przez podmiot wypowiedziane, nie zostaje poddane symbolizacji. Dlatego nie może zostać wyparte. Wyparcie polega na zachowaniu symbolu bez rzeczywistego wydarzenia, wykluczenie zaś odwrotnie – na zachowaniu rzeczywistego wydarzenia bez symbolu.

“Według Lacana mowa rządzona jest logiką pragnienia; nie dociera ona do świadomości mówiącego, ujawnia się jednak w jego działaniach, szukamy jej w tekście, nie w sferze elementów znaczonych (samych w sobie – J.B.), ale w układzie jednostek znaczących” (znaczony skojarzony z relacjami, jak u Latoura; aktor/aktant i sieć relacji – J.B.). Tekst przedstawia i strukturalizuje pragnienie.

Lacan nazywa różne przedmioty, w które inwestujemy nasze pożądanie (w porządku symbolicznym): obiekt, a (autre – małe a): “jest on obiektem utraconym na zawsze, obiektem pożądanym, ale nigdy nie osiąganym. Obiekt małe “a” sprawia, że podmiot bezgranicznie pragnie, choć nigdy nie będzie miał dostępu do satysfakcji posiadania tego obiektu. Każdy obiekt, którego pragnie człowiek, nigdy nie będzie niczym innym, niż substytutem obiektu małe “a”. Nie może być żadnego ostatecznego usatysfakcjonowania naszego pożądania, skoro nie ma ostatecznego znaczącego, czy przedmiotu, który może być tym, co zostało na zawsze utracone (wyobrażeniowa jedność z matką i światem). Jeżeli zgodzimy się, że koniec pożądania jest logiczną konsekwencją satysfakcji (kiedy jesteśmy usatysfakcjonowani – już nie pragniemy), to zrozumiemy, dlaczego Freud w „Poza zasadą przyjemności” ustawia śmierć jako ostateczny, końcowy przedmiot pożądania jako Nirwanę lub odzyskanie utraconej jedności, ostateczne wyleczenie rozszczepionego podmiotu.” (Lena Magnone, Wprowadzenie do Lacana)

Freudowska nieświadomość jest całkowicie wyłączona z porządku językowego, zawiera wyobrażenie rzeczy, a nie wyobrażenia słowne. Dla Freuda przedświadomość ma strukturę języka, nieświadomość nie. Dla Lacana nieświadomość jest ustrukturyzowana jak język, dla Freuda tylko przedświadomość i całe dojrzałe życie psychiczne ma taki charakter, nieświadomość jest zupełnie czymś innym. Cały nie-językowy system nieświadomości czai się gdzieś w otchłani myśli, wypacza i wpływa na pole przedświadomego, przeszywa je w „punktach uderzenia”, jakby to określił Lacan. I dla Freuda, i dla Lacana struktura języka jest przedświadomością albo, mówiąc inaczej, przedświadomość daje strukturę językowi.

Czym jest dla Lacana sam podmiot?

“Podmiot jest co najwyżej jedynie zakładany.” (Lacan, Seminarium XXIII)
Podmiot jest śladem po wytarciu zapisanego znaczenia.
Jest zatem jedynie naszą hipotezą. Jest jednak konstruktem koniecznym.

Lacanowi chodziło o to, aby przełożyć freudowskie rozszczepienie ja i pokazać, że podmiot ludzki podzielony jest na dwa sposoby: po pierwsze – oddzielenie ja od podmiotu nieświadomości, co odpowiada „mojej” granicy 5/6, w śnieniu progresywnym, obracającej nasz punkt widzenia o 180 stopni, a po drugie – rozszczepienie pierwotne w samym sercu nieświadomości. Lacan uważał, że tego ostatniego nie da się przekroczyć, ponieważ podmiot zawsze jest reprezentowany dla innego znaczącego przez jakieś znaczące, co odpowiada granicy 8/9 i wynicowującemu Świadomość wnętrzu Szczeliny 8-12 w Śnieniu progresywnym. Nie ma procesu wymiany informacji bez stworzenia języka intersubiektywnie sensownego, co w zasadzie zakłada brak jakiejkolwiek możliwości obiektywnego poznania nieświadomego, a tym bardziej przekazania jego opisu, jako że znaczące jest kwestią umowną, a znaczone – w przypadku nieświadomego – nie daje się, poza zachowaniami psychotycznymi czy nerwicowymi, zmysłowo zaobserwować wprost. Śnienie progresywne podważa ten sąd już choćby samym faktem swoich mechanizmów.

Wielce pomocna okazała się dla Lacana praca Jakobsona i Morrisa Halle’a o dwóch aspektach języka i dwóch typach zaburzeń afatycznych. Oczywiście Lacan ukrył przed nami źródło owej inspiracji. Opierając się na niej, Lacan sformułował swoją hipotezę o nieświadomości-jako-języku. Jakobson dowiódł dwubiegunowości struktury języka. Człowiek, nie zdając sobie z tego sprawy, wykonuje dwie aktywności: pierwsza – to podobieństwo, wybór jednostek języka-jako-porządku (jedno słowo wybiera się nad inne, np. trzewik, a nie but; druga – to styczność, odsyła do składniowej kombinacji tychże jednostek (chcąc scharakteryzować czyjś ubiór, łączymy słowo ‘spódnica’ ze słowem ‘bluzka’). W jednym rodzaju afazji osoba była pozbawiona wyboru, w drugiej możliwości kombinacji. Zaburzenie pierwszej funkcji nie pozawala się odwoływać do metafory, a drugiej metonimii (zastępowania nazwy jednej rzeczy inną nazwą). To zjawisko można spotkać u Freuda, kiedy ten opisuje funkcjonowanie marzenia sennego; aktywność metaforyczna odpowiada procesowi kondensacji, a przesunięcie procesowi metonimizacji. Lacan ujął to jeszcze inaczej, mianowicie określił współistnienie obydwu procesów jako wślizgiwanie się znaczącego pod znaczone. Lacan odwrócił wnioski Jakobsona w odniesieniu do koncepcji Freuda i utożsamił kondensację z metaforyzacją, a przesunięcie z metonimizacją. W tym porządku symptom byłby metaforą, substytucja fizycznego znaczonego zamiast wypartego znaczącego. W przypadku metonimii nieświadome-niezaspokajalne znajduje punkt zaczepienia.

W ujęciu Lacana kartezjański podmiot – myślę, więc jestem – przybiera postać: Myślę, gdy nie jestem, a zatem jestem, gdy nie myślę. Lacan zatem przypisuje nieświadomości (świadomości – J.B.) struktury języka, a język jest warunkiem zaistnienia nieświadomości. Nieświadomość zaś jest warunkiem lingwistyki. Chwilę, w której znaczące łączy się w łańcuchu ze znaczonym, tworząc znaczenie, określił „punktem uderzenia”.

W moim rozumieniu tej myśli Lacana uświadomione wyłania się z nieświadomego (Świadomego – J.B.) w chwili (punkcie uderzenia) wyrażenia części nieświadomego w formach mowy, pisma, a zapewne również dźwięku, obrazu, dotyku czy zapachu. W tej „chwili uderzenia” następuje powstanie nieświadomości dla naszej świadomości, ale ta część jest w naszej dziennej świadomości nieobecna (pozornie, bo nie przestaje na nas oddziaływać), bo nie wyrażona. Jednym słowem – czym bardziej jesteśmy świadomi różnych rzeczy, tym bardziej powiększamy sferę nieświadomości, zwiększamy w ten sposób prawdopodobieństwo powstania perwersji, nerwic czy psychoz. Jak najbardziej ma zatem sens porzucenie wszelkiej wiedzy, dociekania, wszelkiej percepcji i budowania wokół kolejnych predykatów naszego ja.

Lacanowskie trzy porządki, trzy pola sił kształtujące naszą świadomość to: Realne (moje 8-12), Symboliczne (moje 6-8) i Wyobrażone (Mała karma 1-5/Urojeniowość +/- ; Wielkiej karmie 1-8 odpowiadałoby zatem Symboliczne+Realne – J.B.).

Wyobrażeniowe oznacza proces, w którym rodzi się ja małej karmy, to stadium Lacanowskiego zwierciadła równa się „mojej” Granicy 5/6 (ale również zewnętrznych dla „ja” przedmiotów i „innych” podmiotów); dziecko rodząc się „przedwcześnie”, staje się fundamentalnie pęknięte pomiędzy sobą a swoim obrazem, ale i obrazem otaczających je przedmiotów, a przede wszystkim drugiego człowieka, rozdarcie pozostaje „na zawsze”, a tak naprawdę do momentu zrozumienia struktury bytu.

Wyobrażeniowe to proces ciągłego poszukiwania swojego ja; ja powiela się i odbija małe, aby uprawdopodobnić iluzję jedności (dzisiaj ta postawa przeżywa apogeum). Właśnie ten proces odwracamy w śnieniu progresywnym, kiedy uzyskujemy wgląd w to, co „dzieje się” ponad Granicą 5/6. To wtedy pojawia się Świadek i nasza postać, która bierze udział we śnie. Najczęściej nie od razu orientujemy się, że Świadek/Obserwator ekranu śnienia nie jest nami, a Świadomością Atmaniczną7 (Lacan nazwał ją podmiotem nieświadomości). Dopiero po pewnym czasie odkrywamy, że Świadek wie to samo, co ja uczestniczące w narracji snu, wyglądające jak nasza postać ‘jawowa’. To zwierciadlane rozszczepienie przeniesione na jawę może stać się przyczyną zaburzenia, nazywanego przez Lacana Perwersją/Zaprzeczeniem. Oczywiście ma to miejsce w kulturach typu zachodniego, gdzie świadomość struktury Świadomości jest zafałszowana i nie uznaje się urojeniowości ja i jedności Wyobrażonego, Symbolicznego i Realnego.

Lacanowska faza zwierciadła (również w formie wyższej [Realnej]), Zwierciadła 13 i rozczłonkowanie ciała, które jest wyrazem autoiluzji w obszarze wielowarstwowego Czarnego 8/1, to znana z doświadczenia szamańskiego i mistycznego – również śnienia progresywnego – faza, w której ja (ja jako obraz ciała fizycznego śniącego) zostaje podzielone na części i powtórnie złożone, bardzo często z dodaniem jednego elementu więcej, niż miało to miejsce przed podzieleniem. Szamani twierdzą, że to dodatkowa część ciała, ale z mojego doświadczenia wynika, że chodzi tu nie o ciało fizyczne, a o „ciało kosmiczne” w sensie Swedenborgiańskim, symboliczny (nomen omen) obraz nałożony na ludzkie wyobrażenie siebie, a dodanym elementem jest Nigredo/Albedo 8/1 urojeniowo zewnętrzny, negatywnie lub pozytywnie współdziałający ze śniącym (to znany z kabały dybuk [-2/-3…-8/1] lub ‘ibbur [7…8/1], czy w innych religiach egregorialnych Szatan i Bóg).

Françoise Dolto, aby wydobyć dziecko ze stanu psychotycznego (z przestrzeni Realnego), zastosowała, jako dodany element, przedmiot związany ze sferą Symbolicznego: kwietną lalkę.

Zły obiekt (Melanie Klein), którego należało się pozbyć w innym przypadku psychozy, pełniłby rolę symbolu dybuka. Podobną rolę u perwersów, neurotyków i psychotyków – w przypadku zaburzonego scalenia – mogą pełnić figurki obrzędowe, symbole religijne, wyobrażenia/projekcje wyobrażeniowe czy obrazy sakralne.

“Porządek wyobrażeniowy odpowiada okresowi pre-edypalnemu (jak już wykazałem „Malinowskim” – w głębszym znaczeniu preedypalności niż freudowska, bo przedkulturowej – J.B.), kiedy dziecko wierzy, że jest częścią matki i nie odczuwa żadnej separacji pomiędzy sobą a światem. Na tym stadium nie ma żadnej różnicy ani nieobecności, jedynie identyczność (tożsamość) i obecność. Doświadczanie przez dziecko siebie samego jest fragmentacją (dziecko odczuwa części swego ciała jako pozostające w kawałkach; do tej samej fazy powracamy w  snach progresywnych/szamańskich/wizjach mistycznych na „jawie” – J.B.). Nie ma żadnego przeczucia osobnej tożsamości, która jest zawsze wyalienowana w innym. Między 6. a 8. miesiącem dziecko wchodzi w Fazę Lustra. Jej głównym zadaniem jest wyposażyć je w całościowy obraz ciała. Wejście przez dziecko w Fazę Lustra jest pierwszym krokiem ku przejściu od porządku wyobrażeniowego do porządku symbolicznego.” (Lena Magnone, Wprowadzenie do Lacona)

Symboliczne (Część 6-8 Wielkiej karmy 1-8 – J.B.) jest wspanialsze, rozciąga się na wszystko od języka do prawa; przechodząc poprzez struktury społeczne, tworzy ramy społeczne. Jesteśmy więźniami Symbolicznego, tym co scala Symboliczne jest łańcuch znaczących, to wielki inny w przeciwieństwie do małego innego (inność w nas samych zawsze jest wyobrażeniowa). Przystąpienie do ładu symbolicznego, według Lacana, jest przyczyną powstania nieuniknionej nerwicy.

Język, który wyłania świadome z nieświadomości, tworzy znaki, a każdy znak składa się z dwóch części znaczącego (psychiczny obraz dźwięku, np. przyjemne skojarzenia z kotem, to tego typu psychiczne notacje tworzą łańcuch znaczących, czyli Symboliczne, relacje społeczne, łańcuch znaczących z jednej strony scala społeczeństwo, ale z drugiej strony nie jest konieczny, bo może zostać zastąpiony innym) i znaczonego (jako rzeczy, którą oznacza dźwięk, neutralny).

“Faza Lustra stosuje się tylko do relacji dualnej. ‘Doświadczenie nie czyni dziecka podmiotem, poprzedza ono jednak podmiotowość, która zaistnieje w momencie, gdy dziecko zacznie posługiwać się mową jednostkową’. Przez triangulację tej struktury, która następuje, gdy interweniuje ojciec, by przerwać jedność między matką a dzieckiem, dziecko może zająć swoje miejsce w Porządku Symbolicznym i przez to zacząć definiować siebie jako oddzielonego od innych (innego). Lacan rozróżnia Autre od autre. Inny z dużej litery to reprezentacja języka, znaczącego, Porządku symbolicznego lub jakiejkolwiek innej trzeciej części trójkątnej struktury. Jest miejscem konstytuowania się podmiotu lub struktury produkującej podmiot. Jest zróżnicowaną strukturą języka i więzi społecznych, które konstytuują podmiot i w których podmiot musi zająć swoje miejsce. Inny (Wielki Inny) – to miejsce poza podmiotem, cząstka nie-wiedzy podmiotu, znaczenie pozasubiektywne.

Tzw. funkcja ojca jest ściśle metaforyczna (to nie rzeczywisty ojciec z krwi i kości, ani ojciec wyimaginowany, ale Imię Ojca – jednocześnie Nom-du-Père i Non-du-Père, ideał i instancja karząca, którego nazwisko przydziela dziecku miejsce w społeczeństwie. Niemal każdy chce być ojcem swojego ojca, pokazać mu swoim życiem, jaki ojciec powinien być. Właśnie taki stosunek miał Lacan do Freuda, z uporem tłumacząc, że swoją pracą rekonstruuje prawdziwy sens nauki Freuda, co ostatecznie zaowocowało wydaleniem Lacana, w roku 1964, z organizacji IPA zrzeszającej tradycyjnych psychoanalityków freudowskich. Według Lacana funkcja ojca jest podstawowa dla ustanowienia podmiotu ludzkiego. Ojciec jest przedstawicielem prawa, reprezentantem kultury ludzkiej (w przeciwieństwie do natury), zapewnia trzeci człon albo funkcję mediacyjną, która pozwala dziecku odnaleźć miejsce w porządku symbolicznym (języku) i uciec ze ślepego zaułka fascynacji obrazem (Innym) z Fazy Lustra, fascynacji doświadczanej w fantazji jako fascynacji matką. Metafora Imienia Ojca pozwala również dziecku stać się istotą płciową poprzez falliczną funkcję, do jakiej się odnosi.

Ojciec rozdziela jedność matki i dziecka, i zabrania dziecku akcesu w przyszłości do matki i matczynego ciała. Dla Lacana wejście w Porządek Symboliczny otwiera nieświadomość, tzn., że nieświadomość tworzy prymarne wyparcie pożądania symbiotycznej unii z matką. Nieświadomość jest rezultatem stłumionego pożądania. W pewnym sensie nieświadomość jest pożądaniem. Słynne stwierdzenie Lacana: Nieświadomość jest ustrukturyzowana jak język, stanowi przypis do natury pożądania. Dla Lacana pożądanie zachowuje się w dokładnie taki sam sposób, jak język: porusza się nieustannie od przedmiotu do przedmiotu (od znaczącego do znaczącego) i nigdy nie odnajdzie pełnej satysfakcji, tak jak znaczenie nigdy nie będzie pełną obecnością. Pragnienie – pisze Lacan – określać trzeba pragnieniem Innego, jako że od początku jest pragnieniem jego pragnienia. Co czyni, że zgoda wśród pragnień jest do pomyślenia, choć też nie bez niebezpieczeństw. Z tej racji, że układają się one w ciąg, a ten przypomina procesję ślepców Breughla – każdy bez wątpienia, ręka w rękę, z poprzedzającym go, choć nikt nie wie, dokąd wszyscy zmierzają. (Lena Magnone, Wprowadzenie do Lacona)

Realne (Nieprzejawienie 8-12 – J.B.) opisuje ten obszar życia, którego nie sposób poznać. Cała nasza wiedza o świecie jest zapośredniczona przez język, nigdy nie poznajemy niczego w sposób bezpośredni. Realne jest światem, zanim zostanie przykrojone do języka. To ta wszystkość, która jeszcze nią nie jest, bo nie ma nazwy (Nieprzejawione, J.B.).

Realne i Symboliczne łączy bardzo głęboka więź. Symboliczne bowiem dokonuje operacji na Realnym, wprowadza w nie podział. Realne jest bezsensowne, po prostu trwa. Znaczenie istnieje tylko w obrębie porządku symbolicznego.

Gdybyśmy mogli bez pośrednictwa Symbolicznego docierać do Realnego, nie byłoby nas jako podmiotów. Gdyby każde znaczące idealnie pasowało do znaczonego, nie byłoby pęknięcia, każdy znak pasowałby do swego przedmiotu, nie byłoby łańcucha znaczących. Istniałby jedynie porządek Symboliczny idealnie odpowiadający Realnemu. Nie oznacza to, że zniknęlibyśmy jako istoty fizyczne, ale jako istoty myślące będące innymi od innych. Podmiot istnieje jako symboliczny interfejs pomiędzy Symbolicznym a Realnym. Zawsze się tworzy, kiedy Realne wnika do Symbolicznego (np. automatyzm kierowania samochodem i zdarzenie niestandardowe w czasie jazdy).

„Neurotyk uznaje Prawo, aby od czasu do czasu czerpać rozkosz z jego przekraczania (masturbacja, kradzież…), gdyż pragnie tego, co jest zakazane. Psychotyk, u którego z powodu braku funkcji ojcowskiej nie nastąpiło wejście w system symboliczny, Prawo wyklucza. Perwert zaś Prawo ustanawia. Jego celem jest zaistnienie Prawa, postawienie jouissance granic. Dlatego Lacan zapisuje père-version(„wersja ojca”)”.

Lena Magnone

Odcięcie-psychoza (zaburzenie więzi z Realnym), Przeniesienie-neuroza (zaburzenie więzi z Symbolicznym) i Zaprzeczenie-perwersja (zaburzenie więzi z Wyobrażonym) – to stany relacji/stopnia identyfikacji ludzkiego małego ja 1-5 z urojeniowo transcendującymi przestrzeniami Świadomości.

Odcięcie psychotyczne to doświadczanie na na jawie przejścia poprzez granicę 8/9, a wcześniej przez poziom brahmaniczny 8 z Jego Nigredo/Albedo (8/1)/Nicością (8/2)/Metatronem (8/3), które to poziomy powodują niewyobrażalną zmianę dotychczasowych ustaleń, konsensusu świata małego ja na totalne doświadczenie procesów ponadkosmicznej syntezy i rozpadu. Doświadczenie to powoduje utratę stabilności w postaci ataków destrukcji bądź zachowania dążącego do radykalnej zmiany statusu swojego życia i odrzucenie otaczającej nas sytuacji; często jako akt o charakterze psychotycznym pojawia się – paranoiczna, niszcząca, przybierająca formę niszczącej agresji – próba wyzwolenia się ze stanu aktualnie doświadczanego przez ja. Przeniesienie – to odniesienie ja do Ja Atmanicznego 6=7=8, do przestrzeni pomiędzy granicami 5/6 i 8/9, to próba stabilizacji ja poprzez rozmowę symbolami z poziomem Duszy7.

Perwersja, zaprzeczenie – to stan wytwarzany przez popadnięcie w stan odwrócenia znaczeń o 180 stopni na granicy 5/6, którym często towarzyszy rozkawałkowujące doświadczenie „wnętrza” Nigredo 8/1.

W śnie progresywnym procesy opadania poziomów wyższych na niższe określam przeciekaniem: jest to integracja poziomów znad Granicy 5/6 poza kontrolą ja małej karmy, inaczej niż w zamierzonej i celowo prowadzonej pracy poszerzającej świadomość podczas śnienia progresywnego/medytacji prowadzonych świadomie i celowo.

Dlaczego te poziomy przeciekają, zalewają naszą jawę?

(To odpowiednik „zstąpienia” osobowości manicznej, stania się Christoforosem teofanii.)

Musimy zdawać sobie sprawę, że prowadzimy bezustannie jakąś medytację. Nie tylko, gdy siadamy ze skrzyżowanymi nogami, uprzednio zapalając kadzidełko. Wciąż medytujemy nad swoją krzywdą, nienawiścią do otoczenia czy do wybranych osób, nad wzniosłymi i mniej wzniosłymi ideami, również nad zmianą lub brakiem potrzeby zmiany swojej sytuacji. Mechanizmy społeczne, trans konsensusowy i wyuczone mechanizmy pragmatyki życiowej, wreszcie wciąż torująca ingerencja urojenia bycia oddzielnym, typowa dla małej karmy – powodują „cerowanie” przecieku wyższych (rozkawałkowujących i syntetyzujących poziomów 6-8 Świadomości). W snach można obserwować to na własne śniące oczy. Jednak gdy natężenie wybranej medytacji urojeniowej, niemożność pogodzenia się z własną urojoną sytuacją oraz ciągły status ja/nie-ja prowadzą do przenoszenia mechanizmów syntezy i rozpadu charakterystycznych dla wyższych (6-8) poziomów Świadomości na fizyczne życie codzienne – najczęściej budzi to przerażenie otoczenia, a czasem również przerażenie i brak orientacji doświadczającego owego zstąpienia boskości/demoniczności w siebie. Perwersja, przeniesienie i odcięcie to nasilający się przeciek Nieprzejawienia 8-12 w sferę Przejawienia 8-6, a tego z kolei w przejawienie 5-1.

Lacanowskie określenie jouissance oznacza w języku francuskim intensywną rozkosz, jej logika polega jednak nie na intensyfikacji, ale na jej zniesieniu – na wprowadzeniu „pełnego rozkoszy bólu”, rozkoszy depresji, rozkoszy poddania się losowi, zgody na śmierć. Jouissance określone zostaje przez Lacana jako zasada, która pragnie zagłady podmiotu, prowadząc go ku śmierci, i stanowi zarazem oblicze Realnego; po latach Lacan utożsamił Realne z utraconą symbolicznie Matką. Jouissance nie jest zaspokojeniem potrzeby, wypełnieniem braku, odnalezieniem – to zaspokojenie popędu w akcie nieustannego poszukiwania, dążenia do wypełnienia.

To zagadkowe, nigdy ostatecznie niezdefiniowane „pole” organizujące nieświadome, powstaje „przez wyrzucenie części podmiotu na zewnątrz”, jest jednocześnie tożsame z nim. Przez Lacana zostało określone jako; „intymna zewnętrzność”, „zarazem najbliższa i najbardziej obca”, „niedostępna”, „zawsze reprezentowana przez pustkę”, ale też „odczuwana jako utracona i przez to rozbudzająca pragnienie odnalezienia i przywrócenia”.

Oczywiście Lacan zakładał, że nieświadome „wnętrze” jest „na zewnątrz” podmiotu. W moim przekonaniu podmiot nieświadomości jest „wewnątrz” podmiotu ‘ja’ , jego zewnętrzność jest jedynie zwierciadlaną iluzją umysłu. To typowy dla formacji psychologicznych o podłożu ateistycznym błąd „kopernikański” zakładający, że to my mamy „wnętrze”, a nie „wnętrze” ma nas, że to my jesteśmy twórcami tego, co zwykło nazywać się duszą, a nie, że dusza (atmaniczny 7 poziom Świadomości) ma nas.

Zadziwiające, że w snach progresywnych to odnalezienie, wypełnienie, śnione jest jako unia wyobrażona seksualnie z Dobrą Matką. Proszę się nie przerażać, nie chodzi o kazirodztwo. O właściwym znaczeniu tego rodzaju snów wiedzieli już starożytni Grecy, opowieść o Edypie jest właśnie opowieścią o rozpadzie ‘ja’ we wnętrzu Szczeliny 8-12, o ‘śmierci ja’ w Nieprzejawieniu. Warstwa/patologia „jawowa” jest jedynie jej psychotycznym przeciekiem. Szczelina 8-12 to drogi rodne Przejawienia (Realnego) „urzeczywistnione” (Wyobrażone) przez biologiczne drogi rodne. To metafizyczna relacja Człowieka Kosmicznego Swedenborga i człowieka biologicznego (zamierzam poświęcić następny artykuł właśnie Emanuelowi Swedenborgowi). W podobnej relacji są matryce BPM I, II i III S. Grofa do poziomów brahmanicznych 8/3, 8/2 i 8/1 Świadomości.

Jeszcze raz poświęćmy chwilę trzem Lacanowskim porządkom; Wyobrażonemu, Symbolicznemu i Realnemu.

Wyobrażone: Dziecko identyfikując się ze swoim odbiciem w lustrze (czemu towarzyszy potwierdzające spojrzenie matki, inny-autre musi znaleźć potwierdzenie w oczach, słowach Wielkiego Innego-Autre) „zakochuje się” w swoim odbiciu (wyobrażeniowy inny-autre ). Do osiągnięcia tej identyfikacji nie jest konieczne lustro, (wystarczy rozpoznanie się przez dziecko jako obiektu pragnienia Innego), urzeczony innym przechodzi na jego stronę, by się nim stać, ten pierwotny narcyzm będzie wyznaczał relację człowieka do samego siebie. To ja idealne. Lacan ja wyobrażone określa fałszywą świadomością. Heglowski, dialektyczny ‘Pan i niewolnik’ dla Lacana jest modelem relacji wyobrażeniowej, walką pomiędzy ‘ja’ a ‘innym’.

Symboliczne:

Symboliczne wcale nie jest późniejsze od Wyobrażonego, musi być obecne już w pierwszej fazie Wyobrażonego, aby konstytuować autre.

Tworzy się symboliczny ‘ideał ja’ w opozycji do pierwotnego ‘ja idealnego’ z okresu Wyobrażanego. To Inny okresu symbolicznego-Autre. Wielki inny jest znaczącym, prawem, nieświadomym, bogiem.

Realne:

Realne, w nim Lacan umiejscowił m.in. nieświadome pragnienia i fantazmaty, ale także pewną “resztę”-matem, „realność pragnącą”-juissance, niedostępną refleksji subiektywnej. Lacan definiuje Realne jako zbiór tego, co niemożliwe do włączenia w Symboliczne, co stawia Symbolicznemu opór. Ostatecznie Lacan nierozerwalnie wiąże Realne z pojęciem traumy, która opiera się symbolizacji.

„Człowiek, będąc bytem symbolicznym, jest kierowany przez rządzące się własnym prawem signifiants, dla których jest jedynie podporą samopiszącego się tekstu, zaś to, co nazywamy nieświadomością, jest tylko pustym miejscem , w którym realizuje się autonomia funkcji symbolicznej (Simonelli, 2000, s. 34).

W końcu Lacan dochodzi do wniosku, że jedynym Relanym jest utracona Matka-Rzecz, wszystkie inne utracone obiekty są jedynie metonimiami.

Matka-Rzecz okazuje się być wypartym początkiem łańcucha znaczących, pustym centrum struktury (Lacan, 1986).

Matka zostaje utracone nie przez odejście a w procesie symbolizacji.

“W psychice dorosłego człowieka porządki Realny, Wyobrażeniowy i Symboliczny funkcjonują jednocześnie.”

Co nadzwyczaj interesujące, w progresji sennej im głębiej zanurzamy się w nieświadomość (Świadomość; JB) tym starsze postaci matki spotykamy. Początkowo to przewodniczka po obszarze 1-5 , potem często skłócona/uzupełniająca ją druga równorzędna kobieta w obszarze 6-8. Poniższe struktury żeńskie, obszaru Przejawienia 1-8, są często uogólnione jako Biała Bogini (Persefona). W głębi Szczelny 8-12 pojawia się Dobra Matka 10 (Demeter), a jeszcze głębiej nawet Matka Matki-Babka(Lilit), to Pole(!!!) przejawiania się Pierwszego Oddzielającego się od Źródła Świadomości(najgłębszy Androgyn). W związku z tym że wszystkie obszary nakładają się na siebie w wyniku obrotów Granic 5/6 i 8/9 oraz Ust Iśwary, wszystkie one przenikają się w naszej strukturze Świadomości na jawie i w snach.

Lacan poddał analizie jeszcze jeden zastanawiający problem ludzkiej psychiczności, to współczesna wersja dyskursu, jaki zapoczątkował Synod w Macon: Czy kobieta ma duszę?

„Myślę, że można postawić tezę, iż u Lacana struktura kobieca ma związek z niemożliwością totalizacji przez symbolicznego ojca, czyli że metafora ojcowska w przypadku kobiety nie zachodzi nigdy „do końca”. Dlatego Lacan nie mówi o kobiecie jako o podmiocie (żeby mówić jako podmiot, kobieta musi wejść w pozycję męską).” (Lena Magnone.)

W tym kontekście warto jeszcze raz obejrzeć film Petera Greenaway’a „Dzieciątko z Macon”

http://www.cda.pl/video/9787084d

A teraz chwila relaksującej dygresji.

Lacan nie omieszkał obdarzyć jednym ze swoich dzieł Heideggera. Chodziło o ECRITS. Obdarowany w liście do zaprzyjaźnionego psychiatry, Medarda Bossa, skomentował to wydarzenie: Wydaje się, ze ten psychiatra potrzebuje psychiatry.

Lacan nigdy do celu nie zmierzał prostą drogą, co wykazuje w swojej książce o nim Elisabeth Roundinesco: Nie dość, że maskował źródła, jak gdyby zapobiegając wszelkiej formie historyzacji tego, co mówi, to jeszcze przypisywal Freudowi pojęcia, które sam wymyślił. Podobnie było w przypadku bezgranicznie podziwianego przez Lacana Jakobsona i sugestii, że odkrycia Jakobsona są w formie preintuicji zawarte już w pracach Freuda. Koncepcję znaku (znaczącego i znaczonego) Lacan zaczerpnął do Ferdinanda de Saussure’a.

Wróćmy jednak do Lacana jako osoby.

Georges Canguilhem – na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego wieku, w apogeum rozwoju lacanizmu na francuskich wydziałach psychologii, gdzie uznano za zbędne równoległe nauczanie filozofii, nauk humanistycznych czy psychiatrii, a każde słowo z ust mistrza traktowano bezkrytycznie, niczym boskie objawienie – pisał o tak nauczanej psychologii: “Jest to filozofia bez żadnych rygorów, jako że eklektyczna pod pretekstem obiektywności; jest to etyka bez wymagań, ponieważ zbiera doświadczenia, nie stosując do nich osądu krytycznego, i wreszcie jest to medycyna bez kontroli, ponieważ stawia ona swe hipotezy na podstawie obserwacji chorób, których nie potrafi wyjaśnić; tzw.chorób ‘nerwowych’. Gdy wyjdzie się z Sorbony na rue Saint-Jacqes, można pójść w górę lub w dół. Kiedy się pójdzie w górę, dojdzie się do Panteonu, gdzie spoczywa kilku wielkich ludzi, kiedy pójdzie się w dół – nie sposób ominąć prefektury policji.”

Tymczasem intelektualistów zastępowali technicy-analitycy.

Zastanawiam się, czy stopień komplikacji i niejasności dzieł Lacana nie jest świadomie przez niego założoną formą obrony przed zalewem tych drugich.

Louis Althusser pisał: “Kiedy pójdziecie do niego na seminarium, zobaczycie ludzi wszelkiego autoramentu pogrążonych w modlitwie przed niezrozumiałym dyskursem. To metoda terroryzmu intelektualnego.”

Z czasem Lacan zwrócił się ponownie ku filozofii, stał się jednym z cenionych strukturalistów. Metodę strukturalizmu lingwistycznego używano w tamtych czasach w psychoanalizie, etnologii i naukach o Starożytności. Foucault w połowie lat sześćdziesiątych pisał: “Za punkt przełomowy należy uznać chwilę, w której Levi-Strauss w odniesieniu do społeczeństw, a Lacan w odniesieniu do nieświadomości, pokazali nam, że ‘sen’ jest prawdopodobnie tylko efektem powierzchniowym, odzwierciedleniem, pianą, i że to, co przebłyskuje ku nam z głębi, co chronologicznie nas poprzedza, co daje nam punkt zaczepienia w czasie i przestrzeni, było systemem.”

Mniej więcej około roku 1970 Lacan zaczął cytować samego siebie, mówiąc o sobie w trzeciej osobie.

Jego poszukiwania w tamtych czasach skupiły się wokół matemu i węzłów boromejskich.

“Zanurzenie się w uniwersum węzłów miało ten skutek, że zburzyło to, co zostało zbudowane dzięki matemowi. Sądząc,  że zdobył dostęp do zasadniczego rdzenia myśli, Lacan z namiętnością oddał się geometrii węzłów, splotów i końców nitek, aż w końcu sam się pogrążył w niemym stuporze nietzscheańskiej afazji. Niczym bohater balzakowski, zachwycony alchemicznymi iluminacjami Balthazara Claesa, w środowisku szalonych matematyków poszukiwał tajemnicy absolutu, odnawiając nawet w swym rzeczywistym życiu faustowski mit paktu z diabłem, z którego poprzez romantyzm, jako instytucję pośredniczącą, zrodziła się historia odkrycia nieświadomości.”

(Elisabeth Roundinesco, Jacques Lacan, jego życie i myśli) 

Słowo ‘matem’ Lacan utworzył, wzorując się na ‘mitemie’ Lévi-Straussa. Punktem wyjścia dla tego słowa nie była jednak sama matematyka, ale obłęd Cantora. Niezrozumiałość (w tym wypadku matematyki), czyli opór samego poznania, niemożność zrozumienia jako symptomu samego w sobie; ta kwestia dotyczy również problemu wiedzy, której nie sposób nauczać. Matem to zapis tego, co nie zostało powiedziane, co jednak można przekazać dalej. Wyrwanie niewysłowionemu wiedzy i nadanie mu formy umożliwiającej dalsze jej przekazywanie. Nie był sformalizowany do samego końca, zawsze pozostawała jakaś reszta, której nie obejmował. Matem stał się w tym rozumieniu łącznikiem pomiędzy nieprzystawalnościami różnych systemów, w tym wypadku chodziło o matem psychoanalizy.

Lacana ze zrozumiałych względów zafascynowało również dzieło Jamesa Joyce’a. Nietrudno zrozumieć dlaczego. Chyba jako jedynemu z niewielu, poza mistrzami japońskiego haiku, udało się Joyce’owi przywabić nieświadome, nieuchwytnie uchwytne pomiędzy znaczonymi słowami związanymi znaczącym. Warto poznać „Epifanie” i „Finneganów Tren” Jamesa Joyce’a, aby lepiej zrozumieć Lacana. Warto również sięgnąć przy tej okazji po twórczość polskiego mistrza tej „epifanicznej” formy – Mirona Białoszewskiego.

Lacan tworzył nowe słowa według wzorca zaczerpniętego z Finnegans Wake. Tak właśnie powstało jedno z wielu Lacanowskich określeń, słów szkatułek, słowo ‘sinthome’ tworzące homofonię słów ‘symptome’ (symptom) i ‘saintete’ (świętobliwość). Wyrażenie to mieściło w sobie wiele słów, łańcuch znaczących, ‘sin’ (grzech), ‘homme’ (prawo autonomii), ‘saint Thomas’, co według rozumienia Lacana było szkatułką zawierającą znaczenie: [symptom, grzesznik/święty, święta ojczyzna]. Tego rodzaju „zabawy” Lacanowskie służyły poszukiwaniu logiki wolnej od czasu i historii, do woli kontaktowania się z coraz bardziej niemożliwym Realnym (Szczelina 8-12) zasymilowanym z perwersją, pisaną jednak ‘pere-version’ (‘wersja ojca’, ‘zwrot ku ojcu’).

Pod koniec swojego nauczania Lacan mówiąc, stale naśladował mowę nieświadomości; jego wystąpienia były strumieniem kalamburów, allografii, słów-szkatułek, neologizmów. Zwykłe słowa ulegały zatarciu, choć można było jeszcze w nich odnaleźć łańcuchy znaczących z początku kształtowania się jego doktryny.

Oczywiście w tym czasie Lacan, gdziekolwiek by się nie znalazł, choćby w restauracji, kreślił wciąż swoje węzły boromejskie na serwetkach lub składał w węzłowe kombinacje kółka specjalnie dla niego wykonane:

„Wiążę węzły”- powiedział psychiatra.

„Ach, tak, Wyspy Boromejskie!” – odparł malarz.

Lacan pociągnął skrawek serwetki, Dali zaś rzucił się, by jak najszybciej wyrwać mu ją z rąk.

“Pozwól, że ja to zrobię, trzeba to narysować w ściśle określonym porządku, bo jak się nie uda, to nie zadziała, nie będzie ich można rozdzielić. Nauczyłem się tego wszystkiego we Włoszech. Jak pójdziesz do grobu Carlo Boromeo, sam zrozumiesz.”

(Relacja Pameli Tytell)

Swojej fascynacji topologią i rysowaniu węzła boromejskiego Lacan potrafił poświęcić cały dzień. Wciąż miał nadzieję przeniknąć sens topologii: właściwości przestrzeni, które nie ulegały zmianie nawet wtedy, gdy przestrzeń tę poddano deformacji.

Lacan oddając się swojej nowej pasji, z wolna pogrążał się w milczeniu, a i tak już krótkie (przyczyna konfliktu z IPA i jeden z powodów wydalenia Lacana z szeregów psychoanalityków freudowskich), bo dziesięciominutowe (a nawet krótsze) seanse z pacjentami zbliżały się do mitycznego minimum, do nie-posiedzenia(!). Do przejścia do poziomu zero! Zapewne miało to związek z rozwijającą się chorobą, ale chciałoby się myśleć, że Lacan próbował posłyszeć fundamentalną mowę psychozy, mowę matemu, która byłaby zdolna zredukować do zera zwodniczy charakter wszelkiej mowy.

Trudno powiedzieć, czy milczenie, w jakim pod koniec życia pogrążył się Lacan, wynikało ze związku z praktyką psychoanalizy, jaką sam wykreował. Pewnie podobnie jak jego choroba, nowotwór jelita grubego, miała związek z osobowością analną, jaką prezentował całym swoim życiem.

W analizie Lacanowskiej chodzi bowiem o to, aby to sam pacjent dokonał interpretacji. Analityk lacanowski pyta o wszystko: o dzieciństwo jak Freud i o sny jak Jung, ale nie stawia siebie na pozycji mistrza i ostatecznego interpretatora. Chodzi o to, aby to sam analizant dokonał interpretacji. Analityk staje na pozycji niewiedzy, a to wymaga od analizowanego, aby to on wytworzył wiedzę. Analityk zajmuje pozycję podmiotu, o którym zakłada się, że wie; analizowany zakłada, że analityk wie, ale analityk nie mówi prawie nic. W tym sensie analityk zgadza się zająć pozycję nieświadomości pacjenta.

Zakończenie

Lacan próbował odpowiedzieć na najważniejsze z pytań, jakie przed sobą postawił:

Czym jest niewidzialne, które sprawia, że osoby zbliżają się do siebie, by tworzyć pary, społeczeństwa, a także czym jest siła, która więzi między nimi rozrywa? Tę rozpoznaną już przez Freuda siłę Lacan nazwał jouissance (rozkosz, również seksualna – “mała śmierć”, w jej tle daje się dostrzec dążenie do rozkoszy jaką daje zgoda na śmierć). Stanowi ona istotę pola Lacanowskiego, które jest nie tylko polem pragnienia, lecz także polem zdarzeń jouissance w ciele – tam, gdzie są wytwarzane. Jednak jouissance nie wiąże osób, należy zawsze i wyłącznie tylko do jednostki, czy to w symptomie, czy w akcie seksualnym.

Temat więzi społecznych prowadzi nas zatem do przemierzenia pola tego, co społeczne, ale także pola ciągów znaczących, lecz przede wszystkim prowadzi do zadania pytania o podmiot nieświadomego.

Za pomocą trzech głównych pojęć: języka, dyskursu i węzła boromejskiego, Lacan próbował przeorganizować całą psychoanalizę Freudowską. Rozpoznać to, co zawiązuje i rozwiązuje.

Właśnie w tym celu użył węzła boromejskiego z jego trzema rejestrami właściwymi dla bytów, które mówią Wyobrażeniowym, Symbolicznym i Realnym. Ich zapętlenie pojawia się razem z pojawieniem się mowy, jednocześnie tworząc „realny podmiot” – dopiero wtedy mogą powstawać więzi społeczne.

Znalezione obrazy dla zapytania węzeł boromejski

Istnieją jednak różne rodzaje więzi, a porządek, jaki tworzą między jednostkami, zawsze jest porządkiem różnych jouissance, gdyż „Jedyny dyskurs, jaki istnieje… jest dyskursem jouissance.”

27 września 1980 roku EFP, szkoła Lacana, w sensie prawnym została rozwiązana. Lacan z zebrania wyszedł bez słowa.

“Najbliżsi przyprowadzili go niczym fetysza, by świętował rozwiązanie własnej szkoły. Siedział przy stole sam, jedynie w towarzystwie Glorii (Gonzales – J.B.), która mu matkowała. Nikogo nie poznawał. Jego spojrzenie było puste, jego ręce były bezwładne. Począwszy od owego dnia najbliżsi ciągali go po różnych zebraniach, aby jego obecnością uprawomocnić to, co czynili w jego imieniu. Braliśmy udział w tym ponurym spektaklu odzierającym chorego człowieka z godności… Lacan całkiem stracił mowę, lecz siła oddziaływania jego legendy była tak wielka, że osobnicy podatni na sugestie słyszeli go, mimo że nie mówił.” 

(Maszynopis Maud Mannoni z 8 marca 1982 r.)

Lacan pod koniec życia stał się kimś na podobieństwo dżinijskiego milczącego Tirthankary, „Budowniczego mostów” pomiędzy Wyobrażonym a Realnym.

Zmarł w środę 9 września 1981 roku o godzinie 23:45. Ostatnimi słowami Lacana były: „Jestem uparty… Umieram.”

W szpitalu sfałszowano nazwisko zmarłego, aby ciało Lacana w samym środku nocy przewieźć do mieszkania-gabinetu przy rue d’Assas, aby wystawić powtórny akt zgonu z datą 10 września o godzinie 09:00.

Widać miejsce jego śmierci miało dla uczniów istotne znaczenie.

W ostatnich miesiącach życia Lacana pojawiło się sporo pism sygnowanych jego nazwiskiem, których autorstwo, przypisywane Lacanowi, nie jest wcale pewne.

Zawieszając na chwilę rozważania poświęcone Lacanowi, chciałbym zaproponować osobom zajmującym się astrologią, na odpowiednio wysokim poziomie, aby zbadały jak przedstawia się horoskop pośmiertny (np. Lacana), oparty na momencie śmierci, w sposób analogiczny, jak ma to miejsce w przypadku horoskopów urodzeniowych. Chodzi o potraktowanie śmierci jako momentu narodzin do innego „życia” i nakreślenie jego horoskopu na po-życie. Byłby to zapewne horoskop LBL albo kolejnej inkarnacji. Ze snów progresywnych wynika, że ten pomysł ma sens, moment śmierci nie jest przypadkowy i jest zazwyczaj jedynie zmianą narracji, a nie narratora.

Powracając do przerwanego wątku.

W moim przekonaniu najważniejsza w dociekaniach Lacana, oczywiście poza jego rozpaczliwym pragnieniem dotarcia do sedna struktury Realnego, jest kwestia zdefiniowania podmiotu.

Michel Foucault powiedział o tamtym okresie życia intelektualnego Europy, w wywiadzie udzielonym w 1981 roku, że: „Nowe w tym było to, że odkrywaliśmy, iż filozofia i nauki humanistyczne dysponują bardzo tradycyjną koncepcją podmiotu ludzkiego w jego bycie i że nie wystarczy twierdzić, że podmiot jest radykalnie wolny, by następnie wraz z innymi twierdzić, że określają go warunki społeczne. Odkrywaliśmy, że należy podjąć próbę uwolnienia tego wszystkiego, co skrywa się za prostym użyciem zaimka ja. Podmiot sprawa złożona i krucha, coś, o czym trudno mówić, coś, o czym nie mówić niepodobna.”

Jeśli mielibyśmy ująć podmiot w jego relacji do czasu, należałoby stwierdzić, że podmiot pojawia się jedynie jako pulsowanie, okazjonalny impuls lub zakłócenie, które natychmiast ustaje lub gaśnie, ‘wyrażając siebie’ poprzez znaczący.

Gdy tylko podmiot wypowie swoją kwestię, to, co wypowiedział, uzurpuje sobie jego miejsce: miejsce podmiotu zajmuje znaczący, a podmiot nieświadomości znika. Podmiot nieświadomości w żadnym sensie nie jest stały ani permanentny.

(Bruce Fink)

– Oczywiście z naszego ludzkiego punktu widzenia, który ma skłonność do transcendowania. „Patrząc” od strony Źródła Świadomości, wszystko jest jednoczasowe i immanentne.

Przywykliśmy definiować podmiot według paradygmatu kartezjańskiego. Gdybyśmy wyobrazili sobie myślenie jako jeden okrąg (pole), a bycie jako drugi, to podmiot kartezjański byłby tym, co mają wspólnego obydwa częściowo nałożone na siebie takie pola, okręgi. W przypadku podmiotu Lacanowskiego podmiot byłby tym, co nie jest, dla tych częściowo zachodzących na siebie pól, wspólne! Lacanowski podmiot jest rozszczepiony, odseparowany od bycia, kiedy myśli – i na odwrót. Na poziomie nieświadomości „ja” pojawia się jedynie na chwilę, niczym ruch pulsacyjny. Lacan intuicyjnie wyczuwa, że coś z tym ja dzieje się dziwnego – nie wiem, czy był świadomy, że dzieje się tak tylko w naszych głowach, ponieważ wszystkie małe ja są jedynie zaburzeniami jednego „dużego” pozaczasowego i pozaprzestrzennego ja, spowodowanymi przez stopniowo gęstniejącą/gasnącą strukturę zwierciadlanego pola Przejawienia. Podmiot lacanowski nieodparcie przypomina przeniesioną na grunt psychologii regułę nieoznaczoności Heisenberga. Znak czasów, zapożyczenie czy właściwy trop? Moim zdaniem trop jest właściwy, ponieważ ja jest połączeniem urojeniowości minusowej (myślenia, wyobrażeń) i urojeniowości dodatniej (konieczności – bezrefleksyjnego bycia, poza percepcją czasu i przestrzeni). Dopóki powstaje to pierwsze, dotąd inkarnujemy jako ja oddzielone tym urojeniem od bezprzestrzennego i bezczasowego Źródła Świadomości. To Znaczony (Jakobsona), wyłaniający się z Realnego (Lacana), odbijający się w lustrze umysłu, rodzącego się kolejnego ja po to, aby stać się wężowym ciągiem znaczących. Podmiot w tej konfiguracji byłby znaczeniem.

Cechą kartezjańskiego podmiotu jest to, co Lacan nazwałby „fałszywym byciem”. Manifestuje się ono za każdym razem, kiedy analizant mówi: „Jestem typem człowieka myślącego niezależnie” lub „Zrobiłem to i to, ponieważ jestem taki to a taki”. Twierdzenie takie zakłada istnienie zorganizowanego ja, a nieświadomość jest odrzucana. Małe ja tworzy swój obraz post factum, a tak zrodzone bycie może być kategoryzowane jedynie jako fałszywe.

Rozszczepienie ja na fałszywe ja i nieświadomość powołuje do życia dwustronną powierzchnię. Jedna strona jest widoczna, a druga ukryta. Jak we wstędze Mobiusa. Rozszczepienie istniej zatem tylko lokalnie, bo kiedy potraktujemy je jako ciągłość – okaże się, że jedno przechodzi w drugie, jak linia na wstędze Möbiusa, która ma przecież tylko jedną płaszczyznę!

Rozszczepienie, choć traumatyczne dla każdego bytu mówiącego, nie jest wyrazem szaleństwa. Wręcz przeciwnie. W przypadkach psychoz Lacan zaobserwował, że rozszczepienie takie w ogóle nie miało miejsca!

Lacan nie sytuuje podmiotu na bazie stanu świadomości, lecz na bazie logiki, która już działa w nieświadomości w postaci jej językowej organizacji. Opisuje podmiot nie w jego stosunku do wiedzy, ale w relacji do radykalnej nie-wiedzy. Mimo, że wiedza jest wpisana w podmiot, on o tym nic nie wie! Podmiot jest podmiotem nieświadomego, który nawet „nie wie, że nie żyje; jest również podmiotem pragnienia, który sam nie wie, czego chce. Jest podmiotem wypowiedzi, który nie dość, że nie wie co mówi, to nawet nie wie, że w ogóle mówi. Niewiedza podmiotu nie jest czymś możliwym do nadrobienia, jest bowiem immanentną i niezbywalną cechą samej podmiotowości. Podmiot psychoanalizy nie jest podmiotem samowiedzy. Może nie żyć i nie wiedzieć o tym, mówić – nie wiedząc, że mówi, pragnąć – nie wiedząc czego.

Lacan w swojej koncepcji podmiotu posiłkował się myślą Alexandre’a Kojeve’a. To według niego podmiot samowiedzy nigdy nie jest tożsamy ze sobą, za sprawą transcendentalnego ruchu, nakierowanego na to, czego jeszcze nie ma.

We wstępie wspomniałem krytycznego wobec tradycyjnej psychoanalizy filozofa, Gillese’a Deleuze’a, wspomaganego merytorycznie przez psychoanalityka Félixa Guattari’ego. Spójrzmy jak on zdefiniował podmiot.

Deleuzjańska koncepcja empiryzmu transcendentalnego znalazła inspirację w empiryzmie Hume’a (Deleuze wielkim zainteresowaniem obdarzał również Francisa Bacona i Nietzschego), który zawiera w sobie – zaskakująco zbieżną z Lacanowską – definicję podmiotu mówiącą, że podmiot jako habitus, „to nawyk, nic innego jak tylko nawyk w jakimś polu immanencji, nawyk mówienia Ja…” [Deleuze, Guattari 2000]. Jak widzimy Lacan był nie tylko importerem idei, zapewne bywał i ich eksporterem – analogowy sposób rozwoju myśli ludzkiej, popychanej naprzód rozbłyskami intuicji, jest cechą konstytutywną ludzkiego sposobu myślenia.

Jako że wyobraźnia łączy poszczególne chwile (synteza pasywna) – to, co zwiemy ja, okazuje się wielością nawyków, czyli wielością różnych ja: to podmiot „larwalny” albo „system jaźni rozproszonej.”  [Deleuze 1997]

Z perspektywy empiryzmu transcendentalnego należy uznać, że ani przedmiot nie jest uprzedni wobec podmiotu, ani też podmiot nie konstytuuje doświadczenia, lecz „podmiot i przedmiot są współproduktami i zyskują konkretną jednostkowość w życiowym ruchu aktualizacji hic et nunc.” [Sauvagnargues 2003]

Nie ma uprzednio istniejących form, „lecz jedynie kinematyczne stosunki między nie uformowanymi elementami; nie ma podmiotów, lecz pozbawione podmiotu dynamiczne indywidualizacje, które tworzą zbiorowe urządzenia.” [Deleuze, Parnet 1977]

Empiryzm staje się naprawdę transcedentalny […] dopiero wówczas, gdy w zmysłowości bezpośrednio ujmujemy to, co może być jedynie doznane zmysłowo, samo bycie tego, co zmysłowe: różnicę, różnicę potencjału, różnicę intensywności jako zasadę różności jakościowej. Zjawisko rozbłyskuje właśnie w różnicy, w niej eksplikuje się jako znak, a ruch powstaje w niej jako . Intensywny świat różnic, w którym jakości znajdują swoją zasadę, a zmysłowość – swoje bycie, jest właśnie przedmiotem empiryzmu wyższego.”  Gdyż „za każdą rzeczą jest różnica, za różnicą nie ma zaś niczego.” Choć różnicy nie można ująć wprost, to jednak można opisać sposób, w jaki – nie będąc składową doświadczenia – stanowi ona jego warunek możliwości: „rację dostateczną zjawiska, warunek tego, co się pojawia”, i to ona stanowi „podstawę” zradykalizowanego empiryzmu. „Różnica nie jest tym, co różne. To, co różne, jest dane. Różnica zaś jest tym, przez co dane jest dane jako różne.” [Deleuze 1997]

 Lacanowski węzeł boromejski

I – Imaginaire- Wyobrażeniowe (lęk/perwersja)

R – Realne(symptom/psychoza)

S- Symboliczne (opór/nerwica)

„Neurotyk uznaje Prawo, aby od czasu do czasu czerpać rozkosz z jego przekraczania (masturbacja, kradzież…), gdyż pragnie tego, co jest zakazane. Psychotyk, u którego z powodu braku funkcji ojcowskiej nie nastąpiło wejście w system symboliczny, Prawo wyklucza. Perwert zaś Prawo ustanawia. Jego celem jest zaistnienie Prawa, postawienie jouissance granic. Dlatego Lacan zapisuje père-version(„wersja ojca”)”.

ICS-Inconscient ,Nieświadomość (nieświadomość jako dyskurs Innego;nieświadomośc jako efekt wypartego znaczącego na podmiocie, wypartego które powraca w formacjach takich jak sen, przejęzyczenie – patrz hasło formation de l’inconscient)

A-Wielki Inny (miejsce znaczonego, miejsce; które zajmuje analityk)

a-Przedmiot małe a (obiekt pragnienia) . Autre « a’ »Mały inny

Inhibition – [Symboliczne] Opór(psi) / zniesienie oporu (fi) , na ilustracji widzimy J(fi) czyli dążenie do śmierci. Rozszczepienie podmiotu jest powodem dwóch stanów rozkoszy. Pierwsza (zniesienie oporu)to dążenie do zaniku problemu jakim jest samo życie a zatem do śmierci a druga zbudowana na ograniczeniu i oporze, jaki stawiamy” żądaniu śmierci”. Ta dynamiczna gra towarzyszy nam przez cały czas życia, jako rozszczepionego podmiotu. Raz największej rozkoszy dostarcza nam panowanie nad sobą, przeciwstawianie się światu, innym razem poddanie się , nihilizmowi, depresji. W skrajnym rozszczepieniu to choroba dwubiegunowa. Kiedy rozszczepienie zanika pojawia się psychoza zgłębi której przemawia Realne.

Angoisse- lęk, troska [Wyobrażeniowe]

J- Jouissance, rozkosz. Pragnienie śmierci(brak oporu) i przeciwstawienie się śmierci (opór) pozostające w dynamicznej zależności, rozszczepionego na myślenie(„sens”) i bycie(„a”) podmiotu nieświadomości.

Smptome– [Realne] W psychoanalizie symptom ukazuje się nam inaczej niż zaburzenie, które wywołuje cierpienie, jest nade wszystko niepokojem (un malaise), który nam się narzuca spoza nas, przywołuje nas, symptom jest przede wszystkim aktem mimowolnym, wytwarzanym poza wszelką intencjonalnością i wszelką świadomą wiedzą. Symptom przybiera trzy charakterystyczne formy:

1-Pierwsza „a”– jest to sposób, w jaki pacjent mówi o swoim cierpieniu,

2-Drugą charakterystyką symptomu „J (fi)”jest teoria sformułowana przez analizowanego w celu zrozumienia swego niedomagania

3-Trzecia charakterystyka symptomu „JA”: symptom przyzywa i włącza [w siebie] obecność psychoanalityka.Ta trzecia cecha symptomu jest tym co nazywa się przeniesieniem analitycznym i co oddziela psychoanalizę od wszelkiej psychoterapii, kiedy cierpię przypominam sobie o moim analityku; a kiedy myślę o nim wspomnienie cierpienia do mnie powraca. Psychoanalityk stanowi więc część symptomu.

Sens– sens pochodzi z obszaru, w którym nachodzi na siebie symboliczne i wyobrażeniowe; sens pochodzi z pełnej mowy; jego korelatem jest non-sens . a/sens na wykresie to podmiot rozszczepiony pomiędzy jestem a myślę.

Sami Państwo widzicie, że teraz należałoby przeczytać cały artykuł jeszcze raz. Sławna teza Hume’a głosi bowiem:

Powtórzenie nie zmienia niczego w powtarzanym przedmiocie,
lecz zmienia coś w kontemplującym je umyśle.

Jako konieczne uzupełnienie: zob. słownik pojęć [w:] PODSTAWOWE POJĘCIA WYSTĘPUJĄCE W PSYCHOANALIZIE LACANOWSKIEJ »
(Witryna: Krakowskie Koło Psychoanalizy Nowej Szkoły Lacanowskiej)