„Żadna rzecz nie powstaje w czasie, lecz w każdej rzeczy czas powstaje na nowo i bezpośrednio z wieczności; i choć nie o każdej rzeczy można powiedzieć, że była na początku czasu, to początek czasu jest w każdej z rzeczy, i to w każdej rzeczy jest równie wiekuisty początek. Każda jednostka powstaje bowiem przez ten sam podział, przez który powstaje świat, a zatem równie początkowo, jak jej własny punkt środkowy czasu. Także jej czas jest w każdej chwili całym jej czasem i stając się zgodnie z porządkiem czasów, nie staje się w czasie. Tylko przez to, że poza nią są także inne istoty, które mają w sobie czas, staje się możliwe porównanie jej czasu do czasu innych istot. Przez to dopiero, mianowicie przez porównanie i pomiar różnych czasów, powstaje tamten pozór czasu abstrakcyjnego, o którym śmiało, można powiedzieć, że jest czystym sposobem naszego wyobrażenia, który nie tylko nie jest konieczny i wrodzony, lecz jest przypadkowy i nabyty. I przeciwko temu pozorowi skierowane są wszystkie te zarzuty, które od zawsze podnoszono przeciwko realności czasu.”
                                                                                   F.W.J. Schelling;Weltalter-Fragmente

 

Czym się różni Świadomość uwolniona od deformującego działania umysłu, od tej wciąż związanej z biologicznym umysłem?

Szykuję się do wyjścia. Jestem na dziesiątym piętrze. Mam przynieść ciało wyraźnie(!) widzialnego ojca, które leży na samym dole, w Ogrodzie Botanicznym, za dwupasmową drogą tranzytową.

Wybieram się bardzo powoli, ma mi towarzyszyć, wyraźnie(!) widzialna matka.

Szukam odpowiedniego czarnego(!) worka, ale nie mam już dużych, pojedynczych(!), tylko całą rolkę worków wielkości połowy wymaganej długości. Włożę ojca do dwóch(!) worków. Jeden nałożę na niego z góry, drugi z dołu. Przywiozę go ogrodniczym (!) wózkiem na dwóch(!) kołach.
Na dziesiątym piętrze jest cała rodzina, ale w tej chwili są niewidoczni(!). Pochowali się chyba? Czyżbym teraz to ja miał zostać ojcem rodziny ?

Trochę mnie niepokoi moja powolność(!). W momencie, kiedy przychodzi mi na myśl, że ciało ojca już napoczęły wałęsające się psy(!), budzę się.

Kiedy ponownie zasypiam, siedzę po prawej stronie stołu. Bliżej Obserwatora ekranu, siedzi ojciec. Kiedy z lewej strony stołu, podchodzi jakiś mężczyzna, ojciec deklamuje:
-In nomine patri et fili et . . . omnipotent deo.

Po przebudzeniu trochę mnie dziwi, że pominął „Sanctusa Spiritusa”, znowu zasypiam.

Obraz snu przedstawia tę samą konfigurację osób tyle, że teraz to my podchodzimy a ten trzeci, jest trzepoczącym kłębkiem piór, ptakiem w rozedrganiu (okazało się, że to był niewymieniony z imienia Duch Święty, ale dlaczego ma charakter męski ? ). To jednak nie jest orzeł, wygląda raczej na bażanta! (Samca)

Jak widać, coś tu poodwracano, w lustrze 5/6, zapewne to właśnie sprawka umysłu.

Kolejnej nocy zadając to samo pytanie, o różnicę pomiędzy Świadomością bez obciążenia ludzkim umysłem i tę z umysłem.
Śnię o tym, że na ulicy Początkowej w miejscu, w którym wchodziłem na drabinę, we śnie o Księdze Umarłych, znajduje się niski murek. Murek kończy się równo z ulicą Początkową, która odbiega tutaj od al. Warszawskiej.
Z jakiegoś powodu nie mam pewności czy spory plik pieniędzy(2) będzie bezpieczny, w moim domu (poziom mentalny 4) przynoszę go, zatem tutaj i zamurowuję w czołowej części tego niewysokiego murku.

Kiedy po jakimś czasie wracam w to miejsce, widzę, że murek został wyremontowany. Obłożono go płytkami, co więcej, przedłużono tak, że teraz przebiega przez ulicę Początkową. Stoję i zastanawiam się, czy Budowniczy znaleźli moje pieniądze. Pewnie tak. Nie jest wykluczone, że dzięki nim sfinansowano przedłużenie murku.
Teraz już jest za późno, aby komukolwiek udowodnić, że były moje. Co mnie podkusiło, aby je tutaj schować ?
Mam w tym śnie jakiś ambiwalentny stosunek do tej straty i żal mi tych pieniędzy i jednocześnie mam do tego dystans i mi ich nie żal.
Co ciekawe nowy murek, kiedy mu się przyglądam z żalem, jest całością przebiegającą poprzez ulicę, a kiedy bez żalu jest fragmentem bez ulicznej dobudówki tyle, że i w pierwszej i drugiej wersji jest już obłożony po nowemu, płytkami.
W momencie, kiedy jest krótszy, pomiędzy płytkami w miejscu, gdzie zamurowałem pieniądze, widzę pomiędzy kafelkami sporą Szczelinę(!).

Zapewne sen ma całkiem oczywiste przesłanie. Chodzi o mój brak zaufania do gromadzenia energii/bogactw/refleksji w umyśle. Tymczasem gromadzenie ich na zewnątrz, poza umysłem, mimo że jest poza moją/naszą kontrolą a ich wykorzystanie/przeznaczenie nie należy do nas, budzi większe zaufanie. Co ciekawe, żal za utratą walorów mentalnych powoduje zagrodzenie dalszej drogi Aleją Warszawską, ku Stolicy.

Drugi śniący:

Miałem krótkie sny, ale chyba treściwe. Poza tym zaczynam coraz bardziej doceniać poczucie humoru przewodników/duszy.
Zaczniemy od cytatu Wielkiego mułły z mojego snu: “Czystość dupy musi być rozpatrywana przed, a nie po procesie badawczym!”
Czyżby porównywali umysł do dupy? Miałoby to pewne sensowne wyjaśnienie.

(Ja stawiałbym na Szczelinę, chociaż dupa to jej obraz niejako minusowy, obniżony według mapy Człowieka Kosmicznego z ust do tej poniżej pasa. Jej czystość ma być realizowana, zanim zaczniemy myśleć (badać) a, nie próbować oczyszczenia dopiero po analizie mentalnej 🙂 JB)

Sen kolejny. Oczywiście był bardziej fabularny, ale liczy się treść — mieliśmy zespół, który musiał grać, nie to, co lubimy grać, ale to, co się „sprzedawało” – o to dbał nasz manager i choć członkowie grupy się buntowali, to robili, co do nich należy. (To tyrania umysłu i odstąpienie od Konieczności, która tak naprawdę jest radością dla Świadomości. JB)

Sen kolejny. Idąc gdzieś (chyba Katowice) drogą, bardzo wczesnym rankiem; powiedzmy jakaś 3-4, spotkaliśmy z żoną mojego kuzyna. Najpierw muszę coś o nim powiedzieć- to facet bardzo ułożony, biznesmen, bardzo inteligentny, mający umiarkowany luz i niestroniący od imprez. Spotkaliśmy go jednak powracającego do domu, był jakiś taki skulony, ze wzrokiem rozlatanym, w poszarpanym sweterku, przeszedł obok, nas nie poznając. Mówię więc do niego: Cześć! Nie poznajesz nas?
Spojrzał na nas, ale dalej nie jestem pewien czy nas poznał, przynajmniej w pierwszym momencie potraktował nas jako wspólnych imprezowiczów, woli nas zatem traktować przyjacielsko.
Żona, ponieważ nie bardzo lubi używki, mimo iż lubi i szanuje kuzyna, zaczęła mnie szarpać za rękaw.
Ja mimo wszystko chciałem się przyjrzeć mu, bo nigdy w takim stanie go nie widziałem, i nawet nie mógłbym sobie tego wcześniej wyobrazić! Kuzyn powiedział, siląc się na uśmiech: uważajcie na chłopaków, mają baaaarrrrdzoooo moooooccccccneeeee paafffff, paaaaffffff (paf, paf – to w żargonie ludzi palących marihuanę – jointy lub po prostu sama marihuana).

(Sądzę, że to minusowo urojeniowy (czarny) obraz Ojca 10, który na ludzki rozum(!) wydaje się być nieco szurnięty albo odurzony. San obrazuje zatem działanie umysłu i jego sposób wnioskowania zniekształcający obiektywny obraz. JB)

Później jechałem autobusem, ale żona przeszła/zamieniła się w moją matkę. Na takim dziwnym zakręcie był przystanek i mama zaproponowała nam, abyśmy poszli do baru coś zjeść, ale ja stwierdziłem, że nie jestem głodny — choć jeżeli mama ma ochotę to oczywiście, możemy wstąpić, coś przekąsić. Wyszliśmy z autobusu i poszliśmy do baru.
(Wyrzucenie przez Matkę na zakręcie (odśrodkowo), w karmę umysł zinterpretował jako dobrowolny akt woli śniącego. JB)

Ja. Ponawiam pytanie.

Są dwie (!) strony. Jedna ze stron stosuje podpórki myślowe, takie umysłowe kombinacje. To w jakimś sensie jest przydatne i czasem działa, ale jest niezbyt istotne. Druga strona ich nie stosuje.

Jadę z ojcem i z kimś trzecim [Na początku śnienia okazał się potencją Ducha Świętego(Sophia jest rodzaju żeńskiego), jego strojnym- samczym obrazem].
Ojciec jest mało wyraźny(a zatem Nieprzejawiony 8-12), ten trzeci jeszcze mniej.(jednym słowem to już Duch Święty-przejawiający się-przestrzeń, żeńskość ).
Jedziemy w stronę Stolicy, jesteśmy w okolicy tranzytowej dwupasmówki. Ojciec cały czas opowiada mi o jakimś domku w ogrodzie (chodzi o Ogród Botaniczny-3 z pierwszego snu i jego „martwe ciało” w nim spoczywające. Dom jest urojeniową wersją Nieprzejawienia 8-12)
Słucham go jednym uchem, bo co mnie obchodzi jakaś stara chałupa. Tymczasem okazuje się, że on mówi o jakimś nowym czy już odnowionym budynku, jakimś takim dwudzielnym. No to mówię, że fajnie i że można by go obejrzeć, ale tak naprawdę ten, chyba przygotowany dla mnie dom, nic mnie nie obchodzi.

Mamy zatem przykład wspomnianej dwudzielności. Umysł zniekształca przekaz z Nieprzejawienia, nadając mu zrozumiałe dla samego siebie obrazy. Trup, ogród, ojciec, dom etc. to obrazy, jakie nadaje umysł polom Świadomości, które tylko tak są dla niego zrozumiałe. Nie byłoby nic w tym złego, gdyby nie traktował ich dosłownie, nadając dodatkowo im zabarwienie emocjonalne.
Ogród botaniczny jest doskonałym symbolem zielonej kolekcji takich myślokształtów podbudowanych emocjami.

Drugi śniący.

Cały sen, który pamiętam, czyli sen nad ranem, opierał się na tym, że obserwowałem ufo na niebie i nagle dotarło do mnie, że oni właśnie obserwują mnie! Wówczas się zdenerwowałem, przestraszyłem i zacząłem spierniczać do domu, ale szło mi to strasznie opornie, a miałem do domu dość daleko. Charakterystyczne dla tego snu była obserwacja topografii terenu. Tak jakbym się jej bardzo przyglądał z góry, obserwowałem ją i analizowałem. Tyle tylko…

No i właśnie o to chodzi. To dwa stany twojej świadomości. UFO pełni tu role Świadomości Obserwującej umysł , ten traktuje ją jako Obcego, nie chcąc połączyć się z nią, zrezygnować z własnej interpretacji tego, co postrzega zmysłami 🙂

„Wszystkie interpretacje mechaniki kwantowej napotykają dwa główne problemy. Po pierwsze, z teorii tej wynika istnienie dużo więcej „wyposażenia” w świecie, niż widzimy. Sugerowałem, że „brakujące wyposażenie” to po prostu inne momenty czasu, których nie można dostrzec, ponieważ doświadczamy tylko jednego naraz. Drugą kwestią jest to, dlaczego nasze doświadczenie tak silnie sugeruje istnienie makroskopowego wszechświata z jednoznaczną, niemal klasyczną historią”.

                                                                                                                   Julian Barbour- „Koniec czasu”

 

Otóż może się właśnie okazać, że owa konkretność, skończoność i ciągłość logiczna zdarzeń jest tym, co może maskować prawdziwą naturę wszechrzeczy. Doświadczamy bowiem tylko tego, co jest prawdopodobne. To, co obserwujemy, jest zawsze zbiorem, bądź też ogółem obiektów jakichś określonych kategorii.
Widzimy wiele rzeczy naraz, ale jest to liczba ograniczona. To, czego doświadczamy w formie zmysłowej, co leżało u podstaw sformułowań fizyki klasycznej- postrzeganie położenia i ruchu jednocześnie może maskować prawdziwą naturę rzeczy, co mechanika kwantowa wyraża w taki sposób, że położenie obiektu możemy określić kosztem całkowitej utraty informacji dotyczącej ruchu. Mechanika kwantowa przepoławia dostępne obserwatorowi dane. Może się jednak okazać, że to nie przepołowienie, ale tożsamość, którą umysł postrzega jako nietożsamą ze względu na swój sposób percepcji.
Dorabia teorię ruchu do postrzegania różnych możliwych położeń obiektu, według zasady logiki linearnej, jaka go determinuje. Nie dostrzega wszystkich możliwych pozycji obiektu, które tworzą pole wszystkich możliwych położeń, mgłę barahmaniczną(6-8) z której nasze zmysły wyodrębniają logicznie powiązane historie.

Można skonstruować pakiety falowe z silnie przejawiającymi się właściwościami korpuskularnymi, ale da się tego dokonać tylko w bardzo ściśle określonych warunkach. Muszą być sprowadzone do niewielkiego zakresu kierunków i długości fal, należałoby również odpowiednio zestroić ich amplitudę, a przede wszystkim wszystkie fale musiałyby nakładać się na siebie w jednym punkcie. Mechanika kwantowa nie określa w żaden sposób, co miałoby w naturze być powodem owej harmonii.
W rzeczywistości falowy obraz wszechświata nigdy nie da jego korpuskularnego obrazu. Rzeczywistość jest rozmyta, a o stopniach prawdopodobieństwa korpuskularnej koncentracji fal decyduje sposób/typ postrzegania obserwatora. Każdy typ umysłu konstruuje swój własnych wszechświat, wybierając go z pola wszelkich możliwości. Co określa prawami przyrody. Czyniąc pewne historie dozwolonymi lub nie, jeżeli nie spełniają praw, które są algorytmami wybranego typu świadomości.

Ludzie z pewnym rodzajem obrażeń mózgu nie widzą ruchu tam, gdzie normalni ludzie ruch widzą, Steven Pinker w swojej ksiażce „How the Mind Works”, pisze:
„mogą dostrzegać obiekty zmieniające swoje pozycje, ale nie widzą ich ruchu.- jest to syndrom, do którego logicznej niemożliwości istnienia próbował mnie kiedyś przekonać pewien filozof. Strumień herbaty z dzbanka nie płynie, ale wygląda jak sopel lodu; filiżanka nie napełnia się stopniowo herbatą, ale jest pusta, a następnie nagle pełna”.

Zatem ruch jest tylko logicznym dopełnianiem się bliskich sobie przestrzennie chwil aktualnych, które mózg łączy w sobie przypisany sposób.
Oczywiście śniący rozpoznają w tym Konieczność, skutek, który jest przyczyną wszystkich przyczyn doń prowadzących.