„Oświecenie w ujęciu buddyjskim istotnie wydaje się świetnie ufortyfikowaną twierdzą, której położenie nie podlega triangulacji przy pomocy słów, zgodnie z zasadą,że jeśli zapytujesz siebie, czy już dotarłeś na miejsce, to na pewno nie dotarłeś.”
„Doprawdy, to dopiero ‘dobra śmierć’-człowiek znika jako domniemana osoba i odradza się jako…nikt.” (Thomas Ligotti)

Najwyraźniej nie zaszczepiono w nas, jako ludziach, trwania bezosobowego, pozbawionego ‘ja’. Utrata ego, co zdaje się być sednem ustania, nie jest tak naprawdę, w tym świecie, nikomu do niczego potrzebna, zapewne stąd trudność w popadnięciu w ów stan. Zazwyczaj zdarza się nieoczekiwanie a czym bardziej naciskamy na jego osiągnięcie, tym bardziej jest on niemożliwy do osiągnięcia. Ego które chce samo siebie utracić jest oszustem który sam siebie oszukuje, odgrywającym przed sobą ego pragnące wyzwolenia od samego siebie.

Stan utraty ja jest zatem artefaktem bliskim patologii ludzkiego umysłu który rozreklamowany przez autentycznie oświeconych(oślepionych) lub tylko takich którzy ich naśladują. Stał się Graalem poszukiwaczy największej atrakcji duchowej, mniej lub bardziej udręczonych trudami życia a może jedynie owo udręczenie sobie wyobrażających jako wielkie.
Ernest Becker , antropolog kultury pisał ; „Jestem przekonany, iż ludzie podejrzewający, że pełne zrozumienie własnego położenia przez człowieka doprowadziło by go do szaleństwa, mają słuszność, przy czym mowa o szaleństwie w sensie dosłownym.”

Czym zatem jest utrata ego w wyniku oświecającego ustania ?
Eksplozją ja przeciążonego szaleństwem dogłębnego zrozumienia swojego statusu !
Ten kryzys może nastąpić samoistnie albo w wyniku długotrwałego prowokowania osiągnięcia tego stanu drogą medytacji. Zapffe spuentował by to w następujący sposób; zachowujemy porządek w głowach jedynie dzięki sztucznemu zredukowaniu zawartości swojej świadomości.

Gdyby nie dwukrotny proces odwracania przez mózg obrazu jaki dociera poprzez soczewkę do naszej siatkówki (granice 5/6 i 8/9) to co ujrzelibyśmy pomiędzy twardymi bryłami materii z którymi nie zderzamy się na co dzień w wyniku tej sztuczki, ujrzelibyśmy nie tylko cały świat urojeniowy który nas otacza „bezdotykowo” ale i czystą podstawę Świadomości z której wyłaniają się samoświadome byty u zarania przejawiania się. Istny horror zarania bytu wyłaniający się z brahmanicznej mgły. Wokół nas; za nami , pod nami, przed nami, nad nami i w nas ! Zbiór przybierających dowolne formy jaźni których nie potrafilibyśmy odróżnić, ani jednych od drugich ani od nas samych! W takich warunkach jedynym rozwiązaniem jest właśnie ustanie ‘ja’ i gdyby było naprawdę naszym przeznaczeniem jako ludzi byłoby powszechnie dostępne. Tymczasem Dusza 7 potrzebuje tej naszej mózgowej izolacji i podejrzewam że cała ewolucja biologicznych nośników świadomości jest jej sprawką, a to po to aby utrzymywać nas w tych dołach śmierci, trzymających się ziem pazurami życia za sprawą naszego urojeniowego ‘ja’.

Warto rozważyć jeszcze jedną kwestię, mianowicie czy utrata ‘ja’ w procesie oświecenia nie jest swoistego rodzaju wycofaniem świadomości z płatów czołowych mózgu, które są najnowszym nabytkiem ewolucyjnym człowieka, do kory starej, wspólnej wszystkim ssakom. Ot taka swoista autopsycholobotomia. Oczywiście są przypadki patologii mózgu które dają podobny oświecający efekt. Mamy zatem analogiczne egzemplum jak w przypadku stanów dysocjacyjnych w padaczce skroniowej(Dostojewskiego) i eksterioryzacji w wyniku ćwiczeń pozwalających osiągnąć OOBE/LD.

„Kiedy znika osobowa jaźń, nie ma w środku nikogo, o kim można by powiedzieć, że to ty. Ciało to ledwie zarys, powłoka pozbawiona wszystkiego, czym była dotąd wypełniona.(…)Nie było nikogo, kto myślał, nikogo kto odbierał bodźce, nikogo kto czuł. A mimo to umysł , ciało oraz emocje funkcjonowały nie zakłócenie; najwyraźniej nie potrzebowały żadnego ‘ja’ do robienia tego, co zawsze robiły. Nikt nie podejrzewał że doszło do tak gwałtownej zmiany. Rozmowy odbywały się jak wcześniej;języka używano w ten sam sposób. Zadawano pytania i odpowiadano na pytania, prowadzono samochód, gotowano posiłki, czytano książki, odbierano telefony, pisano listy.”
(Suzanne Segal- Collision with the Infinite)

Stała się ego-trupem! W szczytowym okresie ego-śmierci Segal dwadzieścia cztery godziny na dobę znajdowała się w stanie ekstatycznym. Pisała ; „Ukazał się cel ludzkiego życia. To ogrom stworzył zespół ludzkich obwodów, aby uzyskać doświadczenie siebie poza sobą, którego nie byłby w stanie osiągnąć bez nich.” Widziała we wszystkim użyteczność ponieważ wszystko służyło celom ogromu ! Tak też to się śni śniącemu. Bóg który podąża za nami szlakami naszych obwodów neuronalnych,w moim śnie było to dosłowne poruszanie się Ogromu po drukowanej płytce elektronicznej śladem mnie który szedł tymi ścieżkami.

Pod koniec życia Segal zaczęła doznawać jeszcze intensywniejszych stanów w których „Ogrom stał się dla siebie zbyt ogromny”. Zmarła wkrótce potem na niezdiagnozowanego guza mózgu.
Dlaczego tak się stało? Sny mówią, że to my jesteśmy fabryką energii dla Źródła Ogromu. I zostajemy przezeń ostatecznie pożarci kiedy tylko się w tym zorientujemy i przestaniemy ją produkować zabijając ego , źródło „prądotwórczej” iluzji urojeniowej , emocji. Co eufemistycznie możemy sobie nazywać na przykład oświeceniem, śmiercią ego, w niebo wstąpieniem, zbawieniem, et cetera.

Umysł daje się obejść ale Świadomość wciąż czuwa 🙂