Padło pytanie „Czy poziomy świadomości (rozumiane przez różnych autorów) coś wnoszą do poznania? Pytanie postawione przez Wojtka mimo, że spełnia kryteria logiki jest pytaniem postawionym wadliwie. Podobnie źle postawionym pytaniem jest pytanie o Pierwszą Przyczynę . Odpowiedź na pytanie poprawne logicznie powinna być logiczna ale pytający nigdy nie może być pewien czy taka odpowiedź wyczerpuje wszystkie inne aspekty, w tym pozalogiczne, ponadlogiczne- paradoksowo logiczne czy przedlogiczne, tak postawionego pytania. Wojtek oczekuje, że przyjmiemy kryteria logiczne i na dodatek dialektyczne.

Czym są odmienne/różne poziomy Świadomości możemy się przekonać biorąc udział, na przykład , w obrzędach religijnych, patriotycznych, czy koncercie lub spektaklu teatralnym. To że stany tam przeżywane nie są werbalizowalne i mentalizowalne nie znaczy, że są nieświadome. Są jednak niewątpliwie innym rodzajem świadomości niż dyskusja z użyciem argumentów logicznych. Zaczęto przecież już mówić o inteligenci emocjonalnej a nie tylko mentalnej. Nie odkryto jeszcze powszechnie fizjologicznej inteligencji/świadomości ciała i inteligencji materii mniej czy bardziej ożywionej która nie jest anie inteligencją (czytaj świadomością ) mentalną czy emocjonalną ani bezwolnym laboratorium chemicznym. Również o zgrozo zdarzenia jakie nas spotykają i relacje społeczne mają swoją inteligencję /świadomość której kreatorem nie jest umysł ludzki. Inkryminowany wyżej Jung to ostatnie zjawisko próbował wtłoczyć w mechanistycznie brzmiący termin -koincydencji akauzalnej. Jedyną prawidłową odpowiedzią na pytanie czy podział na poziomy świadomości coś wnosi do poznania jest odpowiedź; i tak i nie. Tak, ponieważ transcendowanie pomaga umysłowi(4) usystematyzować dostępna mu wiedzę i doprowadza go do stanu masy krytycznej kiedy to umysł okazuje się „wędzidłem a nie taktem” a Nie, ponieważ ostateczne poznanie nie jest stopniowalne jest bowiem immanentne i niewyrażalne w kategoriach umysłu.

Rozważania Wojciecha są kapitalnym przykładem jak umysł (4) wpada w pętlę hermeneutyczną nie dostrzegając wycinkowości swojej argumentacji (zapewne dlatego w świecie intelektualistów takim powodzeniem cieszy się koncepcja brzytwy Ockhama). Świadomość(przez małe ś) mentalna jest tylko jednym z poziomów a nie całością Świadomości. Zapewne dlatego że doświadczenia całościowej Świadomości w Naszym jestestwie nie możemy utrzymać dłużej niż przez chwilę jaka czasem dana jest nam w doświadczeniu szczytowym/mistycznym(mówiąc Nam mam na myśli nie Jarka czy Wojtka a ich wewnętrznego Obserwatora ). Doświadczamy wtedy wglądu przekraczającego(immanencja) podzielność(transcendencja) Świadomości jako całości. Poziom świadomości jawowej jednak jest zdefiniowany bardzo mocno i jest wyraźnie oddzielny od stanu mistycznego wglądu czy snu. Umysł(4) ponadto stara się wyprzeć z pamięci wszystko co nim nie jest, inaczej musiał by dopuścić do swojego sposobu systematyzownia danych, sprzeczność która pozbawiła by go narzędzi systematyzujących. Rozpadłby się jego dialektyczny świat zmysłów.

Po epizodzie nieprzytomności mózgowej wydaje się nam, po odzyskaniu świadomości (4), że nas nie było ale okazuje się to iluzją bo nawet gdyby nie wróciły do nas wspomnienia związane z naszą jawową tożsamością przetrwają fizjologiczne,emocjonalne,mentalne i te nadrzędne, o których wspomnę później, wdruki. Gdyby było inaczej nie budzilibyśmy się będąc Wojtkiem czy Jarkiem a nawet człowiekiem a za każdym razem musielibyśmy się stawać kimś od nowa. Zdarza się tak w pewnych stanach afatycznych ale to już patologia samego mózgu. Jest jednak jakiś nadrzędny Obserwator tych stanów(poziomów) Świadomości względem którego te stany zachodzą, inaczej nie dało by się nawet określić że miały czy nie miały miejsca. Obserwator posługuje się tym czymś co my tu „na jawie” nazywamy emocjami(3) i dopiero po ich przywołaniu wyłonią się w jednostkowym mózgu/umyśle(4) jako przypomnienia mentalne. Świadomość nie jest tylko myśleniem , artykulacją , werbalizacją myśli ale również samym ciałem(1) i jego procesami, jego energetyką (2)czyli również chemią, jego emocjami (3) i dopiero w tej kolejności myśleniem(4), zaraz jednak nadrzędną nad nim jest relacja z otoczeniem(5) które jest przecież również wyrazem Świadomości przekraczającej jednak poprzednio wymienione stany. Świadomością jest również sieć wydarzeń(5) i to co jest ich polowymi przyczynami (6) itd.

Chociaż mentaliście może się to wydawać niepojęte umysł nie może istnieć bez relacji z zewnętrznością. Przekonano się o tym w czasie eksperymentów deprywacji sensorycznej. Ograniczanie Świadomości do świadomej percepcji umysłu(4) jest jego podstawową sztuczką , tym łatwiejszą, że prowadzona przez większość dnia percepcja zmysłowa wypiera z pola Świadomości jej subtelniejsze przejawy (poziomy). Trzeba również pamiętać, że w człowieku istnieją układy neuronalne, hormonalne etc. których mózg czyli umysł jako jego wyraz operacyjny nie kontrolują mimo zachowania świadomości jawy.

Abaissement du niveau mentaljest tym co określiłbym obecnością Obserwatora któremu umysł czyli ta mentalna świadomość (4) nie stawia przeszkód zakłócając go swoją paplaniną o „ja”, czyli te wszystkie ja , moje, dla mnie.Abaissement -obniżenie w tym wyrażeniu rozumiem jako – zagłębienie się w – a nie obniżenie w sensie topograficznym. Sięgnięcie do drugiego dna ale nie w sensie ostatecznego upadku a zaglądanie pod podszewkę.

Co do abaissement-pogłębienia świadomości czyli de facto podwyższenia poziomu percepcji, znali je już kabaliści, najgłębsze rejestry świadomości mentalnej (4) określano sefirą Daat. Nie jest owa sefira niczym innym niż doprowadzeniem umysłu do przeciążenia informacjami a potem według poza świadomie(!) wybranego /narzuconego klucza wydzieleniem z tej chmury grupy informacji spójnych które stworzą nowy pogląd mentalisty o aspiracjach poznania ostatecznego. Zaskakująco przypomina to rozkawałkowanie szamańskie , tyle że ograniczone do umysłu dyskursywnego. Daat, zatem, to urojeniowe przekonanie ludzkiego umysłu, że posiadł jakąś wielką, ostateczną wiedzę o wszystkim , również o Świadomości i jej braku czy istnieniu lub nieistnieniu jej poziomów. Jeżeli poszukujemy głębszej przyczyny określania poziomów Świadomości wyższymi a nie niższymi musimy sięgnąć do doświadczeń mistycznych a nie do spekulacji mentalnych.

Oczywiście wszyscy rozumiemy(mentalnie), że ten który jest wyższy czy wyżej siedzi, któremu pozwala się wyżej siedzieć , jest oglądany przez wszystkich jest kimś wyjątkowym (również wisielec) jednak zazwyczaj chodzi o kogoś kto sprawuje nad niżej stojącymi kontrolę. Kiedy człowiek wchodzi na wysoką górę doznaje stanów mistycznych z niedotlenienia i to może się łączyć również z wyższością owej wyższości nad zwykłymi doznaniami na nizinach. W zagłębieniach, piwnicach, doświadczamy wilgoci ,czujemy zapach stęchlizny, obserwujemy butwienie, rozkład, doznajemy pogorszenia jakości powietrza, spadku temperatury, często ciemności. Również chory czy martwy człowiek i zwierzę leżą a nie się wznoszą. Ludziom pierwotnym to co pod nogami jawiło się czymś dostępnym już okiełznanym, niechcianym po rozpoznaniu nieprzydatności, to co ponad linią wzroku , w oddali, z czymś nieuchwytnym a przez to bardziej wartościowym.

To uzasadnienie mentalne. Jednak istnieje i inne uzasadnienie. Kabaliści zaprzestali już w średniowieczu praktyk dysocjacyjnych opartych na odliczaniu odwrotnym , z góry do dołu, ponieważ stwierdzili, że dysocjacja taka jest bardziej opresyjna od tej która pojawia się przy odliczaniu z dołu do góry. Wszyscy modlący się wznoszą wzrok do góry nie tylko dlatego, że lokują Boga w niedostępnych chmurach ale przede wszystkim dlatego, że stwierdzono przed wiekami, że takie naprężenia mięśni gałek ocznych i rozciągnięcie nerwów wzrokowych (przy źrenicach skierowanych ku górze) sprzyja pozytywnej dysocjacji, zaś opuszczenie oczu łączy się z nastrojem poczucia winy i unikaniem wzroku osoby kontrolującej etc. etc. Można by to rozważać jeszcze bardzo długo. Na przykład w snach schodzenie łączy się z powrotem do ciała, często z przykrymi odczuciami po przebudzeniu, wznoszenie powoduje zaś zasypianie coraz głębsze i doznania coraz bardziej wzniosłe, do latania włącznie.

Jarosław Bzoma