„Mózg ludzki nie jest narzędziem myślenia, lecz narzędziem walki o byt, jak kły i pazury. Jego konstrukcja sprawia, że prawdą jawi się nam to, co jest wszakże tylko korzyścią.”

Albert Szent-Györgyi

 

Pytam Szirin, co się objawia w Medziugorie ?

Od razu tłumaczę sen we śnie. Czyli przetwarzam obraz na znaczenie.

To coś, co próbuje odzyskać dawne wpływy. Na razie pod starym znakiem,  a później się okaże !!!

Zapisuję i  przed zaśnięciem pytam. Kto to jest ?

Trzeba zrekonstruować  pacjentowi górną jedynkę. Dla mnie to jedynka z lewej strony. (Co to oznacza, wiadomo już Państwu ze snu o Karolu W.)

Potrzebuję do tego znacznie więcej materiału niż posiadam,  wychodzę  zatem z pracy w celu jego zdobycia. W drzwiach spotykam sąsiada, który jest synem pewnej ultra katoliczki. Sąsiad w rękach trzyma belkę. Ja szukam jednak zupełnie czego innego; ta belka jest zbyt masywna. Przez chwilę rozmawiamy o tym, że w dzisiejszych czasach nie ma problemu ze zdobyciem samego materiału wypełniającego, ale z powierzchnią magazynową do jego przechowywania.

Sen wyraził się dość jasno. To ktoś, kto poszukuje subtelnego materiału do reperacji/wypełnienia braku/szczeliny, ale nie swojego a kogoś, na czyją rzecz pracuje. Owa szczelina jest zlokalizowana pomiędzy poziomami brahmanicznymi 8 -12. Stąd w moich snach brakuje  jedynki, którą w międzynarodowym kodzie cyfrowym dentyści oznaczają numerem 11. Przejście przez pierwszą granicę na poziom buddyczny symbolizowałby brak w dolnym łuku zębów. Obydwa te poziomy, buddyczny i brahmaniczny, są oddzielone od niższych poziomów granicami, we śnie tę pierwszą sygnalizuje również  odwrócenie ekranu śnienia. Przejście na poziom buddyczny to obrócenie o sto osiemdziesiąt stopni w płaszczyźnie wertykalnej, na brahmaniczny – pionowe obrócenie do góry nogami.Wejście do wnętrza szczeliny to jednak coś więcej, to jakby pokonanie trzeciej granicy

wewnątrz niej, pomiędzy poziomami 8-12; to wejście do ust Brahmana najlepiej oddaje ten stan słowo “przenicowanie”. To trzecia granica jaką można przekroczyć i jeszcze stamtąd wrócić. Różnorakość ciągów symboli wynika z poziomu świadomości, na którym aktualnie się znajdujemy we śnie. Symboliczne przekazy senne często pochodzą z wyższego poziomu niż się nasza jaźń w czasie snu znajduje, nazwałem to techniką wleczonego obserwatora. Dlatego przekazy nie są dosłowne a symboliczne.

Czasem granicą do ciała buddycznego(6) jest, w moich snach, dwupasmowa droga tranzytowa biegnąca przez moje miasto; bywa również  zasygnalizowana kolorem czerwonym w momencie mijania poziomu kauzalnego (5), innym razem dosłownie obracam się. Druga granica w pierwszych podróżach bywa zapowiadana w formie ostrzeżenia, że teraz wszystko będzie działo się do góry nogami. Potem, w miarę przyzwyczajania się do tych przestrzeni, najczęściej odbieramy to jako cofanie się pojazdem naszego subtelnego ciała. Kiedyś dla szamanów był nim kruk albo podobne zwierzę podróżne. Dzisiaj – to samochód albo nawet rower. Trzecia granica bywa pokonywana za zgodą Źródła w formie  połknięcia albo wejścia do . . . jakiejś szczeliny. Wszystko zależy od kontekstu. W swojej wewnętrznej symbolice musimy się, po prostu, zorientować.

Do tego cyklu podróży zwerbowałem  Wojtka.

Wojtek zadaje pytanie nieco nonszalancko, jest  nastawiony do  tematów chrześcijańskich „bokiem”. Śni na te tematy tylko dlatego, że mnie lubi.

Świetny sprawdzian śnienia. Krytycyzm gwarantowany.

Pytanie Wojtka: Kto się objawia ludkom w tym Medziugorie ?

Jeden sen pamiętam. Może coś z sensem albo i bez.
Była jakaś wielka  impreza/koncert/zgromadzenie ludzi,coś w tym rodzaju, i nasza grupa postanowiła nie jechać do miejsca docelowego od razu, bo już było późno, tylko przespać się na miejscu i pojechać za dnia. Z tego, co pamiętam, położyliśmy się spać w namiotach. Obudziło mnie zimno – bardzo zmarzłem, a było to max po dwóch godzinach snu. Obudziłem resztę i mówię, że ja to pierniczę, jest za zimno (Ubytek energii! Przyp.JB), jak dla mnie, i pewnie – prędzej czy później – wam też będzie, więc ja stąd spadam. W końcu wszyscy pojechaliśmy do miejsca, gdzie mieliśmy, z tego co rozumiem, dach nad głową. Gdy przybyliśmy na miejsce, zaczepiło nas dwóch pijaczków, zaczęli nas atakować. Jakoś jednak udało nam się od tych atakujących uwolnić i powiedzieliśmy sobie, że rano to zgłosimy, ale oni dalej próbowali  nas zaczepiać i dostać się do budynku, w którym byliśmy, nawet jednemu się udało, ale za to spuściłem mu chyba lanie. Rano zadzwoniliśmy po “władzę”, ale ta powiedziała tylko tyle, że to lokalni ważniacy, w związku z czym nic nie mogą im zrobić,bo mają związane ręce. Później przyszli ci  dwaj pijaczkowie i nas przepraszali, że kiedy piją to nie znają umiaru,a później dostają małpiego rozumu i atakują kogo popadnie; nie są, tak naprawdę, źli, są wartościowymi członkami społeczeństwa, tylko mają słabość albo raczej taką “chorobę”…Powiedzieli, że się będą leczyć i że nas bardzo przepraszają za zakłócenie spokoju. Zrobiło nam się ich żal i nie złożyliśmy formalnego zawiadomienia. Ot, tyle pamiętam.Trochę tego mało, w nocy było dużo więcej takich akcji.

 

List do Wojtka

Moim zdaniem – wystarczy.To byty, które korzystając z ludzkich zgromadzeń, „opijają się” ich energią

Do naszego śnienia dołącza się Joanna.Słowem –  działa tam ktoś, kto nie zna umiaru i traci kontrolę nad sobą To choroba. W moim śnie przedstawiono to jako chęć zrekonstruowania braku na poziomie 11. Widać  uszkodzenie jest na wysokim poziomie „lokalnej władzy” a oni są bezkarnymi jej  wysłannikami.

Relacja Joanny. (Joanna  pracuje w radiu, a prywatnie jest żoną Wojtka, więc i pytanie jest sformułowane podobnie J)

Pytanie moje wczorajsze było takie:  Co się objawia ludkom w Medziugorie ?

Mnie się śniło, że okradałam moje radio (stację radiową), tzn. pocztę, która przychodziła, ja ją wertowałam i zabierałam sobie różne rzeczy.

Czy coś pomogłam?

List do Joanny

Pytam, czy ci z Medziugorie, Lourdes,Fatimy to te same byty?Myślę, że tak, bo w Medziugorie okrada się ludzi z energii, powiedziałbym nawet,że z jej formy duchowej. Modlitw adresowanych do  Boga! Na dodatek ci awanturnicy okradają nie tylko ludzi, ale i tego, kto jest ich nadrzędnym partnerem.

Następuje jakaś zmiana systemu liczenia czasu! Kobieta przekracza poziomy od góry do dołu. Jest cwana (!!!). Na dodatek sama nosi swoje bagaże, kiedy powraca z podróży! Tak to dosłownie we śnie widzę i rozumiem. Szczególnie podkreślona jest ta jej cwaność!

Pozwala oglądać się zachwyconym ludziom !!!

Do samego rana mam sny o zmianie perspektywy/poziomu/czasu/wysokości dostrojenia, zmiany pomieszczeń w pionie, z góry do dołu, ale wciąż w tych zmianach uczestniczy ta sama kobieta !!!

Zapytajmy zatem, czy ten byt, najwyraźniej żeński, to matka Jezusa czy zupełnie inny byt nie związany z tą religią. Oczywiście to tylko formalność, ale warto czasem sprawdzić informację na różne sposoby.

Najpierw relacja Wojtka.

Ojojoj (!), o czym tu pisać najpierw? Bardzo dużo snów.
Cała akcja snu przebiegała w miejscowości nadmorskiej, uczestniczyła w nim spora grupa osób. Dużo scen było na plaży. Dużo skakałem do wody. Było tam jakieś urządzenie, taki potężny dźwig, który wyrzucał ludzi w kierunku morza. Dzięki temu leciało się daleko i wpadało do wody. W tej grupie zajmowaliśmy się też śnieniem, wychodzeniem oraz czymś bardzo dziwnym. Było to coś w rodzaju przedstawienia sztuki, ale odbywała się ona w dużym zaciemnieniu (!), a wszyscy wprowadzali się w stan letargu. Odbywała się więc ona pomiędzy światem fizycznym a astralnym – bardzo dziwne. Były też urządzenia, które wprowadzały ich w stan odrętwienia, oobe albo pół snu. Ciekawe, ale dziwaczne. Mimo iż tak wiele się działo, nie pamiętam więcej szczegółów ani czegokolwiek więcej z tego galimatiasu. Ilekroć się wybudzałem i zasypiałem, trafiałem z powrotem do tego samego snu.

 

(Wykrzyknik dodałem ja, J.B., ponieważ chciałem zwrócić uwagę na ciemność, która w snach pojawia się w momentach kontaktu z obcymi, w ich pojazdach.)

 

Ja do Wojtka

Ja, niestety, prawie niczego z tej nocy nie pamiętam, poza pierwszą sceną snu. Otwierają się drzwi, a za nimi stoi żywy, krwisty kawałek mięsa .Bardzo ciekawa relacja. To byty podróżujące w przestrzeni fizycznej i duchowej. Istnieją na tych dwóch płaszczyznach, dysponują pojazdami, hibernują a może raczej wprowadzają się w jakieś specyficzne stany świadomości, w których są gotowe do podróżowania.

Wszystko wskazuje na to, że to żywe biologiczne byty a nie mdłe, duchowe istoty. Twój sen to potwierdza.Ponadto zdążyła się już pojawić czerwień kauzalna,co informuje, że są świadome następstw swoich czynów, czyli nie są egregorami.

 

Aby nie ulec pokusie spektakularnych uproszczeń, powtórzymy pytanie:

Czy kobieta, która się objawia, to „Matka Boska”, matka Jezusa  ?

Zasypiam.

Matka (!) jest podejrzewana o to, że jest  związana z synem (syn  miałby się znajdować z jej lewej strony), ale ta lewa strona jest „wymienna” i ktoś inny, obcy, a nie syn, zajmuje to miejsce.

Nad ranem pytam: kim jest ten, który zajmuje miejsce Jezusa ?

Sen był rozbudowany, ale udało mi się zapamiętać tylko zdarzenia, które widziałem po wyjściu z dużego budynku, w którym byłem gościem.

Na parkingu jacyś faceci, zamiast malować na swoim mikrobusie napisy, nakładali na niego koszulkę z już wcześniej namalowanymi napisami.

Siedząc w samochodzie osobowym, stojącym tuż za nimi, widzę nawet małą flagę mojego kraju; umieszczono  ją na tej koszulce w miejscu przykrywającym tylne drzwi.

We śnie rozważam pomysł koszulkowy i dochodzę do wniosku, że na masce swojego samochodu też mogę przecież umieścić odpowiednią do potrzeb koszulkę.To naprawdę chytry pomysł. Nawet we śnie jestem pełen uznania dla tych gości.

Sen Wojtka.

Czy ta, która objawia się w miejscach kultu MB to matka Jezusa 🙂 ?

Pierwsza część nocy to mnie tylko wkurzyła, bo śniłem cały czas liczby, obliczenia, czyli to, co z czego właśnie piszę pracę – raport z księgowości. Strasznie mnie to zeźliło, bo skoro pół dnia  pisałem, to chciałbym odpocząć trochę od tego. Dlatego wkurzony poprosiłem, aby odpowiedź na pytanie była w innej symbolice, a nie w tym, czym mój umysł aktualnie jest pochłonięty. Poskutkowało, ale tym razem, podobnie jak wczoraj, zaczęły się poranne sny, bardzo dużo, poplątanie z pomieszaniem; trudno coś z tego nawet wyłowić. Miałem też sny w stanie półsnu, czyli wiedziałem, że sobie śpię, obok mała gaworzyła a mnie leciały obrazy senne, ale to nie znaczy, że dużo z tego spamiętałem. Mogę przedstawić parę motywów.

Pracowałem w jakiejś firmie taksówkowej i miałem mieć swoją szychtę, ale bardzo mi to nie pasowało, więc zamierzałem iść do biura, by powiedzieć, żeby mnie dziś ktoś zastąpił (!!!), ale cały czas coś mnie zatrzymywało, blokowało; bo albo nie mogłem zaparkować nigdzie auta, albo kiedy już zaparkowałem – to się okazywało, że kogoś blokuję. W międzyczasie zaczęła się moja zmiana, powinienem był już dawno pokazać się/zameldować w biurze, dalej jednak nie mogłem tam się wybrać; pomyślałem, że jak będą mieli klienta, to przecież zadzwonią do mnie i wówczas pojadę, choć znów teraz mnie ktoś zablokował – jakieś inne auta.
Kolejny motyw był o spotkaniu „wyroczni”, był tam nikt inny jak nasz Darek (Dość szeroko  znany, w środowisku obenautów, podróżnik astralny, od jakiegoś czasu z uporem utrzymuje, że jest inkarnacją św.Piotra, w realu właściciel siłowni – przyp.JB). Oprócz niego był też kolega Gienek, który- jak się okazuje – też sobie nieźle przypakował. Darek coś mówił, a dopowiadał mu Gienek, w pewnym momencie Darek został wyprowadzony z równowagi i rzucił się na Gienka z pięściami, ale tamten się obronił i podbił oczy Darkowi. Darek widać było,można było to wyczuć, bardzo zawstydzony, że dał się sprowokować i pokonać; brakowało mu też jakichś argumentów w rozmowie – był zdołowany całą tą sytuacją.
Później byłem uczestnikiem rodzinnej kolacji albo obiadu – przy stole siedziało wiele pokoleń, nawet wszelkie ciotki i wujkowie. Ciekawym posiłkiem była zupa, która była w wielu półmiskach, tak jakby w częściach. Można było sobie skomponować własną zupę, używając dostępnych składników,np. na półmisku była już ugotowana marchewka, w drugim kapusta, w kolejnym rosół, makaron, kiełbaski itd. Wszyscy jedli niby tę samą zupę, ale inaczej skomponowaną, bo miała inne proporcje składników lub jakichś w ogóle nie miała. Ja, na przykład, nie nałożyłem sobie kiełbasy 😉
To tyle, co pamiętam z tego galimatiasu snów. Jeszcze był motyw z jakimiś słodkościami, gdzieś je podjadałem, ale tego już dokładniej nie pamiętam.

Ja do Wojtka

Słodkość to moja Szirin. Smacznego.Ło matko ! Dowolna kompozycja ? To ma być odpowiedź ? Czyli każdy a właściwie ten, kto jest silniejszy i potrafi zablokować konkurenta. Podkreślono, że chodzi o byty rozmnażające się od wielu pokoleń. Odnośnie Gienka. Widać Gienek przejął kontrolę nad Darkiem. Swoją drogą ciekawe, czy Darek potrafi się kiedyś od tego Gienka uwolnić. Gienek, Eugeniusz- eugenes to dobrze urodzony. W śnie nic nie dzieje się przypadkowo.Na jednostkowym przykładzie Darka pokazano nam, w jakim kierunku powinna przebiegać nasza generalizacja.

 

Wojtek.

No, ale ja nic nie łapię, to znaczy, że ktokolwiek to może być? Nie rozumiem…

Ja do Wojtka

Na to wygląda. Kto chce, to się przebiera. Dowolna swołocz międzygalaktyczna a ludki na kolana i w płacz, i w piersi się biją, i o zdrowie proszą !!! Tymczasem w tych rejonach utworzyły się miejsca udoju i każdy, kto tylko potrafi, czerpie.

Dzisiaj proponuję dowiedzieć się, czym był, tak naprawdę, “Cud wirującego słońca” ?

Zasnąłem.

Rower  . . . . . . . widziany z boku albo coś przywodzącego na myśl, dwa wentylatory z wolno wirującymi łopatkami/szprychami. Przyglądam się dokładniej.

Po chwili.

Dwie, trzy superszybkie, wyglądające jak długie srebrne sople lodu – maszyny – mkną w głąb ekranu śnienia.

Stoję przed ladą. Chcę kupić coś, czego nie ma (!!!) „na stanie”. Sprzedawca stara się mnie zatrzymać, ale ja już się zorientowałem, że to, czego potrzebuję, obsługa przyniesie dla mnie z sąsiedniego sklepu, aby tylko mnie utrzymać przy sobie i w błędzie. Chodzi o jakiś czarny, niewielki sześciokątny przedmiot (Czarna skrzynka ! ). Obawiam się, że zażądają ode mnie więcej niż to coś kosztuje obok w sklepie, z którego obsługa ma zamiar to przynieść.

To jakieś byty „handlujące” nie swoimi informacjami ? Próbują mi wcisnąć  nie swój zapis danych.Tymczasem wszystko wskazuje na to ,że to nie cudowne wydarzenie a pojazdy zaburzające światło i przestrzeń. Niczego nie spodziewający się obserwator, stojący na ziemi z zadartą głową, odnosi wrażenie, że patrzy na obracające się słońca !!!

Wojtek

Czym był “Cud wirującego słońca”?

Pytania nie zapamiętałem, więc po przebudzeniu nie mogłem za bardzo sobie przypomnieć o co chodziło, ale to nieistotne. Zasypiałem z intencją śnienia w tej samej sprawie co ty.
Śniłem dwa razy prawie to samo. Dwa razy śnił mi się drapieżny ptak. Jastrząb, orzeł lub podobny. Był oswojony. Siadał na ręku, na rękawicy, ja coś odcinałem. Chyba zabijałem mu jakiegoś gryzonia, aby się najadł, ale puszczałem go też na łowy. Łowił dla siebie (!!!), ale też dla mnie. Za pierwszym razem był to dorosły osobnik, za drugim młodziutki. Nic więcej nie pamiętam.

 

Bardzo interesujący aspekt całej historii. To nie są pojazdy transportowe, ale myśliwskie, drapieżne i to od pokoleń. Znowu to podkreślenie. Ciekawe jest również to, że mają swojego hodowcę, który jest kontrolerem ich lotu. Hodowca wie, że ptaki nie wszystko, co upolują, przynoszą jemu.

 

Wojtek ma  czasem fajne sny. Moje są niby na temat, ale już bez takiego epickiego polotu. Wieczorem pytam:

– Szirin,  ty . . . lebiego, dlaczego tak  ciężko ci idzie ze zdobywaniem informacji na temat  fatimskiego „cudu słońca” ?

Zasypiałem, nie zdając sobie sprawy z tego, jakiej afery  stałem się mimowolnym sprawcą.

Zasnąłem i . . . .

W związku z moim kategorycznym żądaniem, w mojej żonie, przez coś w rodzaju serwisu, zostaną wymienione pewne grupy elementów !!!

Pocieszam się, że to nic strasznego i na dodatek skądś wiem, że taki zabieg jest odwracalny !

Nad ranem śnię  o pobycie w mieście, z którego musiała wyjechać duża część jego mieszkańców. Grupa wysiedlonych to ci, którzy czymś się odróżniali od pozostałych. (To właśnie te grupy elementów, które mają wymienić w części mojej Świadomości, nazywanej przeze mnie żoną, części działającej poniżej pierwszej granicy, granicy, która jest pomiędzy ciałem kauzalnym a buddycznym .)

Nie jestem pewien, ale zdaje się, że ja (ta część, która identyfikuje się z Jarkiem B.) jestem właśnie jednym z takich wysiedlanych (!). Postawiono przede mną wybór: mogę wziąć jakiś rodzaj odszkodowania i bez problemu żyć dalej (zapewne na wygnaniu na Ziemi), albo wraz z córką sołtysa (!!!) tego miasta (Mowa jest o Domu Dusz na poziomie buddycznym i o jego zwierzchności, czyli Atmanie ) pokonać  trudności i dostać w nagrodę milion ( W arytmetyce sennej milion to jedynka i zera symbolizujące sześć poziomów) od sołtysa i zdaje się rękę jego córki! (Córka Atmana-sołtysa to aktywna część operacyjna Świadomości na poziomie ponadbuddycznym – tę upersonifikowaną aktywną część operacyjną Świadomości Jung nazywa pozorną „autonomią archetypu”. Dlatego właśnie w przedziale 6-8, czyli od poziomu budycznego do ósmego – brahmanicznego (Brahman zajmuje poziomy 8-12) pojawia się wciąż trójca, troistości, potrójności.Dokładnie opisuję te zupełnie nie katolickie zjawiska w czwartej księdze. W przestrzeni dolnych ciał, poniżej granicy pierwszego obrócenia ekranu,w  tej  dolnej przestrzeni(1-5) Świadomości, której doświadczamy ziemską jaźnią; na co dzień żyjąc w fizycznych ciałach – spotykamy zazwyczaj podwójności, dualizmy, ponieważ tutaj Atman, dla naszej ograniczonej świadomości/ziemskiej jaźni, nie jest tak łatwo dostępny. Parą dla naszej śniącej świadomości, w dolnej przestrzeni(1-5), jest animus/anima, w moim przypadku jest to żona. Bardzo uważnemu śniącemu, nawet tu na dole, łatwo zorientować się, że tak naprawdę są również i tu trzy, a nie dwa elementy; są nimi “ja” uczestniczące (nasza postać identyczna z tą ziemską), które jest widziane przez  obserwatora ekranu snu, czyli również nas (!), który  to obserwator posiada świadomość jednocześnie obserwatora i uczestnika,a także z  trzeciego elementu, dostosowanej do poziomu dolnego (1-5) przewodniczki ( jeszcze niższej, niż „córka sołtysa”,aktywnej formy Świadomości omijającej wszystkie zakłócenia pośrednie), jawiącej się mi jako żona-anima (ponieważ jestem mężczyzną). Sołtys (etymologicznie ma związek z sol, solo) to oczywiście pierwszy z pojedynczych (!) przedstawicieli odgórnej władzy, Atman. Cała tajemnica tej zawiłości da się zamknąć w stwierdzeniu, które kiedyś usłyszałem we śnie; suma dwóch elementów jest czymś więcej niż wynikałoby to z prostego dodawania).

Miasto jest dość duże, ale rządzi nim nie burmistrz, nie mer, tylko właśnie sołtys !!!

Wykonujemy razem z jego córką to zadanie (niestety, nie pamiętam – Dom Niepamięci! o co chodziło, ale córka sołtysa wyraźnie mi sprzyja) i teraz na podwyższeniu z desek, na rynku, trochę jak na szafocie ( Z moich innych snów wynika, że z Atmanem mam wspólną głowę ! Dlatego obserwator i uczestnik wiedzą to samo, ponieważ ich świadomość tkwi w jednej wspólnej „głowie” !!! Wynika z tego faktu również inny, fundamentalny wniosek z moich podróży. Obserwator, jaki jest w każdym z nas, to  jeden i ten sam obserwator, który obserwuje wszystkimi parami oczu !) stoimy w triumfie, tak, by cała pozostała w mieście ludność o tym się dowiedziała.

Chór (jak w greckiej tragedii) śpiewa: Wolał dostać milion od sołtysa niż wziąć  . . . . .

Nie pamiętam co, ale chyba chodzi o tę pierwotną rekompensatę i życie na ziemi. Jako dodatek do tego miliona jest, oczywiście, córka sołtysa, ale to tak tylko, jak już wspomniałem, jako dodatek !

W kolejnej scenie snu klęczę na opustoszałym rynku, w kinowym geście utrudzonego zwycięzcy i przyglądam się, z wyraźną nostalgią, opuszczonym  przez tych „innych” mieszkańców, wielopiętrowym kamienicom, jakie stoją z powybijanymi oknami po lewej stronie rynku.

To jest  właśnie ta prawdziwa przyczyna utraty malowniczej, epickiej narracji w moich snach. Fiksacja centrum świadomości na poziomie „szafotu”. Dawniej miewałem sny tak rozbudowane, jak sny Wojtka. Dzisiaj są coraz krótsze, zdarzają się nawet sny o figurach geometrycznych, pełne znaczeń w warstwie przekazu,ubogie zaś w obraz i zachwycającą fabułę. Trochę szkoda J.

Wojtek relacjonuje swoją podróż.

Intencja: chciałbym osobiście i wielowymiarowo uczestniczyć w “cudzie słońca”.

Pamiętam fragment tylko z pierwszej części snu i mam wrażenie, iż dotyczy czegoś innego, albo się mylę.
Mój samochód oddałem do znajomego, który miał go przemalować na biały kolor. Jednak samochodu nie było w jego warsztacie. Powiedział mi, że dał go do innego lakiernika, ale ten nie miał go malować, a jednak przez pomyłkę przemalował. Ja mówię, że mi to generalnie obojętne, tylko chcę mieć biały kolor. A on na to: A jesteś pewny? Takie fajne mercedesy jak Twój, jednak prezentują się lepiej w czerni i że jak zmienię zdanie to wystarczy, że zetrę papierem ściernym nowy kolor i pod spodem będzie czarny, od razu matowy – teraz bardzo modny. Nie, dzięki, wolę biały 😉
To wszystko, co pamiętam, ale snów było więcej…

 

Wnioski.
Wojtek jest spod znaku barana, czyli zstępuje/jest czarny, podobnie jak  ja, będąc  spod znaku byka, zanim nie zacząłem bieleć, znajdując sposoby na przejście poprzez łączące obydwie drogi korytarze Świadomości. On również chciałby przedostać się na przeciwległy pas ruchu, na  białą drogę wstępującą ,stąd te jego senne obiekcje. Dlatego z latania z obcymi nic nie wyszło.Cud słońca związany jest z  pojazdami obcych; do tego, aby Wojtek mógł uczestniczyć w „cudzie słońca”, potrzebne było zaczernienie Wojtka, tymczasem Wojtkowi czerń kojarzy się z byciem w karmicznej drodze zstępującej, więc się uparł być białym.

Chwilami trochę odbiegałem od pierwotnego tematu, ale sądzę, że nie był to  nużący nadmiar dygresji, i raczej z korzyścią dla podróżujących.

Może na sam koniec odniosę się jeszcze do mojego  wcześniejszego przypisu o ustach Brahmana, czyli szczelinie 8-12. W wielu podróżach ciekawi mnie odnajdywanie ukrytego sensu biblijnych konstatacji. Tu świetnie nada się zdanie o tym, abyśmy byli zimni albo gorący, inaczej Bóg pocznie nas wypluwać ze swoich ust. Również przypowieść o połknięciu Jonasza przez wieloryba jest, jak najbardziej, na miejscu.

Takiego przeżycia doświadczyłem również ja, będąc pochłoniętym przez usta Brahmana. Odebrałem to jako dosłowne połknięcie i obrócenie się , przenicowanie mojego jestestwa. W momencie  jednak, gdy ochłonąłem z szoku i zdałem sobie sprawę z tego, że wciąż jestem oddzielnym indywiduum, odrębną świadomością, wtedy usta wypluły mnie na powrót w jawę, która z punktu widzenia Źródła – jest indywidualnym snem! To właśnie ten mój stan bycia oddzielnym, na początku mojego podróżowania, został nazwany byciem ateistą. Nie był to zarzut, a jedynie stwierdzenie faktu, jakie wypowiedział głos śnienia podczas jednej z kolejnych „rozpraw” Rady Starszych/Sądu Cząstkowego, na jakim stawiam się, we śnie, od czasu do czasu z własnej woli.

W tym kontekście możemy lepiej zrozumieć, czego pragnie byt posługujący się swoimi delegatami, objawiającymi się w miejscach kultu. To, co obserwujemy, to patologiczne nasilenie eksploatacji ludzi. Oczywiście wszystko zależy od punktu widzenia, można również doszukać się w tym procederze otwarcia ludzi na wyższe wartości. Inna sprawa, że analogiczny  proces, ale nie tak ewidentnie pasożytniczy, proces obiegu świadomości w Przejawieniu – jest sensem naszego istnienia w ciałach fizycznych, ale o tym można by zapisać znowu wiele stronic.

Za jakiś czas przedstawię kolejne zapiski z podróży. Tym razem będzie to oneironautyczne badanie myśli Jezusa wiszącego na krzyżu.

Szok ? Zgroza ? Prowokacja?

Na tym właśnie polega rozciąganie świadomości.

 

Jarosław Bzoma

Korekta przez: Roma Wolny (2014-06-13)