Antropozofia powiada, że Szatan operuje na poziomie eterycznym, stąd – według Steinera – właśnie na tym poziomie tworzą się nowotwory. 

Szatan, według antropozofii, jest tym (są tymi), który oddziela naszą świadomość ziemską od tej jej części, którą można by nazwać naszą duszą.

Czym innym jest Lucyfer: jego domeną jest poziom astralny. Lucyfer, według antropozofii steinerowskiej, jest bratem Jezusa. Tym, który postanowił odrzucić (w ekonomii Boga) ziemskie cierpienie. Chrystus je zaakceptował. Według Steinera Lucyfer był twórcą religii, w których nacisk położono na indywidualne oświecenie. Chrystus zaś tych, które nastawione są na pracę wspólnotowego przekuwania ziemskiej kondycji, związanej z cierpieniem na rozwój duchowy. Niżej od Szatana, według Steinera, jest już tylko Aryman. Wyżej od Lucyfera, czyli na poziomie mentalnym, są Asurowie(Sorat).

I tu, po tym krótkim wstępie, którego główne tezy w dużej mierze zgadzają się z moimi doświadczeniami zdobytymi podczas podróży sennych. Opowiem wam, jaką podróż odbyłem dzisiejszej nocy.

Poprosiłem swoją duszę, aby zaprowadziła mnie w przestrzenie, w jakich bywa pewien zgryźliwy kabalista.

Przewodnik należący do tej przestrzeni (nie ten mój, który stale mi towarzyszy) przyprowadził mnie do miejsca, gdzie zbudowano dużych rozmiarów wieżę (vide – symbolika wieży w tarocie). We śnie nie zorientowałem się od razu, że jest to wieża; traktowałem ją raczej jak wielki walec obłożony prostokątnymi płytami, wyższy niż szerszy. Wszystkie płyty, a właściwie tarcze (!), były w jednakowym jasnobeżowym kolorze. Nie miały na swojej powierzchni żadnych ornamentów.

Kiedy dochodziliśmy już do tej konstrukcji, zauważyłem, że w drugim czy trzecim rzędzie od dołu, nieco z lewej strony, jedna z tarcz odpadła jakiś czas temu. Kiedy zatrzymaliśmy się u podnóża konstrukcji, wysoko, oderwała się jeszcze jedna tarcza. Spod tarczy posypały się połamane pióra i fragmenty skrzydeł.

Mój przewodnik przekazał mi całą paletę informacji, połączonych z emocjami, opowiadających o tym, że budowniczy zamieszkujący tę konstrukcję, jest traktowany przez byty duchowe jak terrorysta (!).

Za tymi prostokątnymi tarczami (rewersy kart) terrorysta więzi wiele bytów, które są tym, co ja nazywam Policjantami Przejawieniowymi (ZR),a w innej nomenklaturze egregorami, ale utworzonymi przez byty z wyższych poziomów Świadomości, a nie tymi egregorami, jakie tworzą ludzie. Te ludzkie egregory przewodnik traktował jako puste przestrzenie. Policja Przejawieniowa to transmisje na niższe poziomy świadomości, Świadomości wysokich bytów.

[Termin asura odnosi się do osoby poszukującej “mocy” lub “spragnionej mocy”].

Sierpień 2013 

Relacja została ograniczona jedynie do pierwszej z trzech kolejnych nocnych podróży, a to ze względu na agresywne wpisy badanego. Komentarze zostały usunięte w celu zatarcia jego personaliów.

Czerwiec 2014

Tamtego lata, na jednym z portali internetowych, bardzo szybko doczekałem się odpowiedzi zainteresowanego. Odpowiedź była obcesowa i arogancka. Pominę ją, ponieważ nie o formę polemiczną mi idzie.

Moja reakcja była stonowana i może nawet nazbyt romantyczna w swoim charakterze.

Wtedy zrezygnowałem z wysłania mojej relacji do Taraki, czego powodem była rosnąca w niekontrolowany sposób agresja Pana X.

Poniżej przytaczam niewysłaną wówczas odpowiedź. To lekcja warta zapamiętania:

“Ach jakiż z Pana jest, proszę Pana, niewdzięczny partner do rozmowy. Nie jestem magiem ani wojownikiem, jestem topografem. Nazywają mnie, po tamtej stronie, Synem Żeglarza. Jako taki przestrzegam reguł i nie atakuję nikogo bez konieczności obrony. Dlatego też bywam wpuszczany do przestrzeni wewnętrznej innych ludzi, egregorów, o których Pan tak wiele wie, a czasem nawet do wyższych bytów.

Kolejnej nocy chciałem Pana zaprosić na wycieczkę na dziesiąty poziom, aby pokazać Panu Czerwonego Chrystusa. Pewnie byłby Pan zaskoczony, to wcale nie jest egregor! Nie wszystko, co istnieje po tamtej stronie, to egregory. Ale, niestety, zamknął się Pan i aż do piątej nad ranem stróżował przy wszystkich swoich podstawowych poziomach świadomości. Niestety, w końcu musiał pan wziąć „oddech” energetyczny, więc korzystając z tego strumienia – wśliznąłem się. (Razem z całym moim towarzystwem, bo w takie podróże zabieram wszystkich swoich sprzymierzeńców). To przecież podstawowy, nie fizyczny poziom świadomości żywego człowieka, więc od czasu do czasu musi go otworzyć.

Koło szóstej włączył się na moim ekranie śnienia alarm. Taka tablica z napisem ASEKURACJA.

Widać postanowił Pan mi przyłożyć. Żeglarzom trudno jest dać prztyczka w nos, więc i Panu się ta sztuka nie udała. Nad ranem, czyli koło w pół do ósmej (mam wakacje, więc się wysypiam), zostaliśmy już chłodnymi znajomymi. Nawet próbował mnie Pan poczęstować czerwienią swojego ciała przyczynowego, a pana „umyślny” – z Pana lewej strony – jakąś słodką kompozycją bieli, ale jestem żeglarzem i nie korzystam z cudzej energii. Co innego moi kompani – ci przecież z czegoś/kogoś muszą czerpać. Zaznaczam, że sam ich Pan ugościł.

Zatem podziękowałem za poczęstunek, korzystając jedynie ze swoich zapasów. Miałem nawet z sobą rodzaj starożytnej czerwonej (!) konserwy, którą Panu pokazałem. Jako osoba ciekawa starożytności nawet był łaskaw się Pan zainteresować napisami, jakimi była sygnowana. Oczywiście konserwa była rodzajem sprasowanej informacji o celu mojej wizyty, czyli o Czerwonym Chrystusie.

Koniec końców – do prawdziwego Czerwonego Chrystusa nie dotarliśmy, ale jest Pan sam sobie winien.

Oczywiście dostałem się do Pańskiego ciała przyczynowego przez dolny otwór (brakującą tarczę na drugim poziomie) z poprzedniego snu. Byt, który pomaga Panu w obsłudze „gości” na wyższym poziomie, to ów byt, którego pióra spadły w poprzednim śnie z otworu na szóstym piętrze wieży. Chyba nie pozbawił się ich sam ?!

Pisząc poprzednio, że nauczył się Pan manipulować przyczyną i skutkiem (swoją i innych), miałem na myśli Pana umiejętności manipulowania magicznego, nie tylko emocjonalnego i intelektualnego.

Będąc wewnątrz Pańskiego ciała przyczynowego, mogę wpłynąć na zmianę torów Pańskiego życia. Wystarczy uzmysłowić sobie, że życie to nie zabawa; żyjemy wszakże na wielu płaszczyznach jednocześnie, a naszą rozmowę obserwuje rosnąca z dnia na dzień liczba internautów. To jest właśnie zmiana tendencji w ciele kauzalnym nas obydwu.

Pytam, co słynny kabalista przed ludźmi ukrywa najgłębiej?

(Oczywiście będę śnił w pierwszej osobie, czyli kabalistą).

To próba hodowania młodych roślin w doniczkach. Z doniczek wystają uschnięte pędy, ale w ich korzeniach jest jeszcze jakiś potencjał.

To stacja morska. Stoimy na wysokiej platformie wieży.

Ktoś starszy/nadrzędny względem mnie informuje o szczegółach. Chodzi o założenie pokrowcówna buty, które mają je zabezpieczyć przed zimnem i przemoknięciem. Próbuję je założyć. Rzeczywiście, natychmiast robi się w stopy ciepło, jakby sam moment ich włożenia powodował wydzielanie ciepła, a nie tylko samą izolację.

Schodzę na sam dół konstrukcji. Wcześniej przymierzałem te ochraniacze i miałem je już na nogach, ale z jakiegoś powodu znowu ich nie mam; ochraniacze, tymczasem, znalazły się na dole konstrukcji. Wyprzedziły mnie! Nie mogę ich, po zejściu na sam dół, założyć, bo w środku mają mnóstwo drobnych muszelek. Nie ma w tych muszelkach już żadnych żyjątek; są to puste (!) skorupy, tak jak te uschnięte sadzonki w doniczkach, kiedy byłem wysoko. Tamte jednak miały żywe korzenie, te są już tylko jak zeschłe liście. Siedzę na dole i wytrząsam muszelki.

Tymczasem schodzi do mnie (!) na dół reszta załogi wieży. Ich przybycie poprzedza pojawienie się ochraniaczy, ale ich są uprasowane i bez muszelek. Ich ochraniacze są kolorowe. Kolory mają różne, ale wszystkie są jasne i pastelowe. Moje ochraniacze są prawie białe, szarokremowe. Kiedy ich ochraniacze znalazły się na dole, poprzedzając bezpośrednio ich przybycie, moje zostały natychmiast rozdzielone poprzez rząd ich pokrowców. Ten, który właśnie wytrząsałem, znalazł się po lewej, a ten już wytrząśnięty – po prawej.

Przez resztę nocy pojawiają się sny o zarodkach życia – jajach zagrzebanych do połowy w mule. Zapewne mają związek czasowy z muszelkami i uschniętymi roślinami z góry. Pozbawiono je życia i chyba ja to zrobiłem.

Nad ranem siedzę obok żony. Żona po lewej. (Odwrócona perspektywa; gdybym śnił sobą, miałbym swoją żonę po prawej, zatem wciąż jest mowa o badanym). Po prawej stronie mam stertę sparzonych we wrzątku żab. Nie zmieniły koloru, a ich wytrzeszczone oczy nie zaszły zdenaturowanym nalotem ściętego białka. Siedzę i zjadam jedną żabę po drugiej. Żona przygląda się mi z lekką dezaprobatą.Brzydzi się chyba tych żab. Mnie powoli też zaczyna to pożywienie rosnąć w ustach.

Głos śnienia informuje mnie, że wiek tych żab nie powinien przekraczać dwóch lat !

Czego symbolem są żaby – nietrudno się domyślić, przegladając słownik Kopalińskiego.

(Jesteśmy w regionie opanowanym głównie przez symbole judeochrześcijańskie, zatem ograniczę się do tej przestrzeni kulturowej).

Żaba — herezja; niestateczność, płochość, pogoń za doczesnymi
uciechami (za muchami), nieczystość, roz­pusta, próżność, kłamliwość; diabeł.
Żaba — człowiek, anatomiczna antycy­pacja człowieka; stąd często w legendach i bajkach przemiana żaby w pięknego księ­cia. Żaba z głową starca na tacy, niesionej przez Murzynkę, przedstawia pokusę najwyższego sta­dium ewolucji w obrazie Boscha Kuszenie św. Antoniego (Egipcjanina).

W marzeniu sennym żaba to symbol nieoględności, braku powściągliwości.

W zrozumieniu mojego snu bardzo pomocny będzie również fragment książki Nevila Drury „Mitologia przestrzeni wewnętrznej”:
„Świątynia jest w swojej istocie niczym innym, jak miejscem magicznego spotkania. Jednak, jak już wspomnieliśmy, mag ze swojej strony musi panować nad istotą, którą przywołuje, ponieważ ona jest tym, czym on chce się stać. Jeżeli w rytuale przypisanym Hod, ósmej sefirze Drzewa Życia, przywołuje istotę imieniem TAPHTHARTHARATH, chce tym samym wzmocnić swój intelekt i zdolności twórcze racjonalnego myślenia. Istoty, które spotyka w stanie wizji, są uosobieniem, antropomorficzną konkretyzacją tego, do czego on sam aspiruje. Jeśli, na przykład, przywołuje bóstwa poświęcone Necach, rozwinie w sobie zamiłowanie do przyrody i sztuki, jak również pewne subtelniejsze cechy, które wszystkie są dopełnieniem atrybutów Hod. Opanowanie jest przy takich zadaniach czynnikiem, który pozwala magowi wcielić owe transcendentalne moce do struktury własnej osobowości. W sposób aktywny i pozytywny stają się one częścią jego samego. Przeciwnie, brak opanowania oznacza, że w sensie nader realnym zostanie on „opętany” i pokonany przez negatywne, wypaczone aspekty tych samych poziomów podświadomej energii, nad którymi sam chciał zapanować.”

Oczywiście pojawia się pytanie, skąd możemy wiedzieć, czy w pełni panujemy nad wezwanymi bytami duchowymi. Nad ich pozytywną integracją. Możemy oczywiście zakładać, że wszystkie one są jedynie egregorami stworzonymi przez ludzi, tak też i przez ludzi mogą być kontrolowane. Nie jest to wszakże takie oczywiste. Nawet egregory mają często swoje nadrzędne partnerstwo wysokich warstw Świadomości, realne wysoce świadome byty, nad którymi umysł i świadomość człowieka nawet z pomocą zaklęć i imion nie ma władzy. Na co wtedy możemy liczyć ? Ano na to, że nasze intencje zostaną potraktowane zgodnie z ich realną wartością. Oby były one odpowiednie. Próba zafałszowania intencji, manipulowania wysokimi bytami duchowymi, oczywiście, jest tylko wyrazem uczonej ignorancji i arogancji ego maga; o tym jednak przekona się on zapewne dopiero w momencie duchowo nieuniknionej konfrontacji. Wrażenie kontroli nad swoimi poczynaniami, jakie często mag odnosi, bywa przewrotnie opaczne, nie ma bowiem sposobu na absolutne potwierdzenie panowania maga nad „materią” magiczną.
Odżywianie się „żabami” nie zawsze może wyjść magowi na zdrowie. Kolorowe pokrowce, wyprzedzające swoich właścicieli (!!!), lokujące się pomiędzy pokrowcami zainteresowanego, opowiadają właśnie o zstąpieniu owych pomocników, ale też i ich prawdziwych właścicieli, we wnętrze poddanego naszej obserwacji maga.

Powracając do żab. Czy jest to jedynie symbol bytów subtelnych, które przyjął w siebie mag, czy również dotyczy on sfery powiązanej z jego fizycznym, ludzkim otoczeniem?

Dalszy ciąg snu :

Kiedy jechaliśmy do tych ludzi, przechwyciliśmy przesyłkę z mlekiem w proszku dla ich dzieci. Proszek był różowy. Przez cały czas, kiedy nas goszczą u siebie, nie zorientowali się, że trwonimy ich mleko. Robią to chyba z wdzięczności, a może są odurzeni naszym autorytetem, bo trudno uwierzyć, żeby się nie zorientowali w tym, że to ich pokarm. Kiedy jesteśmy u nich już ostatni dzień, na oczach jednego z nich wsypuję resztkę mleka do butelki częściowo wypełnionej piaskiem (butelka w moich snach symbolizuje duszę, piasek – to duchowe pole, w którym owe dusze z czasem toną, tracąc swoją odrębność. Operacja magiczna, jaką wykonuje nasz kabalista, sugeruje próbę wyhodowania czegoś na podobieństwo duchowego golema, którym zapewne będzie miał zamiar manipulować za życia jak i po śmierci. Wcześniejsze próby wyhodowania sadzonek na szczycie wieży najwyraźniej się nie powiodły). Wolę tak zrobić, niż gdyby miało się dostać im, czy ich dzieciom. Bezczelnie (choć wiem, że to już cienka granica) mówię do jednego z gospodarzy, że biorę mleko w podróż, żeby karmić swojego czworonoga.Mleko, które nie mieści się w butelce wypełnionej do połowy piaskiem, sypię na ziemię. Nawet wtedy gospodarz widząc to, nie reaguje. Jest chyba sparaliżowany konwencją gościnności albo nie zdaje sobie sprawy, że marnuję jego, i jego dzieci, pokarm; a może po prostu nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest jego. Na dodatek jestem świadomy, że mówienie o tym, że dam je swojemu czworonogowi, nie jest moralne.

Uciekamy jasnym samochodem przed czarną policją. Ścigają nas za rabunek. Jest nas kilkoro, pełny samochód. Aby zmylić pościg – korzystając z tego, że jest noc(!) – podjeżdżamy pod komendę policji i kradniemy im czarny radiowóz. Ja siadam za kierowcą, na tylnym siedzeniu. Nie ja zatem dowodzę tym działaniem. Zwróciłem we śnie uwagę na jeden szczegół: Kiedy wsiadłem do skradzionego wozu i zatrzasnąłem drzwi – zrobiło mi się przyjemnie jak w ciepłym pokrowcu. To widoczna analogia do snu o pokrowcach z wieży.

Niestety, ścigająca nas policja była na tyle blisko, aby zorientować się, że przesiedliśmy się do ich (!) pojazdu. Uciekamy w prawo, a potem w lewo. Policjantka, która kieruje radiowozem pościgowym, reaguje jak zwykle wolno i mój kierowca może z nią bawić się w kotka i myszkę.

Oczywiście wciąż należy zachować świadomość, że ja, autor relacji, śnię panem X.

Z doświadczenia wiem, że powolność policji przejawieniowej jest tylko złudzeniem rozbieganego umysłu, a ich skuteczność jest stuprocentowa, nie poruszają się bowiem liniowo! Ostatecznie przecież „siedzimy” już w ich samochodzie J.

Pan X urodził się jako wstępujący, jak jednak widać z ostatniego snu – „udało” mu się zmienić swą jasną drogę na zstępującą, w dodatku nie swoją.

Dwóch ostatnich snów wcześniej nie upubliczniałem, ponieważ, jak wspominałem, rosnąca agresja zainteresowanego mogłaby przekroczyć poziom emocji, który potrafi on jeszcze kontrolować. Sam przypadek jest jednak na tyle interesujący, że po roku postanowiłem dodać pozostałe podróże, jakie wykonałem ubiegłego lata.
Można by, oczywiście, powiedzieć, że to są moje subiektywne kreacje astralne, gdyby nie listy, które zaczęły przychodzić na moją skrzynkę mailową. Cytuję,ze zrozumiałych względów, bez podania imion moich korespondentów:

– „Brawo, Panie Jarku ! – mam na myśli Pana dyskusję z Panem X,
no właśnie, też tak myślałem, że nie było zaprzeczenia, że to nieprawda.
Pan X właśnie tak naucza, że egregora trzeba wykorzystać, wyssać i wyrzucić.
Uczyłem się u niego przez jakiś czas, ale nie dogadaliśmy się,
pycha tego pana jest bardzo duża.”

– “On ma taką rzeszę zakochanych w nim, że jeśli człowiek coś powie/napisze, to by go zjedli, więc brawo za odwagę.”

– „He, he… nie wiem jak on to przeżyje, że mu ktoś prawdę powiedział.
Naprawdę, jest pan super inteligentnym facetem”.

Oczywiście, przez wrodzoną sobie skromność nie pominąłem ostatniego zdania.

Powie ktoś, że to tylko egregory. Zatem można je dowolnie eksploatować ? Musimy pamiętać, że to są twory połączone subtelnymi więzami ze swoimi żywicielami. W dodatku nie tylko ludzie są ich twórcami. Zatem tak naprawdę nie tylko egregory, ale i ich ludzkich żywicieli eksploatują tacy nauczyciele jak pan X, sugerując swoim uczniom, że uwalniają ich od uzależnień duchowych,a tak naprawdę – eksploatują ich finansowo i duchowo. Nie pierwszy to raz lekarstwo nie jest wcale lepsze od choroby.

Tymczasem pedagodzy, jak mówi dawne powiedzenie, powinni mieszkać w domach o szklanych ścianach.

Dobrze zapamiętałem pouczenie, jakie otrzymałem w jednej z moich podróży:

– Im głębiej starasz się przed innymi cokolwiek ukryć, tym bardziej „wystaje” to po tamtej stronie.

Proszę zatem nie mieć mi za złe wyciągania na światło dzienne spraw, które przecież i tak każdy, kto umie patrzeć, widzi.

PS

Powyższy artykuł przygotowałem w nocy, a kolejnego dnia współśniący ze mną Wojtek przysłał mi taki oto sen :

“Byłem kimś w rodzaju szamana/maga i odkryłem jakiś rodzaj transu. Wchodząc w trans, stawałem się jakąś potężną istotą i potrafiłem manipulować energiami. Robiłem to za pomocą dłoni, kręcąc młynki, i takie tam, rękami. Sam do końca tego nie rozumiałem, bo wykonywałem rzeczy, o których nie miałem pojęcia. Stan transu/pół snu, który pozwalał przebywać mi, jak gdyby, w dwóch światach naraz. Ktoś stojący ze mną właśnie zadawał mi pytania, ale odpowiedziałem mu, aby mi nie przeszkadzał. Skupiałem się na tym, co się działo w transie, a było to trudną do opisania abstrakcyjną przestrzenią pełną kolorowych energii w formie ciągów, szlaczków, słupów etc. – Szkoda, że to było we śnie. W zasadzie tyle – mam nadzieję, że tobie coś to mówi ;)”

Wojtku, to naprawdę fascynujący przypadek koincydencji (!), podłączyłeś się nie tylko do mnie, ale i do samego kabalisty. Właśnie w nocy dodawałem spory fragment tekstu do artykułu opublikowanego zeszłego roku w Tarace. Dodałem również nowy tytuł: Kabalista. Tym, który zadawał pytania byłem ja, a zadawałem je kabaliście.

Jarosław Bzoma

Korekta przez: Roma Wolny (2014-12-04)