„Los i dusza to nazwa tego samego pojęcia”

Hermann Hesse „Demian”

Tej nocy spróbuję podążyć śladem Henryka urodzonego pod znakiem wagi, czyli w kanale wstępującym z ciała fizycznego do eterycznego.

 

Lecę za/nad autobusem czerwonych (władców karmy – c. przyczynowe), który jedzie w głąb ekranu śnienia. Z prawej strony nadjeżdża drugi autobus. Wycieczkowy. W środku jest wielu pasażerów, ale moją uwagę zwraca ktoś dobrze znajomy. Jest w sile wieku. Koszula opina jego muskularne ciało. Wiem, że czerwoni zazdroszczą tym, którzy nadjechali z prawej strony, tego że sobie przyjemnie spędzili czas. We śnie wiem, że autobus który przybył ze świata materialnego, ma za chwilę skręcić pod kątem dziewięćdziesięciu stopni i poprzedzając autobus czerwonych udać się w głąb ekranu. Czerwoni mają ustąpić mu z drogi i podążyć za nim.

Jestem w domu (c. mentalne). Wracam z ogrodu. Przechodzę przez całe mieszkanie i wychodzę na klatkę schodową. Popchnąłem drzwi za sobą, ale te nie zamknęły się. Jest tak silny przeciąg, że odepchnął je z powrotem w stronę klatki schodowej. Nie chce mi się wracać, więc odwracam się tylko na pięcie i drugą nogą popycham kilkakrotnie drzwi, aby je zatrzasnąć. Niestety strumień powietrza jest zbyt silny, aby drzwi dały się w ten sposób zamknąć. Walcząc z drzwiami jednocześnie dostrzegam na dole, poniżej mojego piętra, ekipę wyprowadzającą duży jasnozielony kosz ze śmieciami. Taki wielki na czterech kółkach. Jestem zaskoczony jego obecnością w suterenie mojego domu.

Jeszcze bardziej czuję się zaskoczony w chwili, kiedy zdaję sobie sprawę, że na schodach zaraz za mną stoi ktoś niewyraźny. Może nawet niewidzialny. Kiedy zdałem sobie z tego sprawę, natychmiast się obudziłem.

Pierwszy sen o autobusach to typowa relacja z pierwszego dnia podróży po zaświatach. Podróżnik czuje się w sile wieku. Jakby po śmierci ozdrowiał i odzyskał pełnię sił.

Drugi sen opowiada o przeciągu w moim ciele mentalnym i o wywiezieniu śmietnika z emocjonalno-wyobrażeniowymi (astralnymi) odpadkami. Zapewne opowiada o mnie i o Henryku jednocześnie, o emocjach, które zostały wyrzucone na śmietnik. Henryk stał przez cały czas za mną, kiedy próbowałem ten oczyszczający strumień powstrzymać. Musiał być obrócony już o sto osiemdziesiąt stopni, będąc za pierwszą granicą, czyli na poziomie buddycznym. Dlatego jego postać na poziomie mentalnym była za mną i niewidoczna, choć wyraźnie obecna. Na poziomie kauzalnym (czerwonym) była jeszcze przed kilkoma godzinami wyraźnie widoczna. Kiedy autobus nadjechał z prawej, kierował się w tę samą stronę co strumień (autobus) kauzalny.

 

Druga noc

Woły cielistego koloru stoją w rzece. Woły jedne stoją przodem do kierunku nurtu, inne tyłem. Chodzą i ocierają się o siebie, tworząc pary. Potem wychodzą w parach na brzeg. Można odnieść wrażenie, że stado współżyje ze sobą, ale to nie o płciową relację chodzi w tym śnie.

W chwilowym przebudzeniu myślę, skąd taki obraz?

Głos: Wiadomo gdzie mieszkają, w okolicy Krasnowiąza. (Najwyraźniej chodzi o procesy karmiczne wiążące nowe zespoły reinkarnacyjne, świadomość – przewodnik!)

Pytam Henryka, co widzi?

– Widzi toń Narwi. Ma ją  „pod nosem”.

Skądś we śnie przychodzi do mnie pytanie, więc je zadaję. Pytam Henryka, czy coś już jadł?

– Nie, niczego nie jadł, bo podróżuje dopiero dwa lata(!) Widział  stojącą na podłodze miskę po prawej stronie, ale ją przesunął nogą na lewo i poszedł dalej.

– Poszedł do wróża, ale wypytywał go tak dokładnie o swoją przyszłość, że ten go w końcu wygonił.

We śnie pojawia się komentarz do poprzedniego.

– Co do tych wołów, to raczej byli to ludzie, ale chodzi właściwie o to, aby po wyjściu z rzeki, mimo że te osoby połączone w pary są różnej płci, miały podobne spodnie. O podobnym charakterze, mimo że nieco mogą się różnić krojem!!!

Dalszy ciąg snu.

– Wszystko jest teraz odwrotnie i kiedy powstanie wrzecionowaty zwitek, w czasie toczenia z lewej na prawo, to trudno go zlikwidować, nie pomoże dalsze turlanie na lewo i na prawo, bo zwitek zamiast się rozlecieć, to bardziej się zacieśnia i utrwala.

Po obudzeniu widzę oczywistość symboli sennych.

To wyraźna informacja o wyłanianiu się powtórnie z Domu Dusz/Rzeki nowej pary, przewodnika i dolnej świadomości, która zostanie ponownie wcielona. Ta niemożność zaprzestania toczenia swojej karmy (jak skarabeusz), swojego dalszego  ciągu życia, jest typowa na tym etapie. Czym bardziej się skupiamy na tym procesie, tym bardziej przybiera na realności.

Trzecia noc

Nic poza chłopakiem, dziewczyną i czymś trzecim. To  coś trzecie jest jeszcze bezforemne. To chyba nienarodzone jeszcze dziecko!!!

Pierwsza refleksja po obudzeniu. Ale się uwinął!!! Kiedy Henryk był przytomny, opowiadał, że podróżuje po całym świecie. Szczególnie po Ameryce południowej. Kto wie, czy już wtedy nie wybierał przyszłego życia?

 

Wojtek

Widzę nowego zawodnika, wbiega na miękką platformę. Stojące tam dwie dziewczyny (!!! – JB) upadają i podcinają mu nogi, przez co wywraca się i przegrywa, dla niego kończą się zawody. Widziałem jednak wyraźnie, że dziewczyny nie zrobiły tego “niechcący”, ale z premedytacją. Zaczynam głośno protestować i biegnę do jednego z sędziów, każąc mu jeszcze raz spojrzeć na zapis video tego momentu. Sędzina jednak nie zmienia zdania i wciąż podtrzymuje, że zawodnik przegrał, a w ogóle to taka jest formuła tych zawodów, potkniesz się, przegrywasz, odpadasz. Byłem bardzo rozgoryczony, ale nie mogłem nic zrobić. Poszedłem do knajpy, gdzie wcześniej spotykałem swoich znajomych, ale teraz nikogo z nich tu nie było. Usiadłem sobie na sofie. Na ramieniu miałem zawieszoną torbę, a w niej dokumenty. Poczekałem trochę, bo może znajomi się zjawią, ale się nie zjawili. Zaczepiła mnie kobieta, ale się z nią nie dogadałem. Pomyślałem sobie, że niby jestem “u siebie” w mieście, ale nikogo nie znam. Postanowiłem wstać i wyjść z knajpy, ale ku mojemu zdziwieniu nie miałem torby – ktoś mi ją ukradł! Nie wiedziałem, jednak kto. Powiedziałem na głos, że ktoś w tym towarzystwie okazał się złodziejem, ale nikt się nie przyznał i wszyscy wyglądali tak, jakby niczego nie wiedzieli o mojej torbie. Poszedłem do barmana, bo wiedziałem, że on miał jakieś moje dokumenty/książki, ale mi powiedział, że nie ma ich przy sobie, tylko w swoim domu i jak chcę, to on podjedzie po nie samochodem. Postanowiłem z nim pojechać, bo i tak mi było po drodze do domu. Okazało się, że ten jego samochód był straszliwie ciasny (Mono – JB) i ledwo się do niego wcisnąłem. Akcja działa się w Wiśle, ale poza moim domem. Byłem w miejscu, gdzie odbywały się pewne zawody (dziwnym trafem przypominały te, które oglądałem wczoraj na YouTube: american ninja warrior i american gladiator).

Później byłem w innym miejscu Wisły i zobaczyłem jednego z mieszkańców w galowym stroju górnika, który tradycyjnie jest czarny i ma zielone wstążki (coś było jeszcze z zielonym w innym moim śnie tej nocy, ale go nie zapamiętałem). Byłem zaszokowany, że w Wiśle są górnicy, ale okazało się, że jest tam nawet kopalnia (! – JB) Widziałem jeszcze, że na Oazie (tak nazywana jest część Wisły, ale to nie jest formalna dzielnica), ktoś buduję nową knajpę, to jego kolejna knajpa, sieciówka pod wdzięczną nazwa “Pod rybą piłą”.

Miałem jeszcze jeden sen, gdzie poszedłem z kolegą (chyba z tobą) zobaczyć moje nowe auto. Miałem teraz nowego, super nowoczesnego Mercedesa S klasy, którym jeździ się kapitalnie i wygodnie. Była z nim  jednak dziwna sprawa, bo z przodu Merca były podczepione 2 byki (!!! – JB), postanowiliśmy wyjechać z bocznych uliczek i te byki odczepić, były raczej tylko takimi ozdobnikami, a nie miały spełniać funkcji pociągowej. Jechaliśmy też bardzo wolno, aby się byki nie zmachały. Jednak jak się zatrzymaliśmy, okazało się, że i tak są bardzo mocno zmęczone i ledwo zipią. Chcieliśmy je napoić i doprowadzić do porządku, zanim będziemy mogli je zostawić i pojeździć sobie Mercem na pełnej prędkości.

 

Zacznę od tego że Wojtek w tym życiu intensywnie pracuje pomiędzy poziomem atmanicznym a buddycznym, właśnie dlatego ciągle się nie mieści w wąskich uliczkach świadomości dolnych pięciu ciał, od przyczynowego do fizycznego.

Podcięcie nóg przez dwie kobiety, kradzież torby, to opowieść o śmierci i utracie ciała (Henryk nigdy nie był posiadaczem samochodu, zatem jemu ciała subtelne kojarzą się z torbami. Sieciówka to oczywiście rodzaj koła karmicznego, nowe wcielenie zostało już przygotowane, na co wskazywał również mój sen. Ciekawy jest sen o dwóch ozdobnych bykach. Wskazuje na Początek drogi zstępującej z ciała byddycznego do przyczynowego, czyli ponowne wejście w koło karmy.

(Wiem, ponieważ sam żyję na tym poziomie, będąc z pod znaku byka. Podwójność tych zwierząt spotykamy w śnie o białych bykach wiążących się w rzece w pary, ale też i w moim dawnym śnie o próbie przejścia pomiędzy strumieniem zstępującym a wstępującym, wtedy obydwa byki wystąpiły w roli strażników przejścia. Jeden z nich był pasywny, drugi wyraźnie rozsierdzony. Te dwa są pasywne, zatem odpowiadają treści snu o tworzeniu par karmicznych – przewodnika i dolnej świadomości.)

O drugim końcu drogi karmicznej (droga ta istnieje jedynie we wnętrzu ciała przyczynowego i to w jego wnętrzu są ulokowane pozostałe cztery dolne ciała), czyli zakończeniu drogi wstępującej, opowiada szyld nad nową sieciową restauracją ”Pod rybą piłą”, znak ryb jest ostatnim przed osiągnięciem ciała buddycznego i uwolnieniem się z koła karmy, znak ryb to przejście z ciała przyczynowego do buddycznego. Ciasny samochód barmana, w którym ledwie się mieści Wojtek, i komfortowy samochód, który ciągną byki. Trochę to tak, jak w tej przypowieści o wąskiej i szerokiej drodze. Ta druga droga, po której pojazd duszy ciągną byki, prowadzi oczywiście z powrotem na dół. Czarny garnitur to strój z zieloną nitką, w którym Henryk po śmierci dotarł do poziomu minusowego, czyli tego, w którym tak wielu zmarłych bytuje przez pewien czas zanim zielona, wyobrażeniowo-emocjonalna nić/więzy z nich nie opadną.

Czwarta noc

Zbliżam się do „kobiety”. Po lewej stronie (lewa dla mnie) ma pierś, a po prawej jej nie ma. Tę stronę obciska koszula, której nie da się oddzielić od ciała. Właśnie po tej stronie, którą przykrywa koszula, nie ma piersi.

W końcu dochodzi do zbliżenia z „kobietą”.

Teraz zamiast jednej kobiety są dwie. Po lewej stronie stoi kobieta mająca obfite piersi, a po prawej kobieta bez piersi. Ta jest obciśnięta koszulą.

Głos: Przyszedłem tu na próbę. Wracam zaraz do szpitala. Wrócę tu jutro znowu, ale w tej chwili mam ciało opięte ciasną koszulą.

To bardzo ciekawy sen. Opowiada o spotkaniu ludzkiej świadomości na granicy dwoistości (pierwsza granica – 180 stopni obrotu) z Duchem Świętym, niższym przejawieniem boskiego androgyna ze Świątyni. To poziom Świadomości, który bezpośrednio odpowiada za cały obszar przejawienia, to właśnie on bezpośrednio go stwarza. W snach bardzo często spotykałem postać z jedną piersią (prawą, dla mnie stojącego naprzeciw – lewą). To Karmicielka naszego przejawienia, żeńska- aktywna forma Boga. To Jej przejawami są Dobra Matka i Biała Bogini. To pewien rodzaj androgyniczności, ale dotyczący „korpusu ciała” Świadomości, a nie „głowy”, czyli przestrzeni ponadbuddycznej, ale  jeszcze poniżej brahmanicznej.

Piąta noc

Radzę budować  Henrykowi prostą łódź, na dodatek w częściach, aby można było przenieść ją na drugą stronę pasma gór.

On się uparł i chce budować łódź z ozdobnikami, jednolitą.

Tłumaczę, że materiał, z którego ma powstać łódź, jest zbyt słaby (kruchy) i jednolita łódź z ozdobnikami może się rozlecieć.

Dla rozstrzygnięcia spornej kwestii pokazuję pojemnik (!) jeszcze komuś trzeciemu. Ten kosztuje(!) i krzywi się. Mówi, że to pojemnik seniora, a nie ryjka.

Obudziłem się i uśmiechnąłem się do swoich snów. To prawda, nie da się zmontować całego systemu ciał od 1 do 5 jako sztywnej całości choćby najbardziej nawet pełnej ozdobników. To pragnienie jakie żywi stara, niegotowa jeszcze do wyjścia ponad ciało przyczynowe świadomość. To błąd, który często popełniają na nowo zagłębiające się w koło karmy świadomości. Jednak stare świadomości (seniorzy) powinni już wiedzieć, że to nie sztywność umożliwi im pokonanie granicy i pozwoli opuścić kołowrót narodzin. Zapewne właśnie dlatego Henryk będzie musiał znowu wracać!

 

Pytam, gdzie będzie inkarnował?

Obraz: To, co się w nim  po przekonstruowaniu (widziałem jak z chmury Świadomości ponownie przyjął konkretną formą!!!) nie zmieściło, leci za nim jak stado motyli albo ptaków. Reszta, to, co nie zmieściło się w nim (!), ale jest cięższe, pozostaje za nim nie jako lekkie ptaki, ale jako ciężka wielka torba (ciało!). Niosą ją za nim dwie(!) osoby. Cały ten zespół idzie nieco do góry po pochylni, na lewo do budynku, w którym na jawie mieści się przychodnia dla noworodków. To ulica Weteranów!!!

 

Wiem we śnie, że Henryk na ten proces otrzymał siedem dni. Próbuję mu wytłumaczyć, że wcale to nie jest tak dużo, jak mu się wydaje. Mówię, że powinien się uwijać.

Pytam w jakim rejonie świata ma reinkarnować?

Podchodzimy we dwóch do sklepu jubilerskiego. Sklep znajduje się po prawej – fizycznej stronie ekranu śnienia. Henryk podnosi roletę, aby wejść do sklepu, który jest już praktycznie jego. Już tam wchodził wcześniej kilka razy, ale teraz po podniesieniu rolety okazuje się, że właśnie w tym momencie z jakiegoś powodu nie może jeszcze tam wejść. To tak jakby tamto były tylko próby, a teraz to, co się odbywa, jest na serio, widać nie nadszedł jeszcze odpowiedni do wejścia moment!!!

Napisy, po których mógłbym poznać rejon świata, są po łacinie (albo to jakiś stary język romański) .                                 – Terra capsula.

Obraz przedstawia dwa prostokąty, jeden wyżej i nieco z lewej, drugi niżej i nieco z prawej. We śnie wiem, że ma to oznaczać rejon, w którym obowiązują nierównorzędnie dwa języki.

Po obudzeniu podejrzewam, że może nie tyle capsula, co insula. Wyspa! Henryk znał dobrze łacinę, zatem ten błąd jest znaczący. Zamknięta wyspa? Kuba?!?!?

Wojtek

Dziś to niemal jestem pewny znaczenia tego, o czym śniłem, a w zasadzie tego, co mi się przytrafiło w pogoni za  Śp. Panem Henrykiem.
Otóż byłem w Krakowie na końcu ulicy Floriańskiej, gdzie zaczepiła mnie moja była. Na zasadzie: a co ty ludzi nie poznajesz? No właśnie, ledwo ją poznawałem i w zasadzie tylko to, że ona mnie poznała, spowodowało że się zatrzymałem. Wyglądała strasznie: chuda, wysuszona, jak ćpunka jakaś, dużo cech męskich(!!! -JB). Do tego przytłumiona agresja – odpowiednio do wyglądu. Byłem głupi, jak się teraz okazuje, bo zaprosiła mnie do swojego domu, abym poznał się z jej partnerem. On był bardzo podobny, tyle że już czysty samiec, ale nerwowy i wyglądający na takiego, co potrzebuje działki… Czułem, że kłamią.
Zaraz jak się obudziłem, to wszystko zrozumiałem. W pogoni za Panem Henrykiem dotarłem na koniec drogi, gdzie były głodne duchy i dałem się wykorzystać. Obudziłem się pozbawiony energii i rano czułem się źle psychicznie, ale już chyba powoli bilansuję straty…
To tyle. Coś mi się jeszcze śniło, że zmieniłem numer telefonu chyba – tak mi coś świtalski…

 

Ja do Wojtka

Nieco się Henrykowi noga omsknęła, ale jak się człowiek uprze i chce postawić na swoim, to często nie może się odnaleźć w nowej sytuacji. Może wzięli go na konwencję i na litość, albo poczucie winy. Udający androgyniczne byty z wyższych poziomów głodni podstępem, powołując się na stare znajomości, zwodzą niejednego na manowce. Trudno wypośrodkować właściwy moment  lądowania przy opuszczaniu się do narodzin. Na szczęście Henryk ma silną niechęć do tego poziomu .

Noc szósta

Pytam o to, co dalej się dzieje z Henrykiem.

Śnię długi ciąg zdarzeń życiowych. Film.

Po prawej stronie przy moim stole usiadł kamerzysta i tłumaczy mi, że jak będzie zapotrzebowanie, to on tu wróci i jeszcze nakręci więcej tych reportaży.

Obudziłem się. Cóż mam powiedzieć? To, czy Henryk długo będzie kontynuował swój nowy film i czy będą kolejne, zależy już tylko od niego.

 

Wojtek

Jadę drogą z Wisły do Ustronia i postanawiam pojechać “starą” drogą, ale w pewnym momencie kończy się asfalt i zaczyna bardzo wyboista droga (chyba jest w remoncie), w dodatku mój samochód zupełnie się do tej drogi nie nadaje. Tak naprawdę to nie zwykłe auto, a czerwony bolid formuły 1. Po raz kolejny mam to uczucie we śnie, że mam tak szybkie auto, a nie mogę jechać szybko, muszę się wlec (podobnie jak mercedes z poprzedniego snu, który był ciągnięty powoli przez byki, a mógłby jechać bardzo szybko).
Wjechałem na stacje benzynową albo na parking i spotkałem Zientarskich albo jakichś znanych dziennikarzy motoryzacyjnych. Mój samochód od razu rzucił im się w oczy. Podobał im się bolid przystosowany do jazdy po dobrych drogach, przyglądali się mu, podziwiali. Zagadnąłem ich, czy nie chcieliby zrobić reportażu o moim aucie. Byli zainteresowani. Zwróciłem ich uwagę, że nie mają namiarów na mnie. Dałem im więc wizytówkę z moimi danymi. Później pojechałem dalej i nie wiedzieć czemu zacząłem wjeżdżać pod stromą górkę. Na górze się jednak zorientowałem, że popełniłem błąd, bo teraz nie mam jak zjechać (też już miałem taki motyw we śnie).
Tyle pamiętam.

 

Ja do Wojtka.

No właśnie, ja również uważam, że Henryk ma ogromne szanse na szybką jazdę, jego pojazd jest naprawdę nieprzeciętny, ale jak widać, lubi się bawić w powracanie.

Jakaś cicha fascynacja bezdrożami!

 

Noc siódma

Śni mi się przez większość nocy droga/ciąg następujących po sobie zdarzeń!

Czyżby nowy film ruszył?

Co się  teraz dzieje z Henrykiem?

Jestem w sklepie z ubraniami(!) Właściciel pozwolił mi wybrać nowe nakrycie głowy. Jego subiekt pokazywał  mi różne modele, ale ja wybrałem tanią brązową czapkę z dermy. Wróciłem do właściciela i prezentuję mu czapkę, którą wybrałem. Wybierałem najtańszą, bo przecież to dar Właściciela, a nie zakup za moje środki, ale noszę w głębi siebie nadzieję, że moja skromność zostanie zauważona. Nie zawiodłem się.

Szef spojrzał na mnie i powiedział:

– Coś ty wybrał!? Natychmiast wróć i wybierz najlepszy gatunek!

Pomaszerowałem z powrotem i zdałem się we wszystkim na subiekta. Ten zmierzył mi dokładnie głowę i wykonał przekształcenie Rotellego i Haigemanna.

(Nie żartuję! Pierwsze o czymś takim słyszę!!!)

W ten sposób dopasował mi najlepszą czapkę. Ta jest bardzo stylowa, świetnie dopasowana, jasna z odcieniem srebrzystej szarości. (Srebrny to kolor nauczycielski.)

Obudziłem się zupełnie zdezorientowany. Na granicy jawy i snu nie da się przeprowadzić natychmiast żadnych ekstrapolacji, głębszych odniesień, dlatego proszę się nie dziwić, że zapytałem:

– Kogo te zdarzenia dotyczą?

Spałem już nieprzerwanie aż do rana. Wiele mi się śniło, ale poza ostatnim przekazem niczego nie udało mi się zapamiętać. A brzmiał on tak:

– Wynik należy rozdzielić na wszystkich!

Kiedy obudziłem się już na dobre, wszystko stało się całkiem jasne. Oczywiście nie pierwszy już raz śnię o kimś, o kim śnię, reszta symboliki o dopasowywaniu  nakrycia najwyższego punktu w człowieku jest dość oczywista. Przekształcenia niczego mi nie mówią, bo miałem zawsze tróję z matematyki i tak pozostało już na kolejne czterdzieści lat, ale zajrzałem do encyklopedii i wcale się nie zdziwiłem. Przekształcenie to synonim funkcji. Funkcja to przyporządkowanie każdemu elementowi jednego zbioru konkretnego elementu drugiego zbioru. Jednym słowem, to opis kopiowania cech starej fizycznej jaźni na nowy umysł.

REINKARNACJA!

Wojtek ma przeprowadzić podsumowanie podróży za Henrykiem.

Wojtek

Kolejny sen. Jechaliśmy w trzech do Kopenhagi w Szwecji, ale trzeci z nas był dla mnie bardzo niewyraźny. Każdy z nas poruszał się oddzielnym samochodem. Po drodze zatrzymaliśmy się na odpoczynek i na wymianę opon w samochodach. Każdy samochód miał przynajmniej uszkodzone jedno koło, choć jeden z nich najmniej. Wymieniliśmy jednak wszystkie opony. Stwierdziliśmy, że z tych starych można by skompletować co najmniej jeden zestaw jeszcze całkiem dobrych opon i ten od wymiany powinien nam zapłacić za całkiem dobre opony, które może jeszcze wykorzystać. Mieliśmy jechać, ale jeden z nas gdzieś się zawinął. Okazało się, że poszedł oglądać, jak kręcą pornola. Ja też niby chciałem i nawet wytłumaczono mi, gdzie to jest. W prawo, na końcu drogi w sklepie. Stwierdziłem jednak, że nie mogę z powodu Aśki, bo co ja jej powiem. Poza tym wydawało mi się, że jak tam pójdę, to stracę zbyt dużo czasu i w końcu nie poszedłem.Niby miało być podsumowania, ale niech mnie kule biją, jak to coś może być podsumowaniem czegokolwiek…
Pierwszy sen pamiętam bardzo słabo, chodziło o jakiś statek/barkę. Ktoś nie chciał wejść na tą barkę, bo śmierdziało na niej gównem i chyba ja albo ktoś powiedział, że owszem jest sraczyk na barce, ale znajduje się na jej końcu i niemożliwe jest, aby śmierdziało. Jednak inspekcja barki potwierdziła, że coś śmierdzi, bo ktoś narobił na jej środku. Trzeba było to teraz sprzątnąć i umyć pokład.
Był jeszcze motyw o kwiatach, były sadzone dokładnie rok temu. Te kwiaty miały coś zdziałać, ale nie zdziałały niestety. Chodziło o niwelację smrodu? Sam nie wiem.

Miałem jeszcze jakiś sen, pamiętam przebłyski tylko: jakiś mecz się odbywał, ale na takim dziwnym wielopoziomowym boisku. W środku boiska był otwór, w którym była równia pochyła prowadząca do drugiej części boiska, która była niżej. Zawodnicy musieli wbiec jakoś po tej pochylni i było to bardzo dla nich wyczerpujące i trwało dość długo. Jednak jeden z zawodników zaczął robić jakieś dziwne skoki, jakby odbijał się od czegoś w powietrzu, skakał wyżej i znów odbijał, w ten sposób pokonując tą różnicę wzniesień dużo szybciej niż inni. Wydawało się to trochę niesprawiedliwe, bo taka przewaga musiałaby miażdżyć przeciwników – taka nierówna gra.

Teraz moje podsumowanie podróży za Henrykiem.

Henryk był nadzwyczaj wyczulony na zapachy, zatem to są echa jego fizycznych predyspozycji podkreślające że postać w śnie Wojtka to jest właśnie on. Oczywiście łódź, którą miał podróżować, niezbyt mu odpowiadała, o czym i ja już śniłem. Jego wyobrażenie o niej było takie, że łódź ma być w jednym kawałku i bardzo ozdobna, moje, że ma być w częściach, aby łatwiej było pokonać różnicę wysokości, ponadto widziałem, że materiał z jakiej miała powstać był niespoisty(!) Łódź jest stałym elementem pośmiertnym, chyba we wszystkich kulturach, choćby nam najbliższych, w Egipcie i w Rzymie czy Grecji. Podobne  do „łodziowatości” elementy można rozpoznać w wielu innych księgach umarłych. W mojej Księdze Umarłych, zapisanej w trzeciej księdze Krajobrazów, również w trakcie opuszczania modelowego wcielenia, pojawia się łódź i wyraźnie jest podkreślone to, co w symbolu łodzi jest najważniejsze – jej spławność, śliskość. To nic innego jak symbol tunelu ze światłem na końcu, o jakim pisał Moody w swoich książkach, które powstały przecież na podstawie prawdziwych relacji pacjentów powracających ze stanu śmierci klinicznej. Styks/Wisła, rzeka, jaka często występuje w snach o Henryku, to właśnie granica/rzeka/łańcuch górski/ pochylnia łącząca wielopoziomowe boiska, podesty, jakie należy pokonać za pomocą ślizgu/fikołków/skoków/łodzi. Fikołki, czy raczej obroty i odbicia od niewidzialnych poziomów, to przecież nic innego, jak podróż poprzez granicę pierwszą, drugą i zawrócenie z trzeciej, bo ten, który poszedł oglądać kręconego w sklepie pornola, czyli  swoje(!!!) wyobrażenie o Świątyni, powrócił. Zabawne jest obniżenie rangi Świątyni poprzez jej prymitywną  seksualizację i komercjalizację do symbolu sklepu, gdzie powstają pornole. To właśnie śmierdzi na łodzi Henryka. Niezgodność świadectwa zmysłów, których nie potrafi porzucić, z subtelną rzeczywistością wysokiego poziomu brahmanicznego. Henryk nie chce dokończyć tej podróży z powodu zmysłowego wykrzywienia obrazu Źródłowej Świątyni, widząc w niej, poprzez zniekształcające świadomość filtry cięższych ciał subtelnych jedynie, komercyjny obrót zmysłowością zamiast unię mistyczną ze Źródłem.

Wielopoziomowe boisko ze snu Wojtka to odpowiednik mojego snu o tym momencie, w którym Henryk ponownie stał się zorganizowany w spójną świadomość (ciało-chmura ptaków – dwóch tragarzy z ładunkiem cięższych elementów jego świadomości idących za nim). U Wojtka występuje również pochylnia. Odbijanie się pomiędzy boiskami to przeskakiwanie pomiędzy poziomami świadomości. Taka jest funkcja tej sennej pochylni od narodzin do narodzin, kiedy ciężar dolnych ciał jest zbyt duży, aby opuścić pole gry.

Widać nawiązanie do  wielopoziomowego sporu/meczu, czyli wieloelementowości łodzi (chodzi o swoistą elastyczność wyobrażeń na temat podróży po zaświatach), jaką ja zaproponowałem, a Henryk odrzucał, chcąc przenieść przez góry /granicę/rzekę jej własną formę. Jednorodne po katolicku, ozdobne wyobrażenie o tej podróży. Te ekwilibrystyczne ozdobniki na boisku (ozdobna łódź) są pomysłem Henryka. Ma sporo energii, aby je utrzymywać w swojej świadomości, ale nie ma na tyle zrozumienia sytuacji, aby opuścić pole gry!

Fragment, w którym Wojtek śni o zużytych oponach, to strefa przed granicą, szczeliną brahmaniczną. Podobnie elementy filmu pornograficznego, ale to są jedynie ich transmisje na niższy poziom. Miałem dawno temu cykl podobnych snów o utracie opon od samochodu i ich wymianie właśnie przed przekroczeniem tej granicy. Podróżowałem wtedy techniką wleczonego obserwatora, czyli śniłem o poziomach wyższych z ciała subtelnego dużo niższego, nieodpowiedniego do przyswojenia w pełni tego przekazu. Warto zwrócić uwagę, że z trzech kompletów (troistość typowa dla poziomu ponadbuddycznego) powstaje jeden dobry (niemal unia, a tak naprawdę zbieranina). Oczywiście w innej warstwie jest to opowieść o podróży nas trzech na bardzo dalekim dystansie aż do utraty bieżnika!!!

 

Na tym zakończę cykl pod wspólnym tytułem „Czerwcowe noce”, który z powodu śmierci Henryka przeciągnął się aż do połowy lipca.

Cykl poświęcam Jego pamięci.

 

Na zakończenie kilka uwag dotyczących początku „Czerwcowych nocy”.

Wiele relacji z głębokich podróży podobnych do tej, którą właśnie zakończyliśmy, towarzyszy nam od dzieciństwa pod postacią baśni lub proroctw. Obecne są we wszystkich kulturach.

Arabskie „Opowieść o miedzianym mieście” i „Opowieść Hassana al Basrii” z „Opowieści z tysiąca i jednej nocy” to kapitalne przykłady relacji z podróży sennej do Świątyni poza Szczelinę barahmaniczną. Ten krąg kulturowy bardzo ceni sobie podróże senne. Dość powiedzieć, że Mahomet otrzymał Księgę Koranu we śnie. Wielu jest wśród muzułmanów śniących i wielu znaczących interpretatorów snów.

Inny przedstawiciel kręgu kultury semickiej, Henoch, miewał podobne wizje podróży do Świątyni, choć w obydwu antycznych eskapadach należy wziąć poprawkę na zabobonną trwożliwość podróżników i fantasmagoryczny styl.

Wizja Pałacu Bożego Henocha :

8. Ujrzałem następującą wizję: Oto obłoki zawołały do mnie w widzeniu i mgła do mnie zawołała, i droga gwiazd, i błyski błyskawic ponagliły mnie i popchnęły mnie, i w widzeniu wiatry uniosły mnie i porwały mnie, i uniosły mnie do nieba.
9. Wszedłem, aż zbliżyłem się do muru, który zbudowany był z kamieni gradowych i język ognia otaczał go. Zacząłem czuć lęk.
10. Wszedłem do języka ognia i zbliżyłem się do wielkiego domu, który wybudowany był z kamieni gradowych i ściana tego domu była jak mozaika zrobiona z kamieni gradowych, a jego podłoga ze śniegu.
11. Jego dach był jak droga gwiazd i błyski błyskawic, a wśród nich były ogniste Cherubiny i ich niebo było jak woda.
12. Ogień płonął wokół jego muru, a drzwi jego opływały ogniem.
13. Wszedłem do tego domu. Był gorący jak ogień i zimny jak śnieg. Nie było w nim radości ani życia. Ogarnął mnie strach i przejęło mnie drżenie.
14. I gdy tak drżałem i trząsłem się, padłem na moje oblicze. I ujrzałem w widzeniu,
15. że oto inny dom, większy od poprzedniego, którego wszystkie drzwi były otwarte przede mną, zbudowany był z języka ognia.
16. We wszystkich tak górował chwałą, splendorem i rozmiarem, że nie potrafię wam opisać jego chwały i rozmiaru.
17. Jego podłoga była z ognia, a ponad nim błyskawice. Droga gwiazd i jego dach również był z płonącego ognia.
18. Spojrzałem i zobaczyłem w nim wysoki tron. Wyglądał jak kryształ, otoczenie jego było jak jaśniejące słońce i (słychać było) głos Cherubów.
19. Spod wysokiego tronu wypływały rzeki płonącego ognia, tak że było rzeczą niemożliwą nań patrzeć.
20. A Ten, który jest wielki, w chwale siedział na nim, a jego promieniowanie było jaśniejsze od słońca i bielsze od śniegu.
21. Żaden anioł nie mógł wejść, gdy ukazywało się oblicze Tego, który jest czczony i uwielbiany, żadne cielesne [stworzenie] nie mogło [nań] spoglądać.
22. Morze ognia paliło się wokół Niego i wielki ogień stał przed Nim i nikt z Jego otoczenia nie zbliżał się do Niego. Dziesięć tysięcy razy dziesięć tysięcy stało przed Nim, ale On nie potrzebował żadnej świętej rady.
23. I Święci, którzy byli blisko Niego, nie opuszczali ani nocą, ani dniem i nie odchodzili od Niego.

Jarosław Bzoma

Korekta przez: Radek Ziemic (2014-08-07)