„Nigdy(…) się nie dowiemy czy nieczystości, spośród których się wynurzamy, same w sobie są dla nas wstrętne, czy też wydają się nam wstrętne dlatego właśnie, że się z nich wynurzamy. Jest oczywiste, że gniewa nas to, iż wynurzamy się z życia, z ciała, z zakrwawionego plugastwa.(…)uprzywilejowanym obiektem naszego obrzydzenia jest żywa materia na tym właśnie poziomie, na którym oddzielamy się od niej”.

                                                                                                Georges Bataille, Historia erotyzmu

 

Ten cykl snów odnalazłem w starych szpargałach, sprzed kilku lat. Jest pouczający, zatem wart przywołania.

Aby przekazać inicjatywę swojemu ‘ibburowi, pytam Szirin; jak powinno brzmieć pytanie na dzisiaj ?

Idę pod górę, ulicą. Przypomniałem sobie jednak, że mam do załatwienia coś jeszcze na ulicy Stolarskiej.
(To właśnie, najwyraźniej, w ten sposób zawraca mnie ‘ibbur, z mojego własnego układu śnionych tematów na Jego tory !)

Skręciłem na lewo i wyglądam przez barierkę, która w tym miejscu otacza taras, w który przechodzi chodnik. Taki trochę balkon.
Na dole, po lewej, roztacza się szeroki widok na łąki (3) poprzecinane niewielkimi rzeczkami (tendencje spływające z Duszy6-8). Widzę jak grupka ludzi, meandrując pomiędzy strumieniami, próbuje znaleźć drogę. Niestety, widać z tego, że na skróty, nie da się na tę Stolarską przejść przez łąki.
Trzeba wracać na dół. To straszny kawał drogi. Żałuję, że tak późno(!) sobie o tej Stolarskiej przypomniałem.
Nad ranem, stoję jako uczestnik snu, jako pozbawiony jakichkolwiek zewnętrznych oznak kapłan. Stoję po lewej stronie ekranu śnienia. Oczywiście wiem, jako Obserwator tej sceny co ja uczestniczący czuję i myślę. Po prawej stronie ekranu stoi jakiś funkcyjny przedstawiciel religii, uznanej przez jego kolegów za jedynie słuszną.
To jakiś utytułowany kapłan. Zarzuca mi, że moje nowatorskie rozumienie religijności, pozbawionej tych ich wszystkich ceregieli, zniszczy wiarę w Boga.

Trochę mnie to już wkurza to jego gadanie, więc rzucam pod jego adresem pytanie (!)

– CZY POTRAFI PAN PODZIELIĆ BOGA DO KWADRATU I ZNA DZIESIĄTE MORIELE ???

Kolejnej nocy zapytałem więc jaka jest odpowiedź na to pytanie ?

Śniłem całą noc, ale niczego nie zapamiętałem, poza dwoma słowami nad ranem. Często mi się tak zdarza, że kiedy zadaję konkretne pytanie, nie zapamiętuję ze snu niczego poza ścisłą odpowiedzią na nie. Kiedy mnie nie interesuje nic więcej, reszty niedane mi jest zapamiętać.
Odpowiedź brzmiała:
POZIOM WIECZNOŚCI !

Kiedy się obudziłem, już właściwie powinienem wstawać, ale jakoś szkoda mi się zrobiło utraconego snu, zapewne niósł ze sobą szerszy przekaz na ten temat. Westchnąłem z żale i ……. zasnąłem:

Już właściwie wyszedłem z pracy, ale coś mnie jeszcze zawróciło (to ta sama narracja co o zawracaniu na ulicę Stolarską, tyle że w innej symbolice). Wszedłem z powrotem, za czarne drzwi, prowadzące do pomieszczenia mojego biura.
Miejsce mojej pracy to pomieszczenie, na samym końcu długiego korytarza, który opada stopniowo, aż przechodzi w pomieszczenie, które ja zajmuję.
Właściwie to moje biuro jest jego ostatnim odcinkiem ! (Wygląda, na zobrazowany w ten sposób, kanał zstępujący, w którym pracuję)
Na ten sam korytarz wychodzą drzwi, całego ciągu podobnych, uszeregowanych wzdłuż korytarza pomieszczeń.
Jak podkreśliłem, moje jest usytuowane najniżej i z niego wychodzi się już tylko na zewnątrz tego systemu/ciągu i jeszcze niżej, ale to już jest całkiem inna przestrzeń. Ziemska.
O tym za chwilę.

Na razie kilka słów o tym, że wróciłem do biura, ponieważ czegoś zapomniałem (!!!).

Niczego konkretnego nie szukam. Ot tak, rozglądam się po ścianach, stojąc przy czarnych drzwiach, prowadzących z nieco wyższego poziomu korytarza, oglądam specjalne urządzonko zainstalowane po ich lewej stronie, ale już wewnątrz mojego pomieszczenia.

To taki zamek, sygnalizator. Ma kabelek zakończony wtyczką, ta włożona jest w to samo urządzonko. Jakby samo siebie zasilało.

Myślę sobie, że to jakieś taki kiepskie, nieestetyczne, rozwiązanie. Wyciągam wtyczkę i przepinam ją do kontaktu, który jest na tej samej ścianie, trochę bardziej na lewo.

Wtyczka zwraca moją uwagę swoją nietypową konstrukcją. Jest ażurowa i kiedy wkładam ją do gniazdka, to jego wystające elementy wnikają w ażur wtyczki.
W ten sposób uzupełniając jej ażurowe elementy. Bardzo to fajnie pomyślane. Robi wrażenie.

Podłączyłem zatem do zamka zewnętrzne źródło zasilania z lewej strony (‘ibbur?). Teraz dociskam drzwi, które zamkną drogę zstępującą, sprowadzającą jeszcze niżej, poprzez moje biuro.
Drzwi są bardzo ciasno spasowane więc aby je zamknąć, muszę je docisnąć kolanem. Zamek zaskoczył, wydając z siebie ciche kliknięcie.
Co ciekawe z tamtej (od strony korytarza) strony drzwi, o tym wiem we śnie, nie da się tych drzwi otworzyć, bez mojej zgody !!! Zablokowałem zatem innym drogę swobodnego zstępowania, ale i w pewnym sensie możliwość interwencji komuś z wyższego poziomu.

Teraz wychodzę na zewnątrz, przez drugie drzwi znajdujące się w przeciwległej do tamtych ścianie.
Te też ciężko się zamykają. Albo tak są zrobione, albo nigdy nie były zamykane i stąd brak luzów.

Kiedy dopchnąłem i te drzwi kolanem, widzę, stojąc na zewnątrz, po prawej stronie, trzy mocujące je zawiasy. Jeden pod drugim. Środkowy zawias nosi ślady użycia przemocy. Ktoś próbował się włamać od strony zawiasów, a nie od strony zamka. Przyglądam się z bliska rozerwanemu zawiasowi. Moją uwagę zwracają dwie a może trzy prawie całkiem wyciągnięte śruby.
Bardzo długie. Kilkunastocentymetrowe.
To są właściwie śruby-gwoździe do wbijania, a nie wkręcania. Obejrzałem je dokładnie, ale nie dotykając ich.
Na wszelki wypadek jutro, kiedy wrócę do pracy, zgłoszę to do kierownictwa. Ktoś z dołu próbował wyjść (wstępować) drogą zstępującą !!!

Na dzisiaj, opuściłem biuro już ostatecznie i przeszedłem na drugą (lewą) stronę ulicy.
Tutaj za niskim płotkiem mam swój kawałek ziemi (!) – Na jawie, tutaj mieści się sklep ogrodniczy.
Zbieram kilka papierów, porzuconych przed ogrodzeniem, przez niechlujnych przechodniów. Kiedy nachylam się nad jednym ze zmiętych śmieci, z lewej strony podchodzi do mnie jakiś facet.
Zachowuje się bardzo przyjacielsko. Przez moment myślę nawet, że to jakiś dobry znajomy tyle,że go w pierwszej chwili nie rozpoznałem. Wyprostowałem się i słucham, co do mnie mówi.

Początkowo to był taki zalew słów. Nie mogę nawet odróżnić ich od siebie i dlatego początkowo nie potrafię zrozumieć treści zdań wypowiadanych przez mojego rozmówcę.
Po chwili skupienia zaczynam rozumieć, kto to jest i co do mnie mówi. To jakiś nawiedzony facet, którego nie znam, a jego sposób zachowania jest tylko sposobem na łatwiejsze nawiązanie relacji z obcymi.
Gada jak Świadek Jehowy. Właśnie wypowiedział zdanie w formie pytania:
– Czy wiem, że Jezus Chrystus umarł za nas na krzyżu ?
(Chyba właśnie stąd te gwoździe wystające z zawiasu, w pewnym sensie ukrzyżowanie to faktycznie była próba powrotu drogą zstępującą, przynajmniej dla wielu z tych, którzy uwierzyli Jezusowi).
Miałem go spławić, bez większych ceregieli, ale nagle przyszedł mi do głowy inny pomysł.
Objąłem go szeroko ramieniem. Tak bezceremonialnie, tak jak i on się do mnie zwrócił. A może nawet jeszcze bardziej, po przyjacielsku niż on. Objąłem go ramieniem i przemówiłem do niego z wielką delikatnością.
– Bracie! Jezus to nie Chrystus. A w każdym razie Chrystus to nie tylko Jezus. Na Chrystusa składa się wielu takich Jezusów na Ziemi, a i wielu spoza niej ! Z innych planet.
Facet zamilkł. Ta wiadomość odebrała mu mowę. To chyba pierwszy przypadek we wszechświecie, kiedy ktoś go przegadał !

Drugi śniący:

Jaka jest prawidłowa odpowiedź na pytanie; CZY POTRAFI PAN PODZIELIĆ BOGA DO KWADRATU I ZNA DZIESIĄTE MORIELE ???

W nocy miałem fajny sen. Jakiś taki pozytywny w odczuciu. Mieliśmy wyruszyć na ekspedycję, ale nie miałem pieniędzy. Szef ekspedycji (to musiałeś być Ty 😉 powiedział, że nic nie szkodzi, mogę jechać.
Pojechaliśmy nad jezioro. Nad jeziorem w pubie/barze mogłem dostać piwo za darmo, wystarczyło, że znałem hasło. Tyle tylko, że musiałem sobie je sam nalać. Była tam też piękna dziewczyna, ale była dziewczyną znajomego, więc miałem wątpliwości czy ją podrywać.
Poszedłem do szefa ekspedycji, a ten kąpał się albo wręcz taplał w jeziorze. Jak zobaczyłem tę przeźroczystą wodę, która była taka niesamowita w dotyku, to od razu też chciałem się wykąpać, ale powiedziałem szefowi, że najpierw pójdę dopić piwo.
Zapytałem też szefa czy mogę podrywać tę dziewczynę a on, że lepiej nie, ale jak bardzo chcę to moja sprawa. Wróciłem do pubu i więcej już niczego nie pamiętam.

Sen po prostu był fajny i daje słowo, że to musiało być Źródło, tak mi się przynajmniej wydaje.
Później miałem takie sny, że przechodziłem jak gdyby z miejsca na miejsce i coś z tym było związane. Nie jestem pewien, czy nie przeskakiwałem pomiędzy ekranami śnienia, ale to bardzo ulotne odczucie.
Powtarzało się to wiele razy, ale nie potrafię sobie przypomnieć, o co tam chodziło.

Sen fajny i chyba dobrze go zrozumiałeś. Oczywiście nie chodzi o mnie :), ale o sens odpowiedzi.

Oczywiście, będąc świadom zagrożenia inflacją ego i zstąpieniem, na poziom mojej dziennej świadomości, osobowości manicznej. Zadam dzisiaj pytanie o to:

Komu zablokowałem możliwość powrotu drogą zstępującą ?

Siedzimy przy długim stole, ustawionym pod ścianą. Stół zajmuje całą długość ekranu śnienia, biegnąc z lewej na prawo. Siedzimy plecami do Obserwatora ekranu śnienia. Pomiędzy obserwatorem a nami chodzi ktoś, kto nas gości, przy tym stole.
Sytuacja przypomina wigilię dla bezdomnych. Moją uwagę zwraca mężczyzna, który siedzi dwa czy trzy miejsca ode mnie, po lewej stronie, a może nawet trochę dalej, nie określam tego dokładnie, ponieważ widok na lewo zasłania mi siedzący, bezpośrednio obok mnie, niechlujny mężczyzna. Sięga na prawo, w kierunku półmiska, stojącego przede mną. Chciałem mu ten półmisek przysunąć, ale on daje mi znaki dłonią, że nie o ten półmisek mu chodzi a o butelkę czystej stojącą jeszcze dalej na prawo.
Nie bardzo mi się to podoba, więc udaję, że nie wiem, o co chodzi. Nie ułatwię mu sięgnięcia po czystą duszę.

Wygląda na to, że zamykam drogę głodnym duchom, chcącym wykorzystywać inne byty, ich wyższe energie, wkradając się tam drogą wsteczną. Nie wykluczone, że to moje własne pasożyty, współbiesiadnicy przy moim stole.

Następnej nocy powtarzam pytanie.

Zapamiętałem szereg/ciąg osób, który dopiero po pełnym uzupełnieniu braków nabiera zdolności poruszania się dalej. (Zapewne chodzi o uzupełnienie świadomości kolejnych poziomów kanału zstępującego, aby mógł się zmienić na wstępujący.)

Pytanie trzeba zmodyfikować.

Drugi śniący:

Kto próbował otworzyć, zamknięte drzwi ze snu Jarka?

Miałem dwa sny. Jeden sen był o tym, że moi rodzice mieli jakieś ukryte aktywa dla dzieci, czyli nas, o których nam nie było wiadomo, a oni sami zostawili je ukryte, jakby do wykorzystania po ich śmierci.

Drugi sen. Pojechałem do Polski i postanowiłem odwiedzić starego kolegę, po wielu latach. Jakież było moje zdziwienie, gdy spotkałem tam innych kolegów, którzy w dawnych czasach też bywali u niego i razem się kumplowaliśmy. Dowiedziałem się też, że oni też postanowili właśnie po latach się z nim spotkać. Zastanawiała mnie taka dziwna cykliczność oraz powrót do starych znajomości, mimo iż wszystko wydawało się tak odległe w czasie i zapomniane, to jakoś powróciło w tej cykliczności.

(Rodzice martwi i ich aktywa to Nieprzejawienia 8-12. Sen jest zatem o tym, że próbowano się do owych aktywów dobrać. JB)
Pytam: Po co ja te drzwi zamykam ?

Przekaz z poziomu figur geometrycznych.
Pokazano mi, jak manipuluję ciągiem prostokątów wysuniętych z pojemnika na lewo. Przekaz towarzyszący obrazowi jest następujący:
Zamiast tego, co powinienem zrobić, zrobiłem po lewej stronie, to co chciałem (!) i wróciłem na prawo.
Jednym słowem przekroczyłem, to co było Konieczne.

Sen drugi.
Postanowiliśmy kupić żonie buty na wysokim(!) obcasie. Niestety ona nie może w takich butach chodzić, ponieważ przewróciłaby się w nich.
Jedyne co mogę zrobić, aby wznieść żonę na ten poziom, na którym żona nie może chodzić to wieść ją po prawej stronie wózka na zakupy. Wygląda to w ten sposób, że żona stoi na dolnej ramie wózka, po jego prawej stronie a ja wózek prowadzę.

Trzeci sen.
Żona położyła się na brzuchu, na ławce po prawej stronie długiego korytarza(!).
Ściągnęła bluzkę, żeby można było ją podrapać po plecach. Właśnie przechodzi jakaś para.
Kobieta i mężczyzna. Skądś wszyscy się znamy. Chyba ze Związku Twórców. W jakiś niewerbalny sposób, wykorzystując konwencję owej znajomości, „zmuszamy” tę parę, aby się do drapania żony, po plecach, aktywnie włączyła. Robią to z widoczną konfuzją i kiedy tylko znajdują jakiś pretekst, uciekają od tego koleżeńskiego obowiązku.
Poszli w głąb ekranu na wprost, a potem, w lewo i jeszcze raz w lewo, aż zakręcili korytarzem o 180 stopni.
Tam, po ich lewej stronie, znajduje się szyb windowy i znajoma para stoi teraz pod tymi drzwiami czekając na windę. Zdaje się, że podróż tą windą była pretekstem do uchylenia się od świadczenia przysługi na rzecz mojej żony.

Żona, widząc, co się dzieje, mówi do mnie. No to teraz, o tym drapaniu mnie po plecach, chyba dowie się cały świat. Wypaplają wszystkim, których spotkają po drodze.

Czwarty sen. Na wysokim stopniu abstrakcji informuje mnie, że;
Tamuję ruch, wlokąc na wysokie poziomy swoją dzienną świadomość !!!

I to jest informacja, o którą mi chodziło od samego początku. Jak mówią Dziesiąte Moriele; Ani żadnej rzeczy, która jest czyjąkolwiek własnością, nawet naszą osobistą 🙂