„Jedynym, oprócz Junga, psychologiem, który zwracał uwagę na doświadczenia jedności czy ich uzdrawiające efekty, był Abraham Maslow, który pisał o doznaniach nazywanych przezeń „doświadczeniami szczytowymi”. Jego zdaniem zdolność do doświadczania tego rodzaju przeżyć jest oznaką zdrowia psychicznego, atrybutem osoby „urzeczywistniającej siebie”. 

                                                                                                Anthony Storr; Samotność, powrót do jaźni

 

Czy opowieści o wojnie bogów, odbywających się kiedykolwiek tu na Ziemi, są prawdziwe?

Odwiedził nas, mnie i żonę, w domu, jakiś znany historyk, a jednocześnie przewodnik turystyczny. Oprowadzam go po zakamarkach wielkiego, pełnego „rupieci” domu. Bardzo jest zadowolony z takiej możliwości. Mam dla niego, na koniec, specjalną niespodziankę. Proponuję wyprawę na strych, a właściwie na dach! Tam dopiero jest co oglądać!

Historyk jest „w niebo wzięty”. Idziemy w stronę wyjścia na strych. To niepozorne drewniane drzwi, z korytarza w prawą stronę. Uprzedzam go, że będę szedł pierwszy, bo przejście jest nieoświetlone. Idę, „schodki” biegną ukosem do góry, w prawo. Piszę „schodki”, bo tak naprawdę to jakiś tunel, pełen występów dokoła całego swojego przebiegu. Musimy się w nim poruszać jak dżdżownice (!)

Idę pierwszy, blokując się całym ciałem o otaczające mnie ściany przejścia. Przewodnik idzie za mną, jest zachwycony tą przygodą. Wychodzimy na zewnątrz. To zewnątrz to skrzyżowanie strychu z balkonem widokowym, jak na wieży albo murach obronnych zamku. Widok, jaki się stąd roztacza, jest imponujący!
Na równi z poziomem, na którym znaleźliśmy się, wychodząc na dach, po prawej stronie, jest skarpa ziemi (!). Po lewej widzimy kwadraty, tak jakby były to ostatnie piętra budynków pozbawionych dachów. Powstały w ten sposób naturalne zbiorniki na wodę. Demonstrując je przewodnikowi, używam określenia – cysterny! Woda połyskuje gdzieniegdzie obramowana resztkami ceglanych murków. Przewodnik jest zafascynowany przemyślnością mieszkańców. Mówi nawet:
Tej wody wystarczy na zaspokojenie wszystkich potrzeb mieszkańców na dole.
(Mamy zatem symboliczny opis podróży do urojeniowo wyobrażonej przestrzeni poziomów brahmanicznych 8. W dole widzimy kwadratowe zbiorniki wodne co odpowiada pierwszym formom szeroko pojętej Duszy 6-8.)
Po prawej stronie, jak już wspomniałem, na skarpie, widzę ulicę biegnącą w głąb ekranu śnienia, a po jej lewej stronie wysoki siatkowy płot (matryca 8/1), jaki widujemy przy boiskach do gry w piłkę albo tenisa. Zaraz za płotem, na boisku, moją uwagę przyciąga słupek podobny do tych na poczcie albo w banku, służących do recepcji klientów. Odnoszę wrażenie, że to jest urządzenie do wystrzeliwania piłek albo jakichś rzutków (jednym słowem ma związek z grą /rywalizacją).
Wchodzimy z przewodnikiem na skarpę. Prowadzę go w stronę komórki, o której wiem, że to jest nasz strych i tam trzymamy wszystkie te rzeczy, które chciałbym przewodnikowi pokazać( To minusowo wyobrażenie Nieprzejawienia 8-12).
Podkreślam, że tutaj to nawet żona nie ma dostępu. Podchodzimy, mając komórkę nieco z lewej. Mijam komórkę i widzę, że wiele się wokół niej zmieniło. Przede wszystkim ktoś wyrównał teren za nią, z jej prawej strony. Widzę ślady gąsienic.
Kiedy wracam do wejścia, do komórki, widzę, że drzwi są wyłamane, czego nie zauważyłem wcześniej. Podchodzę do drzwi, tymczasem komórka nadal się zmienia. Znika na moich oczach! Po chwili nie ma już nic, jedynie kilka drzew i rozgarnięta ziemia pozbawiona roślinności. Widać wszędzie ślady gąsienic! To ślady spychaczy, może czołgów, ale nigdzie ich tu nie widzę, za to ślady ich ciągłej działalności widzę dokoła siebie!

W tej komórce miałem pokazać przewodnikowi jakieś zabytkowe przedmioty. Odwracamy się w drugą stronę , niż miejsce w którym stała komórka. Rozglądam się po okolicy zaskoczony. Nigdzie nie widać ani cystern, ani boiska, ani domu, ani komórki! Nie widać nawet miejsca, gdzie był właz, przez który tu wyszliśmy! Pokazuję przewodnikowi palcem, że tam za nami, trochę w prawo, jest zagłębienie, które może być naszym włazem.
Cały krajobraz, jaki teraz widzę dokoła, to zryta gąsienicami ziemia, równa jak stół!
Dziwne, ktoś na naszych oczach zrównał całą planetę z „ziemią”, a my nie widzieliśmy kto!
Już kiedyś miałem sen o wychodzeniu na dach/wieżę, ale tego snu nigdy nie zapamiętałem!
Jak zwykle więcej pytań niż odpowiedzi.
Pytanie o wojny/gry bogów przyniosło odpowiedź, że one toczą się wokół nas bez przerwy tyle, że ich nie dostrzegamy.

Zapytam o Semjase. Byt który rzekomo kontaktował się, w imieniu Plejadjan, z niejakim Billim Mejerem. Wielu uważa, że Billi był oszustem i mitomanem.

Nad ranem słyszę we śnie odmianę ; Dydyd – on i ona – Dydyda .
Nic więcej .

Czym dłużej zastanawiam się nad tym snem przychodzi mi na myśl coraz więcej skojarzeń.
Rozdzielnopłciowość. Kandyd i Dydona !
Sięgnąłem do encyklopedii i przypomniałem sobie o co z tym Kandydem i Dydoną chodzi. Na pierwszy rzut oka nie mają z sobą żadnego związku.
Dydona to córka króla Tyru. Założycielka Kartaginy. Obiecano jej ziemię tak wielką jak skóra wołu. Pocięła więc skórę na paski i obwiodła rzemieniem spory obszar na którym powstała Kartagina.
Kandyd na początku powiastki Woltera żyje w cieplarnianych warunkach (“raju”) na zamku w Westfalii (mam już ślad niemiecki).Jest karmiony przez swojego preceptora Panglossa leibnizowską filozofią optymizmu, na skutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności zostaje wygnany z tego raju i tułając się po różnych kontynentach, przeżywa nieprawdopodobne przygody, które nieustannie wystawiają na szwank jego wiarę w dobroć świata. Na końcu powiastki, Voltaire, odrzuca twierdzenie Leibniza, jakoby ludzie żyli na “najlepszym z możliwych światów” i ustami Kandyda stawia tezę, że:
– trzeba uprawiać nasz ogródek.

W zasadzie w tym krótkim zdawałoby się najkrótszym z możliwych śnie zawarła się cała odpowiedź. O nadaniu terytorium, wyzbyciu się idealizmu i podjęciu zadnia cywilizowania nowo objętych w posiadanie światów.
Zawsze uważałem że sen czym krótszy tym ma więcej do przekazania śniącemu.

Kolejnej nocy proszę Szirin ; Pokażmy co potrafimy, my śniący. A Plejadjanie kiedy już ochłoną z wrażenia niech nam opowiedzą po co tutaj przybyli ?

Jedyne co zapamiętałem to wielka szczelina otoczona pasmem jaskrawej czerwieni oraz przekaz, że Oni zajmują się oczyszczaniem/konserwacją przestrzeni.
Nawet tego nie zapisywałem ograniczyłem się do zapamiętania .
Nad ranem jednak pojawiły się sny które warto było zapisać.

Sporządziłem negatyw (wycisk protetyczny). Razem z szefową (czwarte piętro) zrobiliśmy za jego pomocą model-pozytyw , próbujemy zrekonstruować na tej podstawie oryginalne warunki na których chcemy wykonać planowane przez nas uzupełnienie. Pozytywowy model jest kruchy a przestrzenie pomiędzy zębami są tak wąskie że wszystko przy próbie modelowania nie trzyma się kupy. Już widzę, że do niczego się to nie nada. Ani do modelowania na nim uzupełnienia ani do późniejszego użytku jako element rzeczywistości.

Kolejny sen.
Jestem z moim znajomym na dalekim wyjeździe. (Sny o Plejadjanach śnłem równolegle z innym śniącym)
(Wyjazd, kiedy zbadać tę przestrzeń na jawie, nie jest daleki, to odległość jakichś dwustu metrów od mojego domu ! Akcja snu rozgrywa się w miejscu gdzie na jawie jest przedszkole !!!)

Jestem posiadaczem zabytkowego samochodu. Mam zamiar przewieźć tym samochodem kolegę.
Samochód jest samoróbką ale bardzo starą i już wtedy kiedy powstawał był prymitywną konstrukcją. Karoseria jest upleciona z wikliny. Zapłon jest połączony ze ssaniem i pedałem gazu, w jednej dźwigience wystającej z podłogi. Działa to wszystko z dużym opóźnieniem dlatego nie zawsze wiem jaki jest algorytm prawidłowego uruchamiania pojazdu (!).

Pierwszą próbę wykonałem samodzielnie a kolejna ma być przeprowadzona razem z kolegą. Odpycham dźwigienkę ale silnik reaguje dopiero po dłuższej chwili. Dochodzę do wniosku że nawet nie będę tego regulował bo skoro on ssie jednocześnie z dodawaniem gazu i utrzymywaniem obrotów na jednym poziomie, jednocześnie, to nie ma co kombinować.
Silnik się grzeje a ja zaglądam do bagażnika. Bagażnik jest taki mały, że torba jaką mam w ręku ledwo się w nim mieści. Zresztą, cały samochód jest mały. Tak mały, że kolega będzie chyba siedział nie obok mnie a plecami do mnie, na wiklinowym siedzeniu które ma siedziska z tyłu i z przodu, wspólnego oparcia.
Miejsce w którym jesteśmy to własność prawdziwych (!) kolekcjonerów naprawdę wspaniałych starych samochodów. Ten mój ma poziom zaawansowania technicznego porównywalny do kosza wiklinowego wyposażonego w silnik od kosiarki.
Trochę się grzebię z tym samojazdem. W końcu żona zniecierpliwiona czekaniem na mój powrót, dzwoni pytając kiedy będę .
Wracam, budząc się.
Oni podczas podróży kolekcjonują stare świadomości, konserwują je ale i oczyszczają przestrzeń z rupieci. Kolekcjonują takie świadomości które są naprawdę zaawansowane w swoim rozwoju. Moja jest śmiesznie prymitywna. Kolekcjonerzy są z tej strony szczeliny czyli pochodzą z naszego Przejawienia.
Jednym słowem od nas niczego nie chcą. Wręcz starają się nas spławić i zniechęcić do interesowania się nimi.

Nie to żebym poczuł się dotknięty. Ostatecznie przekazali mi to dość zgrabnie a właściwe to ja sobie sam to pokazałem.

Poproszę zatem w pojednawczym, nie pozbawionym jednak przekąsu tonie :
Skoro jesteście tacy rozwinięci to nauczcie mnie czegoś.

Przez całą noc jestem niewidzialny !!!
To niewidzialność ciała fizycznego które jest nadal fizyczne tyle, że jest niewidzialne dla otoczenia. Chodząc muszę uważać aby nie potrącić kogoś bo wtedy on może się zorientować że jestem w jego pobliżu. Podobnie jest z chodzeniem w miejscach gdzie jest cicho, muszę uważać aby nie nadepnąć czegoś szeleszczącego i nie zdemaskować w ten sposób swojej obecności. Budzę się w nocy kilka razy i kiedy zasypiam na nowo wciąż wracam do tej niewidzialności.
Wchodzę do mieszkań , miejsc ustronnych. Jakiejś kobiecie wszedłem do toalety kiedy właśnie siedziała na sedesie, mijam obcych mi ludzi w trakcie libacji, są nadspodziewanie swobodni w obyciu.
W tej swojej niewidzialności chodzę pomiędzy zwykłymi ludźmi. Przez całą noc. Nigdy nie miałem jeszcze takiego śnienia !
Nad ranem stoję w niewielkiej kolejce do bardzo sławnego profesora. Przede mną czekały jeszcze dwie kobiety ale szybko nadeszła moja kolej.
Staję na przeciw profesora i opowiadam mu szczegółowo o swoich dolegliwościach związanych z przewlekłą chorobą. Robię to jednak w taki sposób o jakim na jawie nigdy nie pomyślałem. Opowiadam o wszystkich , nawet najdrobniejszych, swoich bólach szczegółowo, zaczynając od wczesnego dzieciństwa aż po dzień dzisiejszy.
Kiedy zaczynam się budzić tło snu przesuwa się z lewej na prawo i dociera do mnie komunikat, że cała podróż tej nocy składała się z jednostek wartości dwóch tysięcy (dolarów) każda a wszystkich wybranych resorów(!) było pięć tysięcy !
Jednym słowem informacje jedynie wybrane z wybranych. Widać moje ograniczenie a ich drobiazgowość w informowaniu. Najciekawsze jest to że przed zajęciem się Plejadjanami planowałem zapytać, nawet sobie to już zapisałem w kajecie, czy na Ziemi mieszka równolegle z naszą jakaś niewidzialna cywilizacja(Jest taka idiotyczna teoria). Zdaje się pokazali mi, że znają moje plany równie dobrze jak ja sam. Oni sami są taką cywilizacją. Zapewne nie jedyną.

Pytam ; Czy mam do czynienia z kosmitami czy ze swoimi wyobrażeniami o nich ?

Wszystko dzieje się na ulicy biegnącej prostopadle do mojej. Krzyżującej się z nią, poniżej mojego domu.
Po lewej stronie idąc na prawo , z obszaru symbolizującego (nie jest to dosłownie czwarte piętro tylko jego obraz(rzut) na poziomie poprzecznej ulicy ) mieszkanie szefowej , wychodzi jej zbuntowany syn . Godzi się na życie w zgodzie z rodzicami pod warunkiem że będą mu płacili kieszonkowe w wysokości czterech tysięcy trzystu złotych .
(4+3+00, w tek liczbie mamy zakodowany poziom astralny i mentalny ale bytów z przestrzeni 6-8)
Wydaje się gówniarzowi, że jego rodzice mają obowiązek alimentacyjny wobec niego, tymczasem jest już dorosły i powinien wziąć się sam do roboty.( Czyżby to był przytyk do nas, ludzi ?)
Idę w tę sama stronę co on, przed chwilą, czyli to jednak o nas chodzi (idę z lewej na prawo) , pchając przed sobą kosiarkę. Ścinam wyrośniętą trawę(zieleń 3) na obrzeżu biegnącym wzdłuż poprzecznej ulicy.
Spotykam kolegę który brał kiedyś udział w moim śnie o kosmitach z planety podobnej do Ziemi odkrytej całkiem niedawno przez naszych astronomów .
Tłumaczę mu żeby się nie denerwował bo jego żona spotkała się z pewnym facetem jedynie w celach szkoleniowych(facet był tylko instruktorem)i nie chodziło tam o żadne romanse.

Zaglądam do białej(!) lodówki w której na środkowej półce na talerzu leży kilkunastocentymetrowa sztaba zamarzniętego zielonego(-3) szpinaku. Sztaba przełamuje się w proporcji 4/3 . Pod spodem leżą dwie foliowe torebki, chyba również z zielonym szpinakiem ale nie moim(!).
Te torebki nie są moje ale ich zawartość nie jest niedobra, jest jedynie nieco inna od mojego zielonego szpinaku .
Nad niewielkim oczkiem wodnym obok leżącego na jego obrzeżu kamienia trzymam niewielkiego węża/węgorza którego przyniosłem albo pozwoliłem mu przyjść z prawej strony. Wszyscy myślą, że jest groźny ale ja uważam, że to są tylko pozory.
(Zaczyna się historia o kuszeniu które okazało się przekazaniem ludziom cudzego „zakonserwowanego”, na dodatek minusowego ciała astralnego!)
Obok siebie, na jednej wysokości, stoją lodówka(funkcja zestalająca-opadająca) i piecyk (funkcja ogrzewająco-wznosząca).Obydwa urządzenia są białe(poziom 6)
Jednym słowem kosmici to byty z poziomu astralnego (stare byty) które istnieją obiektywnie i nie są jedynie naszymi wyobrażeniami o nich mimo, że spotykamy ich na poziomie astralnym(zieleń3/-3) różnią się od naszych astrali wiekiem. My to kapryśni, interesowni małoletni egoiści. Oni biorą udział , podobnie jak my, w obiegu świadomości w Przejawieniu . Wygląda na to że to nasi dawni instruktorzy z początków ewolucji ludzkiej świadomości !
Nie tylko nasi ale również innych mało rozwiniętych cywilizacji .
„Wąż” nie był złem, on nas obdarzył a raczej obarczył zrozumieniem/urojeniowym swojej odrębności jako bytów. Oczywiście mój dom to symbol miejsca z którego prowadzę codzienny proces umysłowej percepcji, tu na Ziemi.

Pytam czy kosmici wnikają do naszej wyobraźni (do ciała astralnego i mentalnego ) dopiero poprzez zamanifestowanie się nam na poziomie fizycznym czy bezpośrednio ze swojego poziomu astralnego?

W nocy przeżyłem oblężenie. Obserwowałem wszystko z najniższego poziomu mojego domu (z sutereny).Widziałem jak Oni pogrążeni w ciemności chodzili dokoła domu. Najpierw próbowali sforsować wejście od frontu potem próbowali dostać się na wyższe piętro od ogrodu (3) , tego poziomu pilnowała żona. Nie mogłem podążyć jej ze wsparciem bo musiałem monitorować dół.
Nie wiedziałem ilu Ich jest i czy nie będą próbowali włamać się z kilku stron jednocześnie.
Próbowałem wybrać numer policji ale nie mogłem ogarnąć obydwu czynności jednocześnie. Mam na myśli pilnowanie i wzywanie pomocy.
Dopiero nad ranem kiedy zaczęło robić się jasno odeszli na dół, w kierunku z którego wczoraj szedł w stronę mojego domu syn szefowej z czwartego piętra.
Kiedy już było jasno wyszedłem przez drzwi garażowe przed dom.
Z zewnątrz otworzyłem drzwi wejściowe do domu ale nie wchodziłem nimi do środka, wróciłem do garażu. Kiedy wyszedłem, po chwili, znowu, przed dom ktoś znajomy stojący przed nim ostrzegł mnie, że otwartymi przed chwilą, przeze mnie drzwiami wejściowymi, wszedł ktoś niepożądany. Wszedłem przez nie na klatkę schodową i usłyszałem, że na piętrze siostrzanym(społecznym) ktoś z siostrą rozmawia.
Pytam siostrę , stojąc na dole, czy nie jest to ktoś z nocnych napastników ale w odpowiedzi słyszę głos mojego kolegi ze studiów, co mnie we śnie uspokaja. Wierzę koledze na słowo więc nie idę na górę tylko wychodzą ponownie przed dom.
Budzę się .
To była próba opanowania mojego umysłu (ciała astralnego i mentalnego ) w nocy, wtedy kiedy jego świadome funkcje są zazwyczaj wyłączone. Ciekawe, że w dzień nie trzeba było się jakoś specjalnie przed nimi bronić mimo, że jeden z nich pod postacią znajomego z młodości dostał się do świadomości społecznej(zbiorowej), widocznie mój umysł za dnia jest odporny (krytyczny) na takie ataki. A może mi się tylko tak wydaje i to właśnie wtedy nieświadomy niczego ich wpuszczam .

Pytam czego oni ode mnie chcieli w nocy ?

Kupiłem po lewej stronie używaną sekretarkę automatyczna. Taki ciemno szary panel bez telefonu. Nowe urządzenie jest dość kosztowne, dla mnie początkującego wystarczy używane. Pochodzenie ma udokumentowane, należała do jakiejś kobiety której firma splajtowała więc urządzenie do rejestracji rozmów (!) nie jest zużyte. Jest nawet nieco zakurzone. Tylko jeden element jest pozbawiony tego nalotu, to środkowy klawisz – PLAY.
Urządzenie do odsłuchiwania głosu kupiłem za pieniądze ze swojej rezerwy finansowej(energetycznej) w kwocie jednego tysiąca złotych( 000 to Nieprzejawienie 8-12). Urządzenie nowe kosztowało by chyba ze dwa i pół tysiąca .
Jednym słowem ten kontakt odziedziczyłem po kimś kto dał sobie już spokój z rozmawianiem z kosmitami. Ciekawe co kosmici mają mi do powiedzenia ?
Proszę o odsłuchanie wiadomości jakie pozostawiono dla mnie na sekretarce.

W moim domu, w fotelu, tak jak by to było w gabinecie, siedzi mężczyzna. Zrobiłem mu w ustach coś nieokreślonego , szczegółów w ogóle nie pamiętam.
Kiedy mężczyzna żegna się ze mną i wychodzi z mojego domu drzwiami na ulicę , ja wychodzę drzwiami ogrodowymi (3), za domem aby zobaczyć jak będzie odjeżdżał.
Widzę jak kilkanaście metrów nad domem sąsiadów z lewej strony , bardzo wolno, przelatuje wielki samolot myśliwski. Domyślam się że to jego pojazd.
We śnie mnie nie dziwi to, że pacjent przyleciał samolotem wojskowym ani to, że leci z szybkością rowerzysty nie spadając, nawet to, że w ogóle niczego nie słychać.
Przecież ciąg silników powinien zwiać blachę z dachów okolicznych domów a ich ryk byłby nie do wytrzymania .
Samolot „przespacerował” się w jedną stronę i zniknął za domami potem wyleciał z drugiej strony i znowu przeleciał nade mną .
Pomyślałem, że trochę się facet popisuje i chce zrobić na mnie wrażenie. Po chwili zobaczyłem go nadlatującego jeszcze z innej strony.
Znowu wolno przeleciał nade mną.
Coś mnie zaczyna jednak we śnie zastanawiać. Zaczynam podejrzewać, że to nie jest jeden i ten sam samolot.
Kiedy samolot po raz trzeci przeleciał nad moim ogrodem i znalazł się nad ogrodem sąsiadów, tym razem, tych po prawej stronie, zaczął jeszcze bardziej zwalniać. Wyglądało to jak odwrócenie ciągu silników. Samolot zaczął przechylać się tyłem ku ziemi. Wyglądało to jak przeciągnięcie mogące doprowadzić do katastrofy.
Myślę sobie zaraz spadnie! Będzie masakra!
Samolot zaczął się cofać i tyłem opadać ku ziemi.
Po chwili, z poza drewnianej komórki jaka stała , tylko we śnie, na posesji sąsiadów, usłyszałem głuche PUFFF i zobaczyłem niewielki obłok dymu a może kurzu. Niestety nie mogłem widzieć co się stało z samolotem bo wszystko zasłoniła mi komórka!
Pobiegłem w stronę płotu aby spojrzeć z za komórki na miejsce katastrofy. Może trzeba wyciągnąć pilota ?! Może przeżył ?! Podbiegam do ogrodzenia i widzę, że samolot stoi na kołach.
Nie widać żadnych uszkodzeń a pomiędzy mną a samolotem stoi wielościan obok którego przechodzi pilot wraz z kobietą z załogi samolotu . Przyglądam się im. To nie jest mój pacjent to ktoś całkiem Obcy(!) .Spoglądam na samolot ma na kadłubie godło Luftawafe!
Niemcy !!!
Wygląda na to, że to kolega mojego pilota.
Kiedy się budzę mam gonitwę myśli. To obcy i ich pojazdy! Niemców widzę nie po raz pierwszy. Na Nowej Zelandii stacjonowały statki „Hiszpanów” te są „Niemieckie”. To prawda, z Niemowami -Niemcami miałem już wiele kontaktów. Kiedyś powiedziano mi we śnie, że ja również jestem Niemcem. Czyżby to oznaczało, że ja mam jakieś bliskie związki z Obcymi ?

Zasypiam w trakcie tych absurdalnych rozważań.
Na poziomie ZR.
Stoi przede mną mężczyzna. To chyba ja sam, stoję przed sobą Obserwatorem (7).
Cała powierzchnia ciała mężczyzny stojącego naprzeciw mnie jest pokryta ornamentami. To drobne litery wyrzeźbione na powierzchni całego jego/mojego ciała.
Wygląda to jeszcze ciekawiej niż w „Pillow book” bo litery są trójwymiarową płaskorzeźbą !!!

Otwieram oczy aby to zapisać i modyfikuję pytanie zadane na początku nocy .

Pytam ; Co na mnie zostało napisane/nagrane ??? Co to za informacje , co to za wiedza ???

Przyjechałem wraz z kamerzystą na nagranie reportażu interwencyjnego. To wbrew pozorom relacja z przyjemnego zdarzenia które zaszło w wieżowcu( wielopoziomowa Świadomość Przejawienia), na wysokim piętrze. Mamy jeszcze trochę czasu do nagrania więc zaczynamy rozglądać się dokoła.
Prowadzę kamerzystę, niosącego na ramieniu wielką telewizyjną kamerę, piętro niżej.
Skądś wiem, że tam warto pójść.
Na tym piętrze, po prawej stronie, są drzwi na których zawieszono tablicę z nazwą organizacji która tu działa.
Napis jest typowy dla pisma Obcych w poza( Bardzo podobny do liter alfabetu enohiańskiego Johna Dee, kreski z kółkami na końcach albo w środku, kiedyś już badałem te litery pojawiające się od czasu do czasu w snach. W naszym świecie dwuwymiarowe, w Ich świecie to znaki kodujące trójwymiarowe obrazy. Skądś (Niemowy-przekaz pozawerbalny) wiem, że jego treść mówi o tym, że to filia administracji, delegatura, pewnego rodzaju ich woluntariat w tym bloku (!)

Naciskam na klamkę w drzwiach. Są zamknięte a właściwie chyba ktoś je, z tamtej strony, trzyma. Naciskam mocniej. Drzwi nieco ustępują. Na tyle aby przez szparę porozumieć się z kobietą która jest wewnątrz.
Mówię do niej, że przyszliśmy na nagranie. Kobieta po chwili wahania uchyla drzwi nieco szerzej i wpuszcza nas do środka.
Wślizgujemy się przez skąpo uchylone drzwi i witamy z dwiema kobietami które zastajemy w środku. W pomieszczeniu jest dość ciemno ( to typowe dla UFO z moich snów ) , tak jakby ktoś zasłonił kotary w oknach i nie włączył światła wewnątrz, mimo to kobiety są dość wyraźne. Ta z lewej jest bardzo ładna, ta z prawej jakaś taka… nico podobna do napisu na drzwiach, nieuporządkowana na twarzy.

Zachowujemy się jak typowa ekipa telewizyjna, dość nonszalancko.
Mówimy ,że przyszliśmy na reportaż. Zaczynamy kokietować kobiety.
Tymczasem kobieta stojąca z prawej wycofuje się z pomieszczenia, pozostawiając tę ładniejszą z nami.
Myślę sobie ; zdecydowały, że ta ładniejsza będzie udzielała wywiadu.
Zanim jednak dochodzimy do porozumienia również druga kobieta idzie w kierunku drzwi, za którymi zniknęła pierwsza.
Nie otwiera ich jednak.
Włącza w ich lewym górnym rogu migającą lampkę. To chyba ma oznaczać aby tamtej nie niepokoić.
Domyślam się tego ponieważ kobiety nie mówią ani słowa (!). Kobieta która odeszła pierwsza zdecydowała o tym dopiero kiedy odwróciliśmy na zadrukowaną stronę plakietkę firmową naszej stacji (TVN), którą miałem na szyi, zrobiłem to aby pełniej się zaprezentować.

Kiedy ładniejsza z kobiet wraca po chwili ,na środek pomieszczenia, proponuje mi , myślą i gestem, zrobienie zdjęcia jej aparatem.
Przynosi niewielkie rudobrązowe pudełko, bez obiektywu.
Trzyma aparat w ten sposób, że moja głowa znajduje się dużo niżej niżby to wynikała z kadrowania zwykłym aparatem. To tak jakbym siedział albo klęczał przed nią albo ona nagle zyskała na wzroście ze dwa metry. Nie zauważyłem aby podnosiła ręce! ( Zepchnięcie w minusowość urojeniową, zachwianie mojego potencjału świadomości)

Kobieta wykonuje dwa zdjęcia, nie widziałem aby błysnęła lampa. Trochę mnie to dziwi, jest przecież prawie ciemno, niemniej sposób w jaki kobieta posługuje się aparatem świadczy o dużym obyciu. Ma zapewne super czuły film i w tym tkwi tajemnica.

Kobieta pokazuje nam zdjęcia jakie wykonała. To dziwna technika. Na gotowe zdjęcie, na którym w teatralnych pozach widać kilka postaci, na twarz jednej z nich jest nakładany obraz mojej twarzy.

Obydwa zdjęcia są mroczne, jedynie moja twarz jest wyraźnie jaśniejsza, od twarzy osób mnie otaczających na zdjęciu i od samego tła. Swoją kompozycją, zdjęcia przypominają te ze spektaklów teatralnych.
Pierwsze z nich przedstawia spektakl Nędznicy. Postacie kloszardów stoją dokoła mnie, w różnych pozach. Moja jasna twarz, komponuje się w całej tej scenerii, bardzo dobrze.
Druga fotografia to spektakl dużo bardzie frywolny, moja twarz jest wmontowana w postać która jest w trakcie odgrywania stosunku seksualnego.
Gdyby nie artystyczna konwencja fotografii mógłbym się poczuć dotknięty formą i sugerowaną treścią, które zdjęcia w sobie niosą ale konwencja teatralna powoduje, że są do zaakceptowania.
Potwierdza to operator z którym tu przyszedłem. Mówi że to bardzo oryginalne zdjęcia. Rodzaj fotomontażu.

Kiedy się budzę mam natłok myśli. Przyszedłem ich sfilmować we śnie a tym czasem oni prześwietlili mnie. To rodzaj nieznanego mi „ rentgena”. Kobieta która wyszła do bocznego pomieszczenia zachowała się jak technik rentgenowski. Treść zdjęć jest niczym innym jak opisem mojej kondycji i ról jakie odgrywam w biologicznym ciele. Powinienem się chyba również dokładniej przyjrzeć mojemu otoczeniu we śnie ale i pewnie na jawie . Chyba nie jest najwyższych lotów ?!
Tak oni je . . . . widzą? Ciekawe czy można im ufać ?
Jedno jest pewne, Obcy nie są moimi projekcjami, to niezależne byty które mają swoje życie, podejmują samodzielne decyzje, mają przewagę nad nami ponieważ my nie mamy świadomości ich ciągłej obecności w naszym pobliżu, wcale nie musi ona być fizyczna, w sensie w jakim fizyczność rozumiemy.

„ Byłem zaskoczony obserwacjami czynionymi przez niektóre z moich postaci. Wydawało się, że to jakaś tajemna siła porusza moim piórem. Postać nagle podejmuje jakieś działanie czy wypowiada jakieś słowa, a ja pytam się, jak on, do diabła, na to wpadł ?!” William Makepeace Thackeray

Zdarzenie z fotografowaniem,przez Obcych mojej śniącej świadomości, stało się dla mnie inspiracją do samodzielnego fotografowania we śnie; siebie, poziomów Świadomości poprzez które podróżuję jak i bytów które spotykam w czasie sennych podróży. Tło na takiej „fotografii” często więcej mówi niż sama postać.